135 obserwujących
166 notek
1276k odsłon
  4327   0

Jak zaczynali twórcy nowoczesnej - pamiętnik z okopów wojny z przemysłem.

Sierżanci   kolonialni  znowu gotowi do akcji. Spisali się świetnie likwidując w ciągu 10-15 lat 3 miliony miejsc pracy w przemyśle i są z tego dumni. Zaprosił ich kapitan, dał napić się wódki i poklepał po plecach.  Polecił adiutantowi wydać koperty.  W drodze wyjątkowej łaskawości obiecał, że ich dzieci mogą przyjechać do pracy: w służbówce są do czyszczenia buty.

Młody pan Petru tego nie pamięta. Za młody. Ale opowiedzieli mu starsi, obwieszeni medalami: „za rozwalenie przemysłu zbrojeniowego”, „za tanią wyprzedaż przemysłu cementowego” czy „za  popieranie importu i blokowanie eksportu”.  Wyraził gorliwie chęć służenia i dostał swoją szansę.

Niczego już nie będzie „rozwalał” – bo nic już „nie ma”. On będzie z kolegami sierżantami pilnował, aby „nic nie powstało”. Żadne nowe fabryki  w kluczowych przemysłach służących przemysłowi lekkiemu i usługom: metalowego, hutniczego, energetycznego, stoczniowego, cementowego. Nigdy więcej. Na razie pan Petru jest „doradcą” i „ekspertem” co w neokolonialnej nomenklaturze odpowiada stopniowi – kaprala.

Robota szykuje się łatwa: wsadzanie ustawowego kija w szprychy, sraczka, pardon, inflacja przepisów – to dla rasowego biurokraty pływającego od lat w mętnej wodzie- pestka. I nękanie lokalsów, którzy coś tam jeszcze ośmielają się produkować.

Teraz tylko musi przekonać trochę młodych, nie pamiętających wczesnych lat 90-tych, że to, co wówczas się w gospodarce polskiej wydarzyło, wydarzyć się musiało i wydarzyć się powinno było. I dzięki temu „jest świetnie”. A kto chce, aby „dalej było świetnie” – musi poprzeć  ten kolejny wspaniały projekt polityczny „ludzi sukcesu” i „ludzi przyzwoitych”. Taki sojusz  „pięknych i mądrych”.

Przypomnijmy zatem młodym, jak to było. Najlepiej na jakimś przykładzie z życia wziętym. Oto fragment pamiętnika znalezionego w okopach wojny  z polskim przemysłem, w wyniku czego zniknęła praca  10 pokoleń Polaków. Wojny prowadzonej przez sierżantów neokolonialnych w początku lat 90-tych, oficjalnie występujących jako „ministrowie III RP”.

„ .. Zaczynał się kolejny zwyczajny dzień w przemyśle ciężkim( hutniczym, metalurgicznym, cementowym, chemicznym, rafineryjnym).  Na dyspeczerce  o 7.00 nic wstrząsającego: produkcja bez zakłóceń, załadunki  zgodnie z grafikiem, tylko nie dojechał wagon z czymś tam i trzeba szukać. A szef  pakowni standardowo usiłuje wymówić angielską nazwę firmy, dla której ładuje towar do pociągu, który pojedzie do portu. Statek w drodze.  Nuda. Pijemy kawkę, podpisujemy kwity i  idziemy na zarząd.

Prezes wszedł mocno wścieknięty.  Właśnie dostał telefon z ministerstwa. Jadą do nas eksperci zagraniczni aby dokonać  „analizy konkurencyjności firmy” i że trzeba współpracować czyli udzielać informacji. Mają przyjechać za 3 dni o godzinie 10. Spotkanie w Sali konferencyjnej. Chyba już coś mu w tym ministerstwie wcześniej wyjaśnili „co i jak” bo zarządza, że mają się stawić reprezentanci wszystkich pionów: produkcji, handlu, finansów, remontowcy, główny technolog i księgowa i kto tam jeszcze. Brakuje tylko zaproszenia dla straży przemysłowej.

Nadszedł historyczny dzień. Oczywiście telefony i tony kwitów więc spóźniam się 15 minut. Wchodzę do sali: wokół stołu siedzi 30 nastroszonych osób „od nasz” i jeden pączuś lat 25-28 w garniturku – u szczytu stołu.  Przed każdym paczka papierów formatu A-4. Jakieś tabelki do wypełnienia.

Jest jedno wolne miejsce, wciskam się koło pączusia.  Okazuje się, że w piętnastej minucie historycznego spotkania facet jest już  w fazie wyjaśniania, jak wypełniać tabelki.  Chyba nic im nie powiedział: po co to, dla kogo i co z tego będzie.  Może chociaż powiedział – jak się nazywa.

No to korzystam ze świeżo nabytej umiejętności  w zakresie asertywności na  naradach biznesowych po treningu zaordynowanym osobiście przez gubernatora Teksasu (na zlecenie wojewody) i wcinam się  w sam środek przemowy. Pytam: kim jest, kogo reprezentuje i w jakim celu przeprowadzane jest to prześwietlenie fabryki.  Że niby taki niewychowany ale za to ciekawski jestem. Odpowiedź jest taka, że jest przedstawicielem renomowanej zagranicznej firmy konsultingowej  „pracującej dla ministerstwa” a sam jest świeżym absolwentem uniwersytetu i pracuje dla tej światowej firmy konsultingowej. Acha. Widać, że jego zadaniem jest: rozdanie tabelek, nastraszenie, że mają być wypełnione wszystkie okienka i to w terminie. I że nie wolno ściemniać w tych tabelkach ,bo i tak to wyjdzie na jaw.

 Patrzę na „tabelki”: swoje i sąsiadów.  Produkcyjny ma wypisać produkcję w układzie rocznym, normy zużycia, zdolność produkcyjną poszczególnych ciągów etc., handlowy: wypisać dane sprzedaży i zakupów : ilość, cena, wartość „wg klientów”, główny technolog: ma opisać cały proces technologiczny  w najdrobniejszych szczegółach. A kadrowiec ma podać stany zatrudnienia we wszystkich komórkach organizacyjnych, stany zatrudnienia na zmianach, strukturę: wiekową, wg wykształcenia, płci i „stosunku do służby wojskowej”. 
W normalnych warunkach  ujawnienie takich danych (np. dane o sprzedaży wg klientów czy jakieś węzły technologiczne) to prosta droga „pod prokuratora”. Technolog, którego wszyscy posądzali, że „jest z KGB” – twierdzi, że nawet KGB takich danych nie żądało. Handlowiec z wyrazem jawnego buntu na twarzy.

Lubię to! Skomentuj44 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale