Publicyści Rzeczpospolitej Publicyści Rzeczpospolitej
127
BLOG

Terlikowski: Wywołać konflikt z Kościołem

Publicyści Rzeczpospolitej Publicyści Rzeczpospolitej Polityka Obserwuj notkę 90

Joanna Senyszyn i jej partia może być szczęśliwa. Szykuje się nowa zimna (mam nadzieję) wojenka (oby tylko tyle) religijna. Będzie można jeździć po Kościele, zarzucać biskupom (albo po prostu katolikom) "dawanie fałszywego świadectwa", a nawet "wywoływanie wojny religijnej". Problem polega tylko na tym, że spory nie zostały wywołane przez Kościół. Nie biskupi zaczęli dysputy, i nawet nie zaangażowani katolicy postawili je na wokandzie. I zaprezentowany list biskupów na temat in vitro, i ich wypowiedzi na temat matury z religii są tylko odpowiedziami na pewne propozycje, czy komentarzami do wypowiedzi, które nie zostały wymuszone czy sprowokowane przez Kościół czy hierarchów. Oni tylko zrobili to do czego zostali powołani, czyli przypomnieli jakie jest stanowisko Kościoła w pewnych kwestiach, i zatroszczyli się o interesy nie duchownych wcale (bo ci matury już mają), ale młodych ludzi, którzy chcieliby studiować teologię, historię Kościoła czy prawo kanoniczne.

Obie te dysputy, których podgrzewanie zarzuca się obecnie katolikom zostały W istocie wywołane przez media i fakt, że pragnący prezydentury premier musi lub chce się im podlizywać. Wszystko zaczęło się bowiem nie od planów rządu, tylko od pytania "Dziennika". To do niego ustosunkowała się minister Ewa Kopaczy, którą później wsparł premier Tusk. Jednocześnie w "Dzienniku" i - w mniejszym stopniu "Gazecie Wyborczej" - trwał festiwal propagowania moralnie nagannej procedury. Podobnie było z religią na maturze. Wszystko zaczęło się od tego, że - jak przyznawała to Katarzyna Hall - media podały zestaw nieprawdziwych informacji na temat matury, i zgodnym chórem zawyły przeciwko państwu wyznaniowemu. Na takie dictum Donald Tusk, troszczący się nie tyle o wewnętrzną spójność własnych decyzji, ile o pochwały mediów nie mógł nie odpowiedzieć. Odpowiedział więc zapewniając, że od decyzji jest rząd i nakazując minister Hall milczenie.

Tyle, że to nie te działania zostały uznane za wywołanie konfliktu (choć to one były czasowo pierwsze), ale reakcja na nie (przewidywalna i oczywista) Kościoła hierarchicznego czy świeckich katolików. Każdy odrobinę myślący obserwator rzeczywistości wiedział przecież, że nie ma i nie może być zgody Kościoła na zapłodnienie in vitro. Procedura ta wiąże się bowiem z zabijaniem nienarodzonych, a na to nie ma i nie będzie zgody biskupów czy wierzących katolików. Cel, jakim jest skonstruowanie nowego dziecka nie uświęca środków jakimi jest likwidacja dla jednego, dwójki czy trójki dzieci - kilkunastu innych. Reakcja Episkopatu była więc oczywista, podobnie jak wcześniejsze wypowiedzi świeckich. Była one zresztą tym bardziej jasna, że w Polsce i tak katolicy poszli na ogromny kompromis, godząc się na to, by dopuszczalne były moralnie złe zabiegi zapłodnienia in vitro. Pomysł, by finansować je z ich podatków trudno więc odczytać inaczej niż jako prowokacje. Podobnie prowokacyjna była sugestia, że jest państwem wyznaniowym, gdy młody katolik (ale również prawosławny czy ewangelik augsburski) musiał zdawać go osobno, w innym miejscu, i to nawet, gdy uczelnia na jaką zdaje jest państwowa. Szczególnie, że zdający na Akademię Muzyczną mogą zdawać maturę z muzyki czy historii baletu.

I właśnie takie proste, oczywiste i wcale nie konfrontacyjne, a jedynie przypominające nauczanie Kościoła w kwestii życia czy praw obywatelskich, wypowiedzi zostały uznane za atak. Problem polega tylko na tym, że zostały one sprowokowane, i że były tylko odpowiedzią na wcześniejsze zachowania i wypowiedzi polityków, którym tak bardzo zależało na akceptacji stawiających te problemy mediów, że zdecydowali się oni naruszyć pokój społeczny i status quo, który w Polsce w wielu sprawach istniał. To na nich więc i na dążących do konfrontacji postępowych w sprawach obyczajowych mediach spoczywa odpowiedzialność za naruszanie pokoju. Biskupi robią tylko to, co muszą. I w odróżnieniu od homoseksualistów nie grożą premierowi ciąganiem go po europejskich sądach, jeśli odpowiednio szybko nie odpowie im on na list w sprawie czegoś, co zupełnie bez sensu nazywa się "małżeństwami" osób tej samej płci.

Tomasz P. Terlikowski

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (90)

Inne tematy w dziale Polityka