Publicyści Rzeczpospolitej Publicyści Rzeczpospolitej
104
BLOG

Terlikowski: Pamięć, tożsamość i wszyscy święci/zmarli

Publicyści Rzeczpospolitej Publicyści Rzeczpospolitej Polityka Obserwuj notkę 15

Nie będę się włączał w dyskusję jak nazywać nadchodzące dni. Dla mnie nigdy nie były one świętem zmarłych, a od kiedy pamiętam były uroczystością Wszystkich Świętych i Dniem Zadusznym. Ale nie mam zamiaru sprzeczać się z tymi, którzy dni te chcą nazywać inaczej. Ich wola. Uczczenie zmarłych, nawet jeśli nie wierzy się w ich życie, to przecież piękny ogólnoludzki zwyczaj, a jeśli ktoś chce do niego wykorzystać święto kościelne (też zresztą z przedchrześcijańskimi korzeniami) to czemu się o to rzucać?

Dwa pierwsze listopadowe dni - to okres szczególny. Pogoda sprzyja raczej refleksji, a coraz krótsze dni uświadamiają przemijanie. A jednak oba te święta to w istocie (dla chrześcijanina) czas radosny. 1 listopada uświadamia bowiem, że ci, którzy odeszli wciąż żyją, są u Boga (bo tyle dokładnie oznacza, że są święci) i mogą się za nami wstawiać. A 2 listopada przypomina nam, że i my możemy pomóc tym, którzy mają coś jeszcze na sumieniu, co Miłosierny Bóg może im odpuścić za naszym wstawiennictwem. Niezwykłe to uczucie uświadomić sobie jak bardzo jesteśmy ze sobą połączeni. Jak mocno żywi i umarli mogą być razem, i jak często siebie wspierać. Modlitwą, odpustami, pamięcią.

Ten czas to również moment, kiedy można podziękować Bogu za tych, których już z nami nie ma. I poprosić ich o przebaczenie za to, że za mało ich kochaliśmy, za słabo pamiętaliśmy, zbyt szybko opuszczaliśmy. Przeprosić, że zajęci młodością nie mieliśmy (sam nie miałem) czasu dla dziadków, że uciekaliśmy przed rodzicami. I ofiarować im to, co ofiarować w tej chwili możemy: znicz, modlitwę, pamięć, a - jeśli jesteśmy katolikami - także odpusty.

Ale listopadowe dni to także czas szczególny z przyczyn niereligijnych (a przynajmniej nie wprost odwołujących się do chrześcijaństwa w jego katolickiej wersji). Przypominają one bowiem o tym, że nie od nas zaczyna się świat, nie my jesteśmy centrum wszechświata i rodu, ale że przed nami były całe pokolenia ludzi, którym wiele (czasem nawet nie wiemy, jak wiele) zawdzięczamy. I mowa nie tylko o rodzinie (choć ona jest tu szczególnie ważna), ale także o szerszej wspólnocie narodu. Listopadowe dni, z ich nostalgiczną pogodą, jak mało które umożliwiają pokazanie dzieciom (tym małym, ale nie tylko), że są częścią łańcucha pokoleń i przekazać im to, co chcielibyśmy, by one przekazały swoim dzieciom. Opowieści o ciotkach, wujach, dziadkach, pradziadkach i ludziach, którzy nas ukształtowali - nie będą łatwo zapomniane, i połączyć one mogą tak wierzących jak i niewierzących.

Tomasz P. Terlikowski

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Polityka