Publicyści Rzeczpospolitej Publicyści Rzeczpospolitej
154
BLOG

Terlikowski: Sąd ostateczny zamiast końca historii

Publicyści Rzeczpospolitej Publicyści Rzeczpospolitej Polityka Obserwuj notkę 44

Benedykt XVI przedstawił kolejną część "trylogii" o cnotach teologalnych. Po encyklice poświęconej miłości przyszedł czas na drugą - tym razem o nadziei. "Spe Salvi" nie jest jednak tylko fascynującą teologicznie podróżą po rozumieniu chrześcijańskiej nadziei, ale także pełną pasji polemiką z wiarą w postęp, z ateistycznym moralizmem czy przekonaniem o możliwym "końcu historii".

Bez Boga, poza Bogiem i związaną z nim nadzieją - i to jest klucz do najnowszej papieskiej encykliki - nie ma i być nie może nie tylko nadziei, ale również szczęścia, czy zwyczajnej ludzkiej sprawiedliwości. Brak miłości, której ostatecznym gwarantem i źródłem jest Bóg - odbiera sens każdemu ludzkiemu działaniu, pogrąża człowieka w absurdzie skończoności, z którego nie ma i nie może być ucieczki. Wielkie narracje, wiara w postęp naukowy czy prawicowe lub lewicowe ideologie szczęścia, choć mogą tchnąć energię w ludzkie działania, ale nie mogą zaofiarować poczucia sprawiedliwości i spełnienia.

A nawet więcej nie tylko nie mogą, ale wręcz przynoszą skutki odwrotne od zamierzonych. "Nie ma wątpliwości, że Królestwo Boże realizowane bez Boga - a więc królestwo samego człowieka - nieuchronnie zmierza ku "perwersyjnemu końcowi" wszystkiego, opisanemu przez Kanta. Widzieliśmy to i widzimy wciąż na nowo" - stwierdza papież. A w innej części dokumentu dodaje, że próba zbudowania społeczności bez odniesienia do Transendencji, do Żywego Boga skazana jest zawsze na moralną porażkę. I to nawet wówczas, gdy budowanie to opiera się na najgłębszym poczuciu niesprawiedliwości i proteście przeciwko niej, proteście, który obejmuje także Boga. "Świat, który sam musi sobie stworzyć własną sprawiedliwość, jest światem bez nadziei. Nikt i nic nie gwarantuje, że cynizm władzy - pod jakąkolwiek ponętną otoczką władzy się ukazuje - nie będzie nadal panoszył się w świecie" - uzupełnia Benedykt XVI.

Jedynym gwarantem budowania społeczności relatywnie sprawiedliwszych i bliższych ideałowi nie jest zatem rewolucja, nawet dokonana w imię szlachetnych ideałów, ale konwersja/nawrócenie, którego źródłem jest spotkanie z żywym Bogiem. Nawrócenie to, choć początkowo nie zmienia struktur społecznych i nie kładzie kresu uciskowi - zmienia to, co najważniejsze, czyli stosunek jednostki do jednostki i jednostki do samej siebie. Owo nawrócenie zaś stopniowo, ewolucyjnie przekształca społeczeństwo, czyniąc je odrobinę lepszym poprzez życie służbę i świadectwo nawróconych: Franciszka, Dominika, Benedykta czy Ignacego.

Takie rozumienie istoty ulepszania życia społecznego oznacza jednak, że nawet najlepsze instytucje nie gwarantują pokoju, sprawiedliwości i bezpieczeństwa. "Nawet najlepsze struktury funkcjonują dobrze tylko wtedy, gdy w społeczności są żywe przekonania, które są w stanie skłaniać ludzi do wolnego przyjęcia ładu wspólnotowego" - podkreśla Ojciec święty. Podstawą sprawiedliwej rzeczywistości jest zatem nie tyle "cielesny" ustrój, ile wewnętrzna treść, duch, który go ożywia.  Trudno nie dostrzec w tych słowach echa słynnego twierdzenia Jana Pawła II, ostrzegającego, że demokracja bez wartości (czyli właśnie czysto instytucjonalna) przekształca się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm.

Sceptycznie podchodzi też Benedykt XVI do wiary w to, że osiągniemy kiedykolwiek stan ustrojowy, w którym wszystko będzie już doskonałe, swoisty koniec historii. Jeśli ktoś składa takie obietnice, przestrzega papież, to zwyczajnie kłamie lub przynajmniej błądzi - pomijając ludzką wolność. "Konsekwencją tego, co zostało powiedziane jest fakt, że wciąż nowe, żmudne poszukiwanie słusznego ładu rzeczy ludzkich jest zadaniem każdego pokolenia; nigdy nie jest zadaniem skończonym. Każde pokolenie powinno wnosić wkład w ustalenie przekonującego ładu wolności i dobra, który byłby pomocny dla przyszłego pokolenia jako wskazówka, jak właściwie korzystać z wolności ludzkiej, a w ten sposób dałby, oczywiście w granicach ludzkich możliwości, pewną gwarancję na przyszłość" - zaznacza papież.

Ostatecznie jednak nadziei na sprawiedliwość poszukiwać trzeba nie w tym świecie, ale w Sądzie Ostatecznym, który - zdaniem Benedykta XVI - może stać się "odwołaniem" minionego cierpienia, "zadośćuczynieniem, które przywraca prawo". Sąd ten w najmniejszym stopniu nie jest powszechnym miłosierdziem, zmyciem plam i uznaniem wszystkiego za niebyłe. W nim również widać dramatyzm ludzkich wyborów, które stać się mogą przyczyną ostatecznego potępienia. Ale jednocześnie nadzieja na pełen miłosierdzia sąd - sąd, który nie postawi obok siebie kata i ofiary - jest jedyną możliwością triumu sprawiedliwości.

Końca historii, triumfu sprawiedliwości, zbudowania "Królestwa wiecznej szczęśliwości i wiecznego pokoju" na ziemi zatem nie będzie. Ale będzie Sąd Ostateczny, który sprawi, że nawet największa niesprawiedliwość zostanie naprawiona w Chrystusie i przez Chrystusa. I to jest nadzieja, której wytrwałym głosicielem jest Benedykt XVI.

Tomasz P. Terlikowski

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (44)

Inne tematy w dziale Polityka