Wolińska wie także, jakimi kryteriami kierowali się prokuratorzy i sędziowie w komunistycznej Polsce; wie, że giętkość ideologiczna była przez wiele lat ich najmocniejszą stroną, a wyczuwanie nastrojów nowej władzy – umiejętnością ułatwiającą karierę. I wreszcie wie również, że zawody prawnicze nigdy w Polsce nie zostały zdekomunizowane. Pewne wzorce zachowań mogły więc przetrwać od czasów, gdy prokuratorem była sama Wolińska.
Patrząc z tej perspektywy trudno nie zgodzić się z opinią, że brytyjskie sądy są dla niej bezpieczniejsze. I to nie tylko dlatego, że nie bardzo rozumieją, że zbrodnie komunistyczne były tak samo obrzydliwe i zbrodnicze jak hitlerowskie, ale również dlatego, że w nich brak rozmaitych uwikłań. Trudno też nie uznać, że w pewnym sensie Wolińska jest „kozłem ofiarnym”, bowiem innych twórców systemu prawnego i jego aktywnych propagatorów wciąż uważa się za „ludzi honoru”, a ich kompetencja wykorzystywana jest w kolejnych rządach (także PiS-u).
Ale z drugiej strony trzeba trochę wiary. Jako osoba, która podkreśla, że są rzeczy, których zapomnieć nie można, pani Wolińska powinna pamiętać, że dla Polaków takimi rzeczami są zbrodnie komunistyczne. I jak Żydzi ścigali „banalnego w swoim złu” Eichmanna, tak my powinniśmy ścigać ludzi, którzy popełniali zbrodnie komunistyczne. Także po to, by kolejne pokolenia prokuratorów i sędziów wiedziały, że za służalcze wobec jakiejkolwiek władzy wyroki można zostać ukaranym. A gdy popełni się zbrodnię – to ani wiek, ani stan zdrowia, ani pochodzenie – nie może uwalniać od sprawiedliwości.
Tomasz P. Terlikowski



Komentarze
Pokaż komentarze (51)