Amerykańskie służby specjalne ostatnio wszystkich mocno zaskakują, niektórych oburzają, a czyhającym na błędy USA (wrogom, krótko mówiąc) dostarczają świetnych argumentów. W jednym tygodniu najpierw pojawia się raport służb wywiadowczych, który zaprzecza wcześniejszym twierdzeniom Amerykanów o irańskim atomie, a potem informacja o niszczeniu przez CIA taśm z przesłuchań terrorystów.
Jak tak dalej pójdzie, to nikt nie będzie chciał popierać żadnych inicjatyw amerykańskich, do których podstawą są dane od wywiadu. Nawet inicjatyw (czyli najczęściej operacji wojskowych) sensownych z innych powodów niż podawane przez agentów.
Przerobiliśmy to po raz pierwszy w 2003 roku, gdy głównym powodem zaangażowania się wielu państw w wojnę w Iraku były informacje amerykańskich służb o broni masowego rażenia w rękach Saddama Husajna (nie dosłownie w rękach, oczywiście). Do tego dochodziły zarzuty o kontaktach saddamowskiego Iraku z al Kaidą i samym bin Ladenem (poprzez jakiegoś oficera wywiadu irackiego, który działał np. w Pradze). Nad skrawkiem irackiego terytorium panowała wówczas co prawda związana prawdopodobnie z al Kaidą organizacja Ansar al Islam, ale to terytorium i tak było poza kontrolą Saddama, w Kurdystanie.
Może dla niektórych krajów odpowiednim argumentem do udziału w irackiej operacji byłoby po prostu obalenie tyrana i dyktatora?
Teraz przerabiamy to z raportem National Intelligence Estimate (NIE) w sprawie Iranu. Dotychczas wszystko wydawało się proste: Amerykanie są pewni, że Iran pracuje nad bombą atomową i pytanie tylko, ile czasu zostało, aż ją złoży w jedną całość. Komentatorzy na całym świecie już się zastanawiali, kiedy Bush uderzy na Teheran? Czy będzie to wiosna, czy też jesień, w ostatniej chwili przed opuszczeniem Białego Domu. A teraz NIE głosi: Nie, Iran już nie konstruuje bomby.
I co z tego wynika? — Wszyscy poczują się zwolnieni z przyglądania się z uwagą Iranowi, naciskania nań — nie tylko w sprawach atomu, ale wszystkich innych (zwłaszcza łamania praw człowieka). Sankcje nałożone solidarnie przez możnych tego świata staną się mrzonką. A Iranowi trzeba się przyglądać z uwagą, bo jest to kraj, który za poprzedniego prezydenta otwierał się powoli na świat, liberalizował, a nowy, Ahmadineżad, to wszystko powstrzymał, wręcz zaostrzył walkę z myślącymi i działającymi inaczej.
Festiwal wpadek wywiadu uzupełnia afera ze zniszczonymi taśmami CIA z przesłuchań takich panów jak Abu Zubajda, czyli szefa HR al Kaidy. Od razu — zapewne nie bez racji — podniósł się krzyk, że CIA zaciera ślady, likwiduje dowody brutalnych przesłuchań.
Przypomnę, że amerykańskie media, telewizja ABC i dziennik „Washington Post”, twierdziły, że Abu Zubajda był w tajnym więzieniu CIA na terenie Polski. Do dzisiaj sprawa tajnych więzień ciągnie się za Polską, mimo solidarnego odrzucania zarzutów przez polityków wszystkich opcji.
Teraz pewnie znowu będziemy pod ostrzałem, a niestrudzony szwajcarski senator Dick Marty znowu wysmaży jakiś antypolski raport.
Amerykańskie służby specjalne mogą zniechęcić najbardziej oddanych sojuszników.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)