Będzie burza. Rzecznik Praw Obywatelskich swoją decyzją o skierowaniu do Trybunału Konstytucyjnego zapisów ustawy chroniącej w Polsce życie w części dotyczącej dopuszczalności aborcji ze względu na zagrożenie życia matki wywoła po raz kolejny dyskusję na temat dopuszczalności zabijania nienarodzonych. I dobrze. Bo choć obecne zapisy chronią życie lepiej niż w wiekszości krajów europejskich, to nie dzieje się tak tylko ze względu na same zapisy, ale również ze względu na atmosferę społeczną.
Ta zaś ma to do siebie, że może się zmienić. Wtedy - zamiast kilkuset zabijanych w zgodzie z prawem dzieci mielibyśmy ich setki tysięcy. I nie jest to obawa na wyrost. W Hiszpanii, gdzie obowiązuje niemal takie samo prawo jak w Polsce, ograniczające aborcję do ściśle wysekcjonowanych przypadków, wykonuje się ponad 100 tysięcy "zabiegów". Decyzje Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu w sprawie Alicji Tysiąc pokazuje zaś, że i na Polsce może być wymuszana tego typu poszerzająca dopuszczalność zabijania nienarodzonych interpretacja prawa. Na razie mamy w tej kwestii jeden wyrok, ale jeśli pojawią się następne, z odpowiednimi odszkodowaniami - to Polska będzie musiała coś w tej kwestii zrobić.
Co? Najlepszym wyjściem byłoby przyjęcie rozwiązania maltańskiego czy choćby irlandzkiego. Nie wchodzi to jednak w rachubę, bo jest niemożliwe do przeprowadzenia w jakimkolwiek polskim parlamencie. Zamiast tego trzeba więc jasno zadefiniować zapisy prawne, tak by osłabienie wzroku albo katar czy choćby migreny - nie stawały się usprawiedliwieniem zabijania nienarodzonych. Trzeba też wyraźnie zapisać, kto i na jakich zasadach decyduje o aborcji i na jakiej podstawie. Obowiązujące obecnie zapisy są bowiem nieostre - i choć na razie są interpretowane dość ostrożnie - to nie da się zapewnić, że tak będzie zawsze.
Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego może przyspieszyć proces stanowienia prawa, do którego politycy podchodzą jak pies do jeża. A dodatkowo może przypomnieć, że - według orzecznictwa TK, aborcja nie jest "prawem", ale w naszej tradycji prawnej - odstąpieniem od zasady karalności czynu, który uznawany jest za zły. Jako taki nie jest więc źródłem uprawnień, o które możnaby się dopominać w cywilnych procesach o odszkodowania (vide sprawa Alicji Tysiąc).
A swoją drogą ciekawe, co powiedzą wielcy obrońcy TK, gdy wyda on wyrok nie po ich myśli, a zgodny z polską konstytucją? Czy nadal będą oni postulować jego niezależność, czy też przypomną sobie zastrzeżenia Hanny Świdy-Ziemby, która po pierwszy wyroku TK w sprawie aborcji postulowała jego poddanie kontroli parlamentu.
Tomasz P. Terlikowski



Komentarze
Pokaż komentarze (61)