38
BLOG
Jerzy Haszczyński: Rozwiązanie jedyne, ale niebezpieczne
Kosowo będzie niepodległym krajem. Nie dziś, nie jutro, ale będzie. Nic już tego nie powstrzyma. Na mapie Europy pojawi się nowe, małe państwo. I będzie to już drugie państwo albańskie. Może sprawić Europie wiele kłopotów.
Wydawało się, że w połowie grudnia będziemy już po ogłoszeniu niepodległości. A nawet po uznaniu jej przez USA (tak szanowane przez kosowskich Albańczyków, że w ich stolicy główna ulica to aleja Billa Clintona) i największe państwa Unii. Zachód jednak nie wie, co tak naprawdę może się stać po proklamacji, jak zareagują Serbowie z Kosowa i Serbowie z Belgradu. I powstrzymuje Albańczyków jak tylko może. Zajmowali się na tym przywódcy Unii na piątkowym szczycie w Brukseli. Bez satysfakcjonujących rezultatów. Lansowana wizja, że wszystkie państwa regionu (Albania, Serbia, Kosowo, Macedonia) będą kiedyś razem w Unii, szczęśliwe, pogodzone z losem i bogate — jest mglista i odległa.
Stosunki Albańczyków z Serbami są tak złe, że nikt nie liczy na to, że poza jakimiś pojedynczymi przypadkami, mogą żyć razem. Tak duży jest ciężar przeszłości — przede wszystkim prześladowań Albańczyków z lat 80. i 90, w tym czystek etnicznych. Rozbudzone do granic wytrzymałości zostały też nadzieje Albańczyków na własne państwo, do czego przyczyniły się i naloty NATO na Belgrad w 1999 roku.
Innego rozwiązania niż niepodległe albańskie Kosowo nie ma. Ale gdy się stanie faktem, złamana zostanie zasada nienaruszalności granic. Kosowo w przeciwieństwie do Chorwacji czy Czarnogóry nie było republiką federacyjnej Jugosławii, lecz okręgiem autonomicznym. Niepodległość byłego okręgu autonomicznego to niebezpieczny precedens. Na dodatek wiele wskazuje na to, że Kosowo nie przetrwa w dzisiejszych granicach, że jego część trafi w granice przyszłej, mniejszej Serbii (w tym zamieszkana przez Serbów część Mitrowicy i tereny na północ od niej).
Przesuwanie granic we współczesnej Europie — to brzmi jak zachęta dla separatystów. Nic dziwnego, że w Unii są tego przeciwnicy. Oficjalnie Cypr, który nie panuje nad północną częścią wyspy okupowaną przez Turków. A mniej oficjalnie Słowacja (lęk przed aspiracjami Węgrów), Rumunia (też Węgrzy), Hiszpania (m.in. Baskowie).
Takich okręgów autonomicznych (a niekiedy nawet republik autonomicznych) w różnych krajach jest sporo. Ma je na swoim terytorium Gruzja i nad nimi nie panuje (Abchazja i Osetia Południowa).
Na dodatek niepodległe albańskie Kosowo będzie graniczyło z Albanią. Politycy w Tiranie zapewniają, że połączenie nie jest możliwe i nie jest potrzebne, pokusa może być jednak silna.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)