Publicyści Rzeczpospolitej Publicyści Rzeczpospolitej
130
BLOG

Terlikowski: Pasożytując na chrześcijaństwie

Publicyści Rzeczpospolitej Publicyści Rzeczpospolitej Polityka Obserwuj notkę 59

Oglądając wczoraj transmisje i relacje z podpisania Traktatu Reformującego i Karty Praw Podstawowych trudno mi było odpędzić smutne myśli. Oto uroczystość podpisania dokumentu, w którym nie ma ani słowa o prawdziwej historii Europy, z którego wyrzucono nawet wzmianki o chrześcijaństwie czy w ogóle religii, odbywał się w byłym klasztorze. Oprawa uroczystości też była niemal liturgiczna. Stół jak ołtarz, zbliżający się do niego przedstawiciele narodów, muzyczka - wszystko razem miało zbliżać unijną biurokrację i jej przegadane twory do zwykłego Europejczyka. Nie wiem, czy akurat ten cel udało się zrealizować, ale jedno - bez wątpienia Portugalczykom się udało - symboliczne pokazanie w jakim kierunku zmierza Unia.

Fakt bowiem, że miejscem podpisania dokumentów stał się były chrześcijański klasztor symbolicznie pokazuje miejsce religii w nowym tworze europejskim. Ma być ona przeszłością, którą można wykorzystać do budowania przyszłości, ale pozbawiając ją wszelkich odniesień do Transcendencji czy choćby do rzeczywistości. Klasztor staje się rzeczywistością prawdziwe europejską, gdy zostanie zlaicyzowany i przebudowany na potrzeby biurokratów z Brukselii. Tyle tylko, że wcale nie jest to dowodem siły Unii Europejskiej. Jeśli bowiem do podpisywania dokumentów trzeba wykorzystywać obiekty sakralne, to powstaje podejrzenie, że ta wspaniała cywilizacja, zbudowana na Oświeceniu, rewolucji francuskiej i zasadzie laickości - niewiele ma do zaoferowania w dziedzinie kultury czy choćby symboliki. Aby znaleźć w niej coś rzeczywiście istotnego, pięknego i w pełni humanistycznego trzeba zatem cofnąć się do - wykluczonego przecież z dokumentów - chrześcijaństwa. To ono dało budynki, języki, filozofię i kulturę, z których teraz buduje się instytucje i tożsamość europejską. Dowodzą tego zresztą również inne symbole związane z UE. Unijne gwiazdy nie przypadkowo przecież przypominają symbolikę maryjną, a hymn został napisany przez praktykującego chrześcijanina.

Czy to przypadek? A może potwierdzenie podejrzenia o to, że - bez wykluczonego chrześcijaństwa - zwyczajnie nie ma Europy, europejskich wartości, a nawet Oświecenia? Może - w ten właśnie sposób - po raz kolejny okazuje się, że można wyrzucić chrześcijaństwo z dokumentów, ale nie da się go wyrzucić z historii, budynków i symboliki europejskiej. A ten kto próbuje to robić i robi - działa w istocie na szkodę Europy, zastępując to, co w niej autentycznie dobre, piękne i prawdziwe; to, co autentycznie ludzkie - konstruktami, które nie są w stanie zachwycić nawet jego samego. W przypływie "estetycznej szczerości" sięga więc po to, co chrześcijańskie i odrywając to od pierwotnego kontekstu, próbuje przesłonić nim szpetotę postoświeceniowych, biurokratycznych konstruktów. Zachowuje się więc jak pasożyt czy drobny złodziejaszek, który nie mając odwagi zaczerpnąć pełni mądrości ze źródeł chrześcijaństwa - udaje, że je odrzuca, potem podkrada z niego to, co mu akurat potrzebne, a czego sam nie potrafi wytworzyć.

Tomasz P. Terlikowski

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (59)

Inne tematy w dziale Polityka