Wielka Brytania jest jednym z prekursorów prawnej dopuszczalności zabijania dzieci poczętych. Od blisko 40 lat można tam do 24 tygodnia ciąży (czyli do czasu, w którym dziecko jest już w stanie, dzięki technikom medycznym, przeżyć poza organizmem matki) na prośbę kobiety dokonywać "przerywania ciąży". A mimo to w kraju tym, jak wynika ze śledztwa przeprowadzonego przez BBC nadal istnieje podziemie aborcyjne. A przecież jego likwidacja (jako niebezpiecznego dla kobiety) jest zawsze jednym z argumentów za prawną dopuszczalnością "przerywania ciąży".
Oczywiście argument to kiepski, bo kierując się jego logiką trzeba by zalegalizować likwidowanie bogatych mężów i żon, czy kłopotliwych staruszków, tak by zniszczyć prężnie działający przecież rynek płatnych zabójców. Ale mniejsza już o wnioski jakie konsekwentnie myślący człowiek może z niego wyprowadzić. O wiele istotniejsze jest co innego: oto okazuje się, że w istocie jest to argument pozbawiony mocy. Bowiem podziemie aborcyjne istnieje nawet w krajach, w których zabijanie nienarodzonych jest całkowicie legalne i doskonale dostępne. I to do tego stopnia, że nastolatki, które zajdą w ciąże o jej usunięciu nie muszą nawet informować własnych rodziców, bowiem "zabieg" bezpłatnie i w pełnej konspiracji przeprowadzić może szkolna pielęgniarka.
Oczywiście brytyjscy pracownicy socjalni tłumaczą, że "czarny aborcyjny rynek" związany jest z faktem, że młodzież nie ufa swoich lekarzom, obawia się "wydania" ich rodzicom, a także wymówek. Innym argumentem jest fakt, że legalna aborcja jest ograniczona do 24 tygodnia ciąży (jeśli ktoś ma wątpliwości jak wygląda wówczas dziecko i kim jest - odsyłam na USG), a do tego nie każdy emigrant może ją przeprowadzić za darmo. Lekarstwem zatem na podziemie ma być oczywiście jeszcze mocniejsze zliberalizowanie przepisów aborcyjnych. I znowu stosując zwyczajną logikę - trzeba by idać za ciosem - zalegalizować (co postuluje "wybitny", a przynajmniej znany, bioetyk Peter Singer) zabijanie niemowląt i powierzenie tego zadania wyspecjalizowanym neonatologom. I w tej kwestii istnieje bowiem podziemię, a niekiedy kobiety, narażając się na depresję, osobiście zabijają swoje dzieci.
Ale dość już natrząsania się z poważnych spraw. Przejdźmy do konkretów. Oto okazuje się, że niezależnie od legalizacji zbrodniczych zachowań - podziemie trwa nadal. To zaś wytrąca kolejny argument z rąk zwolenników aborcji. A do tego argumentacja obrońców "argumentu z podziemia" sprowadzająca się do tego, że trzeba znosić wszelkie ograniczenia - nie tylko już prawne, ale i psychologiczne - pokazuje wyraźnie, że choć argument z "moralnej równi pochyłej" nie ma może zbyt wielkiej mocy teoretycznej, ale w praktyce sprawdza się co do joty.
Jeśli więc za lat 50 czy 100 nie chcemy mieć wyspecjalizowanych klinik neonatologicznych, których głównym celem będzie likwidacja nieodpowiednich noworodków (a dopuszczalność takich działań dopuszcza już niemała grupa zachodnich bioetyków i prawników), to warto zastanowić się w ogóle nad dopuszczalnością zabijania nienarodzonych i jakością argumentacji zwolenników aborcji.
Tomasz P. Terlikowski



Komentarze
Pokaż komentarze (177)