George Bush przebudził się ze swoim planem pokojowym dla Ziemi Świętej bardzo późno. Miejmy nadzieję, że tym razem naprawdę lepiej późno niż wcale.
Miejmy też nadzieję, że na słowach o konieczności zakończenia izraelskiej okupacji i obietnicy zawarcia do końca roku porozumienia, które doprowadzi do niepodległej Palestyny, się nie skończy. Silną stroną wizyty Busha w Jerozolimie, Ramalli i Betlejem jest wskazanie sposobu na rozwiązanie problemu uchodźców palestyńskich z terenów Izraela (rekompensat dla nich zamiast nierealnego prawa do powrotu). Pozytywne są też sygnały, że część polityków izraelskich pogodziła się już z koniecznością podziału Jerozolimy, łącznie ze Starym Miastem.
Słabą stroną przyszłych porozumień izraelsko-palestyńskich jest to, że obejmą one tylko Palestyńczyków uznających zwierzchność prezydenta Abbasa, a nie zwolenników radykalnego Hamasu, panującego nad Strefą Gazy.
Diabeł tkwi też w szczegółach przebiegu przyszłej granicy. Ale to wszystko nie znaczy, że szans na pokój nie ma. Nie znaczy, że najlepiej nie robić nic i czekać na kolejne palestyńskie zamachy i budowę kolejnych osiedli żydowskich.
Komentowałem bliskowschodnią podróż Busha dla jednej z telewizji. Oprócz mnie wypowiadał się też wykładowca warszawskiej uczelni, polski muzułmanin. Ze swadą porównał los Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu do losu Żydów z warszawskiego getta.
Takie porównania czynią czasem lewicowi publicyści czy pacyfiści z krajów, w których o drugiej wojnie światowej wie się niewiele lub nic. Pozwolili sobie na nie rok temu także biskupi niemieccy, którzy odwiedzili Ramallę. Było to szczególnie szokujące — w ustach wykształconych duchownych i na dodatek Niemców. Ale przyznam się, że nigdy się nie spodziewałem, że coś takiego usłyszę w Warszawie, może ze dwa kilometry od terenów dawnego getta.
Owszem, tysiące Palestyńczyków przeżyły tragedię, kilka tysięcy zginęło w ciągu kilku lat, wielu cierpi upokorzenia. Ale porównywanie Ramalli, która jest jednym z bogatszych i barwniejszych miast regionu, do Warszawy w czasie drugiej wojny, a w szczególności do getta, jest wielkim nadużyciem. Wydawało mi się, że każdy wykształcony człowiek w Polsce wie, jakie szanse na przeżycie mieli Żydzi zamknięci w getcie i w jaki sposób umierali. Jednak się pomyliłem.
Porównanie Zachodniego Brzegu do getta warszawskiego wyjątkowo absurdalnie brzmi w dniu, w którym tamtejszych Palestyńczyków odwiedza prezydent USA i dwa dni po spotkaniu prezydenta Izraela z palestyńskim prezydentem.



Komentarze
Pokaż komentarze (14)