Zgromadzenie Ogólne ONZ po raz kolejny przegłosowało rezolucję, nawołującą Stany Zjednoczone do zniesienia embarga ekonomicznego nałożonego na Kubę. Wynik był, jak co roku, miażdżący – 184 państwa za, 4 przeciwko, reprezentant jednego kraju wstrzymał się od głosu.
Dyskusję na temat sensowności embarga można prowadzić w nieskończoność, żadne rozwiązanie nie wydaje się optymalne.
Każdy amerykański polityk, zarówno republikanin jak i demokrata, musi liczyć się z głosami wyborczymi ponadmilionowej społeczności kubańskiej w USA. Oczywiście sprawia to, że nawet najmniejsze ustępstwa wobec karaibskiej dyktatury, najbardziej niewinny, przyjazny gest wobec Fidela Castro może słono kosztować niezbyt rozważnego kandydata do prezydentury czy fotela kongresmana.
Wielu z Was zapewne pamięta epopeję 7-letniego Eliana Gonzaleza, chłopca, który w 2000 r. (za drugiej kadencji Billa Clintona) wraz z matką uciekał do USA przez Cieśninę Florydzką. Potem Elian został zwrócony przez amerykańskie władze ojcu, który został na Kubie. Niewykluczone, że „afera Eliana” pozbawiła prezydentury Ala Gore’a. Zdecydowana większość Kubańczyków z Miami (ponad 350 tys.) poparła wówczas George’a W. Busha, Gore’a zaś – tylko 130 tys. A to właśnie głosy mieszkańców Florydy zdecydowały o wyborczym zwycięstwie gubernatora z Texasu.
Dziś stan ten znów jest polem bitwy i żaden poważny pretendent do Białego Domu nie pozwoli sobie na nieostrożny ruch. I żadna rezolucja ONZ tego nie zmieni, nawet gdyby za zniesieniem sankcji opowiedziało 100 proc. członków Zgromadzenia Ogólnego.
Z drugiej strony ani sam Fidel, ani jego bezpośredni współpracownicy, nie zrobili w ostatnim czasie nic, by w jakikolwiek sposób zmienić nastawienie amerykańskich elit politycznych do reżimu. Wręcz przeciwnie – antyamerykańska retoryka na wyspie nasiliła się, od kiedy kubańscy komuniści zyskali w osobie Hugo Chaveza sojusznika w walce z jankeskim imperializmem. Kuba wciąż pozostaje krajem zniewolonym i upodlonym, w którym socjalistyczny eksperyment na Bogu ducha winnym narodzie doprowadził do niewyobrażalnej biedy.
Felipe Perez Roque, kubański minister spraw zagranicznych, twierdzi, że „blokada ekonomiczna jest dzisiaj najważniejszą przeszkodą dla rozwoju państwa dobrobytu na Kubie” i że „stanowi gorszący przykład łamania praw człowieka na wielką skalę”. Perez Roque wylicza też straty materialne, jakie embargo przyniosło Kubańczykom. Według niego wyniosły one do tej pory ponad 220 mld dolarów. Wszyscy aparatczycy komunistycznych tyranii stosują od lat te same propagandowe sztuczki, w jednym celu: aby utrzymać się u władzy (gdy spojrzeć na wyniki kolejnych głosowań w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ, okazuje się, jak wielu daje się na te sztuczki nabrać).
To dlatego kubańscy komuniści tak bardzo naciskają na zniesienie embarga. Wymyślony przez nich scenariusz jest łatwy do przewidzenia. Socjalizm na Kubie jest w stanie agonalnym, ale uwolnienie gospodarki, bez likwidacji amerykańskiej blokady, może oznaczać natychmiastowe obalenie mitu o embargu, jako jedynym winowajcy kubańskiej katastrofy ekonomicznej. Gdy z kolei sankcje zostaną zniesione, a jednocześnie uchyli się nieco wrota kapitalizmowi, Raul Castro (Fidel może tych czasów nie dożyć) będzie chodził w glorii cudotwórcy, a jego przyjaciele z armii i partii w ciągu kilku miesięcy uwłaszczą się w szybko sprywatyzowanych przedsiębiorstwach państwowych i w spółkach joint-venture. Wtedy będą już mogli spokojnie zorganizować demokratyczne wybory i oddać władzę. Albowiem to oni nadal będą pociągać za sznurki – jako szanowani biznesmeni, prezesi, menedżerowie. A w razie gospodarczego kryzysu, czy buntu mas niezadowolonych z niesprawiedliwego podziału dóbr, zawsze do władzy mogą powrócić – już jako socjaldemokraci.
Marek Magierowski



Komentarze
Pokaż komentarze (6)