W Polsce w ramach rozjaśniania skansenu Wieków Ciemnych wreszcie wprowadzono zgodę na eutanazję na życzenie (oczywiście rodziny). Kliniki aborcyjne pracują już pełną parą, zupełnie jak w Hiszpanii, gdzie usunąć można każde dziecko, także to na trzy dni przed urodzeniem. Policja cierpliwie inwigiluje zwolenników poglądów pro life, którzy wprawdzie jeszcze nic nie zrobili, ale znane są przypadki ze Stanów Zjednoczonych, gdy utrudniali dostęp do największego szczęścia każdej kobiety, jaką jest otwarta, przyjazna i refundowana z budżetu państwa klinika aborcyjna (najlepiej połączona z kliniką zapłodnienia in vitro).
Szkoły, co przecież także oczywiste, edukują od pierwszej klasy młodzież seksualnie. Istnieją już przedszkola dla dzieci, które odkryły w sobie pragnienia homoseksualne, a także dla tych, które uznają się za biseksualistów. Prezerwatywy i pigułki wczesnoporonne dostępne są, bez zgody rodziców, dla nastolatek od pierwszej miesiączki. Później oczywiście można wierzyć w co się chce, ale... uwaga wolność sumienia ograniczona jest przez istniejące prawo, jeśli więc ktoś chce być lekarzem ginekologiem musi wykonać kilka aborcji, choćby w czasie studiów. Jeśli nie wykaże się umiejętnością zabijania - nici z dyplomu.
Czy tak wygląda wymarzony świat profesora Sadurskiego? Pewnie tak. Ale ja nie musiałem go, w odróżnieniu od profesora straszącego czytelników światem Wieków Ciemnych, wymyślać. Ten świat istnieje. Wystarczy uważnie czytać gazety, śledzić doniesienia internetowe, by wiedzieć, że poszczególne elementy mojej układanki już istnieją. No może poza oficjalnym uznaniem eutanazji na życzenie rodziny (nieoficjalnie już do niej dochodzi) i bez klinik zapłodnienia in vitro połączonych z klinikami aborcyjnymi. Reszta jest już dostępna, w krajach, które profesor Sadurski uznaje za ostoje cywilizacji i jasności.
Aby było jeszcze jaśniej - bo nie ma co ukrywać, że nie tylko w Polsce religianccy konserwatyści przeszkadzają w procesie oświecania społeczeństwa - trzeba by posunąć się jeszcze o krok. Zrobili to kiedyś komuniści w Związku Sowieckim, a teraz ich śladami chce iść prorok wulgarnego ateizmu Christopher Hitchens. Jego zdaniem należałoby, ni mniej ni więcej, tylko zakazać edukacji religijnej dzieci. Dorośli, którzy chcieliby na takie wychowanie dzieci skazać mogliby przecież być pociągnięci do odpowiedzialności za "ogłupianie" dzieci, wpajanie im nieprawdziwych mitów, albo przenoszenie "kompleksów seksualnych". Powód zresztą zawsze się znajdzie. Ważne, żeby osłabić wpływy religii.
I jest w tym nawet jakaś logika. Każdy psycholog i socjolog wie, że mocna rodzina (a to w świecie powszechnych rozwodów, rodzin nietradycyjnych itd., często oznacza zwyczajnie rodzinę religijną) wydaje na świat mocne jednostki i to zazwyczaj w większych ilościach. Wychowanie sprawia, że te mocne jednostki (nie zawsze, ale często) swoje postawy przekazują dalej. I tak może się łatwo okazać, że za 50-100 lat liberałów będzie zdecydowanie za mało, by mogli oni dalej narzucać swoje widzimisie innym. Aby temu przeszkodzić trzeba zatrzymać przekaz wychowawczy religii, a dodatkowo osłabić rodzinę w jej funkcjach prokreacyjnych i wychowawczych. Nic w tym nowego. Zrobili to już kiedyś komuniści. Ich system rozpadł się po 70 latach pochłaniając miliony ofiar. Miliony ofiar ma też na swoim koncie cywilizacja wieków jasnych profesora Sadurskiego. I one nie mogą uciekać do innych krajów. Pozostaje mieć nadzieję, że padnie ona tak jak jej poprzedniczki ideologiczne. Szkoda, że zanim do tego dojdzie miliony ludzi zostanie zabitych w imię jasności i walki z wiekami ciemności. A setki milionów innych - w imię apoteozy nieodpowiedzialności - zostanie pozbawione normalnej rodziny.
Tomasz P. Terlikowski



Komentarze
Pokaż komentarze (41)