Dziś ma się zgłosić do teherańskiego więzienia młoda, sympatyczna Iranka, od trzech miesięcy mężatka. Delaram Ali ośmieliła się wziąć udział w proteście przeciwko prześladowaniu kobiet w Iranie.
Delaram Ali jest odważną kobietą, od dawna spotyka się z docinkami, groźbami. Jej i innym feministkom z Iranu, kraju trudnego do życia dla kobiet z ambicjami i marzeniam — poświęcam tekst w dzisiejszej „Rzeczpospolitej”. http://www.rp.pl/artykul/68279.html
W więzieniu ma być jej wymierzona dodatkowa kara, upokarzające dziesięć batów.
„Więzienie będzie bardzo trudną próbą dla mojego małżeństwa — mówi Delaram Ali — Już na samym początku jest zagrożone. Mam nadzieję, że to przetrwamy. Mój mąż, socjolog, już zanim się poznaliśmy, współpracował z organizacjami kobiecymi. Brał udział w demonstracji na placu Haft-e Tir, ale nie został aresztowany. Bo jest mężczyzną. Nawet w takiej sytuacji Irańczyk ma lepiej od Iranki.”
Pisząc to wypalam cieniutkiego papierosa irańskiego bahmana, takie same odpalała jeden od drugiego Delaram, gdy się spotkaliśmy w Teheranie i miała jeszcze nadzieję, że nie pójdzie do więzienia.
Już raz wspomniałem w blogu, że nie spodziewałem się, iż będę pisał apele w sprawie feministek. W Iranie feministki walczą jednak o prawa zupełnie podstawowe.
Może jest jeszcze szansa, by sympatyczna Iranka uniknęła chłosty i uwięzienia.
W jej obronie wystąpiło kilka organizacji, w tym Amnesty International (czym powinna się zajmować, a nie promowaniem aborcji, co jest w przeciwieństwie do wrzucania do lochów za poglądy — sprawą co najmniej kontrowersyjną).
Tekst na ten temat m.in.: http://news.bbc.co.uk/2/hi/middle_east/7088310.stm



Komentarze
Pokaż komentarze (19)