22 obserwujących
254 notki
493k odsłony
  3512   0

Krzysztof Klenczon

Krzysztof Klenczon
 
(Tu można posłuchać jego piosenek:  theblues-thatjazz.com/pl/box/7933-krzysztof-klenczon.html )
 
W piątek 14 stycznia upłynęło 69 lat od daty urodzin Krzysztofa Klenczona. Trochę smutno mi się zrobiło bo jego twórczość ulega stopniowemu zapomnieniu.
 
Krzysztof Klenczon urodził się w 1942 roku w Pułtusku. Było to w środku wojny a rodzina Klenczonów szukała spokojnego miejsca, którego od 1939 roku nie mogli znaleźć.
W 1945 roku trafili do Szczytna i tam osiedli. Tam Krzysztof dorastał i uczył się.
 
W szkole mimo, że bardzo często był widywany z gitarą przedkładał sport nad muzykę. Do dzisiaj w liceum, do którego uczęszczał wiszą dyplomy z jego nazwiskiem, m.in. za osiągnięcia w piłce ręcznej.
 
Krzysztof Klenczon
 
 
Muzyka złapała go w sidła gdy zdał na politechnikę w Gdańsku. Nie postudiował wtedy długo. Rok później spróbował drugi raz – w Studium Nauczycielskim. Tam poznał Karola Wargina, który namówił go do startu w konkursie młodych talentów. Był to rok 1962.
Wygrali jako najlepszy duet.
 
Ważniejsze jednak od laurów było to, że został zauważony przez Franciszka Walickiego i Jerzego Kosselę. Byli oni wtedy podporą Niebiesko-Czarnych.
Niedługo potem zespół poszukiwał gitarzystę akompaniującego. Walicki przypomniał sobie Klenczona i wysłał do niego telegram z propozycją spotkania.
Krzysztof nie wahał się ani chwili. Spotkanie w Bydgoszczy okazało się udane i Klenczon został członkiem Niebiesko-Czarnych. Był nim przez dwa lata.
 
W grudniu 1963 roku Niebiesko-Czarni wystąpili w paryskiej Olimpii. Było to duże wyróżnienie dla zespołu z Polski. Zagrali wtedy w składzie: Zbigniew Bernolak - bg, Krzysztof Klenczon - g., Andrzej Nebeski - dr, Zbigniew Podgajny - p, Janusz Popławski - g. Włodzimierz Wander - ts., B. Dornowski, - voc, Michaj Burano, Helena Majdaniec, Cz. Wydrzycki - voc.
 
Pół roku później Klenczon odszedł z Niebiesko-Czarnych. W lipcu 1964 grał już w zespole Pięciolinie. Niezadługo jednak. W sylwestra spotkał się w gronie założycieli nowej grupy – Czerwone Gitary.
Pięć lat w tym zespole to ciągłe pasmo sukcesów Klenczona, który dał się poznać jako znakomity twórca piosenek. Druga połowa lat 60. to niewątpliwie dominacja Czerwonych Gitar w polskim big beatcie czy w muzyce rozrywkowej.
 
Czerwone Gitary
 
 
W 1969 roku zespół uzyskał główną nagrodę na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu za kompozycję Klenczona „Biały Krzyż.” Autorem słów był Janusz Kondratowicz.
 
Kondratowicz był w tamtych latach partnerem Klenczona i znał go dobrze. To od niego można było dowiedzieć się dlaczego Klenczon odszedł z Czerwonych Gitar.
Krajewski i Klenczon to były dwa odmienne żywioły w zespole. Konflikt był tylko kwestią czasu. Jeden musiał odejść. „I odbyło się głosowanie. Dwaj członkowie, bezstronni jakby uczestnicy tego spotkania: Skrzypczyk i Dornowski zadecydowali, że powinien zostać w zespole Seweryn Krajewski.” Klenczon nie spodziewał się takiego rozstrzygnięcia.
 
Nie zrezygnował wtedy. Powołał Trzy Korony. Zespół istniał tylko półtora roku lecz pozostawił po sobie kilka dużych przebojów i żal fanów, że tak krótko. Najbardziej znanym utworem jest „10 w Skali Beauforta”. Ciekawe, że Klenczon napisał go gdy był w Czerwonych Gitarach i to ten zespół pierwszy wykonywał tę piosenkę. Mało kto to jednak pamięta.
 
Trzy Korony
 
 
W 1972 roku wyjechało Chicago. Miał wtedy małą córkę a żona często przebywała właśnie w Chicago – miała tam ojca. Krzysztof Klenczon nie chcąc rozłąki z rodziną przeniósł się do Ameryki. Pracował w firmach teścia jako taksówkarz i introligator.
 
Ślub Alicji i krzysztofa Klenczonów w Szczytnie
 
 
W chicagowskich klubach śpiewał przez pewien czas solo, wtórując sobie na gitarze. W końcu udało mu się założyć zespół, nie udało się jednak stworzyć brzmienia na miarę marzeń. W 1977 r. zdecydował się z nową formacją na nagranie longplaya w wytwórni płytowej Clay Pigeon International. Wspomagany przez Vyto Beleskę, współproducenta, gitarzystę, wokalistę i autora tekstów, przygotował cały muzyczny repertuar płyty. W nagraniach pomogli mu także polscy muzycy zamieszkali w USA, m. in. Włodzimierz Wander, Marek Myszko, Jerzy Jabłoński, Krzysztof Słotkowicz.
 
Bardzo się ucieszył powstaniem płyty. Jednak radość trwała krótko. Nie było już pieniędzy na promocję. Płyta zalegała półki sklepowych zapleczy.
 
W 1978 i w 1979 roku odwiedził Polskę. Bardzo dobrze go jeszcze pamiętano i był serdecznie witany gdzie tylko się pojawił. Dawał koncerty w stylu amerykańskim. Śpiewał m.in. przeboje Elvisa Presleya. Kostium estradowy miał także w stylu Elvisa. Nie podobało się to ówczesnym krytykom muzycznym, za to publiczność oklaskiwała go gorąco.
 
26 lutego 1981 wystąpił charytatywnie w klubie Milford w Chicago. W drodze do domu, doszło do zderzenia. Na jednym ze skrzyżowań pijany Portorykańczyk nie uszanował pierwszeństwa przejazdu samochodu państwa Klenczonów.
 
W szpitalu Krzysztof Klenczon pozostawał w śpiączce. Gdy odzyskał przytomność wszyscy byli dobrej myśli. Ale trwało to tylko 12 dni. Zmarł 7 kwietnia 1981 roku.
 
Wbrew temu co śpiewał, przeszedł do historii polskiej muzyki rockowej jako trochę buntownik ale też charyzmatyczny idol dla młodzieży z lat 60. i młodszych. Niekiedy nazywano go polskim Lennonem.
 
Myślę, że Klenczon chciał jakby szybciej wychodzić z big beatu do prawdziwego rocka niż inni, w tym pozostali muzycy Czerwonych Gitar. Sam lubił zdecydowanie bardziej Rolling Stonesów niż Beatlesów. W latach 60. to często oznaczało, że szuka się w muzyce czegoś mocniejszego, ostrzejszego.
 
Krzysztof Klenczon dla całego mojego pokolenia był naprawdę kimś. Był symbolem tamtych czasów i uosobieniem młodości, może trochę wtedy surowej, trochę rosochatej ale niepokornej wobec establishmentu. Jego piosenka "Nie przejdziemy do historii" to genialna prowokacja artystyczna. Do dziś jego postać fascynuje mnóstwo osób.” – Dariusz Michalski
 

 

Lubię to! Skomentuj21 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale