To można było przewidzieć już wczoraj. Gdy Benedykt XVI zdecydował się przypomnieć o zasadach jakimi powinni kierować się katolicy w życiu społecznym - natychmiast posypały się na jego głowę gromy. Jednym głosem przemówili włoscy farmaceuci, politycy (także prawicowi) i media. A włoska minister zdrowia potępiła papieża za to, że wzywając katolickich farmaceutów do sprzeciwu sumienia wobec sprzedaży środków antykoncepcyjnych czy wczesnoporonnych, podzielił leki na moralne i niemoralne.
Z panią minister dyskutować nie zamierzam. Rozumiem, że w ramach wolności, uznaje ona, że każdy może mieć swoje poglądy pod warunkiem, że o nich nie mówi. Przykre to, ale nie zaskakuje. W jej wypowiedzi zaciekawiło mnie określenie lekiem antykoncepcji. I dlatego chciałbym zadać krótkie pytanie: co mianowicie leczy antykoncepcja? Jakież to schorzenia, choroby czy syndromy? Z tego, co mi wiadomo, to raczej bezpłodność jest chorobą wpisaną na rozmaite listy, podczas, gdy płodność wręcz przeciwnie jest synonimem zdrowia. Czy zatem włoska minister zdrowia chce leczyć zdrowych?
O środki wczesnoporonne pytać się nie będę. Nie dlatego, żebym nie miał w tej sprawie zdania, ale dlatego, że nie ma sensu udowadniać, że trucizna służąca do zabicia kogoś nie jest lekiem. Ta sprawa jest tak oczywista, że komentarza nie wymaga.



Komentarze
Pokaż komentarze (118)