Publicyści Rzeczpospolitej Publicyści Rzeczpospolitej
87
BLOG

Terlikowski: Ignorancja Króla

Publicyści Rzeczpospolitej Publicyści Rzeczpospolitej Polityka Obserwuj notkę 78

Miałem nie pisać już o zapłodnieniu in vitro. Ilość emocji jaki wywołuje ten temat i nieustanna praktyka szantażu moralnego cierpieniem bezpłodnych par - uniemożliwia bowiem normalną dyskusję. Ale niestety dzisiejszy komentarz prof. Marcina Króla w "Dzienniku" nie pozwala na milczenie. Poziom ignorancji lub złej woli jaki bije po oczach przekracza bowiem dopuszczalne granice.

Już sam tytuł pozbawia wszelkich słudzeń. Historyk idei sugeruje bowiem, że "Kościół sam sobie szkodzi, walcząc z in vitro". I nie odbierając prawa do oceny rzeczywistości społecznej trudno nie wskazać, że zadaniem Kościoła nie jest pomaganie sobie czy budowanie sobie dobrego PR, ale wierne głoszenie Ewangelii. Zadanie to zaś sprawia, jak przekonująco wykazywał kard. Karol Wojtyła w książce będącej zapisem rekolekcji wygłoszonych dla Pawła VI, że Kościół i jego nauka zawsze będą "znakiem sprzeciwu". "Dziedzictwo prawdy zbawiającej jest dziedzictwem trudnym. Spełniając je Kościół, jego nauczyciele i pasterze, a nade wszystko Pasterze Najwyższy, muszą stawać się znakiem sprzeciwu. Jest to jak gdyby podstawowa wefyfikacja misji Chrystusa" - wskazuje Karol Wojtyła. I nie inaczej jest w kwestii in vitro. Głoszenie sprzeciwu wobec tego typu metod jest obowiązkiem Kościoła, z którego nie może on zrezygnować.

Nie może nie dlatego, że jak sugeruje Król "obawia się on tego, co nieznane", a dlatego, że z woli Boga powierzona została Kościołowi misja obrony godności ludzkiej przed roszczeniami i pragnieniami innych ludzi. Z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia w przypadku in vitro. Szlachetne, naturalne pragnienie posiadania potomstwa i cierpienia wywołane bezpłodnością spotyka się tu bowiem z absolutną regułą świętości życia ludzkiego. Cierpienie, nawet największe, nie może stać się usprawiedliwieniem dla traktowaniem ludzkich zarodków jak środka do osiągnięcia celu. Człowieka ma być bowiem zawsze celem, a nigdy środkiem. I właśnie stojąc na straży tego przekonania Kościół wypowiada swoje zdecydowane i jednoznaczne NIE dla procedur, które są z taką zasadą sprzeczne.

Nie wierzę, żeby prof. Król tego nie wiedział. Ale w tekście nie ma po tym ani śladu. Filozof przekonuje bowiem, że obawy Kościoła związane są z chęcia ochrony plemników i jajeczek. "Rozumowanie hierarchów opiera się tu na dwu argumentach: biologicznym (śmierć części plemników i jajeczek) oraz małżeńskim, czyli prawa jednostki do narodzin w wyniku miłości małżeńskiej" - dowodzi Król. Problem w tym, że przynajmniej w części pierwszej to bzdura.

Sprzeciw wobec metody in vitro nie ma nic wspólnego z chęcia ochrony plemników. Nie miałoby to dużo większego sensu niż ochrona krwi (by nie powiedzieć woskowiny z uszu). Sprzeciw ten bierze się z nieuprawnionego zamrażania (a często wyrzucania) zarodków ludzkich, które jednak już z plemnikami i jajeczkami nie mają nic wspólnlego. Zarodem bowiem - wbrew językowi Króla - nie jest już tylko "zapłodnionym jajeczkiem", ale nowym biologicznie bytem ludzkim, który należy chronić. Zestawienie go z plemnikami - dowodzi albo całkowitej ignorancji, albo zwyczajnie złej woli. A ta wyklucza debatę.

Tomasz P. Terlikowski

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (78)

Inne tematy w dziale Polityka