Blog
Takie sobie notatki
pink panther
pink panther Jeden z miliardów czyli nikt w
116 obserwujących 143 notki 1117613 odsłon
pink panther, 3 listopada 2017 r.

Irena Sendler, Kościół, uczennice z Kansas, Bikont i dziewczyna Kasmana.

5277 84 1 A A A

W gazowni tuż przed Świętem Zmarłych  ukazał się wywiad pt. „Bikont o Sendlerowej: Ateistka i socjalistka stała się idolką prawicy i Kościoła” przeprowadzony z autorką książki „Sendlerowa. W ukryciu” Anną Bikont przez niejakiego pana Mike’a Urbaniaka w związku z promocją tej książki wydanej 25 października 2017 r. przez Wydawnictwo Czarne państwa Moniki Sznajderman Pasierskiej i Andrzeja Stasiuka.

W tym wywiadzie pan Mike Urbaniak „wywiadowca” Wysokich Obcasów powiedział m.in. co następuje: „… I co teraz poczną z Sendlerową rządząca Polską i przewrażliwiona na punkcie oskarżeń o antysemityzm prawica wraz ze wspierającym ją Kościołem katolickim? Sejm ustanowił rok 2018 Rokiem Ireny Sendlerowej. Są szkoły jej imienia, ulice, skwery, a ona nie tylko miała jasne poglądy w sprawie polskiego antysemityzmu, ale była też wysokiej rangi funkcjonariuszką komunistyczną i członkinią PZPR. IPN, chcąc być konsekwentnym, musi teraz te wszystkie szkoły i skwery pozbawić jej imienia. Jak dekomunizacja, to dekomunizacja….”.

Pani Anna Bikont szczęśliwa autorka książki „My z Jedwabnego” (II i III wydanie w Wydawnictwie Czarne) grzecznie nie zaprzeczyła, natomiast w dalszej części wywiadu dorzuciła od siebie ocenę sp. Ireny Sendler następującej treści: „..Irena Sendlerowa bardzo pilnowała swojej biografii, którą – o czym mówiliśmy- tu i ówdzie podkoloryzowała. Na ile to było konfabulowanie z premedytacją, a na ile takie, a nie inne dziełanie pamięci? Wiadomo przecież, że pamięć potrafi płatać figle, że często ludzie, którzy przeżyli Zagładę, mieszają to, co widzieli z tym, co później przeczytali. I wreszcie, Sendlerowa musiała cały czas zmyślać, bo na tym polegała jej praca- ukrywanym dzieciom trzeba było wymyślać ciągle nowe tożsamości, nowe historie rodzinne…”.

Po tych rewelacjach pan Mike brawurowo finiszuje stwierdzając co następuje :”…Weźmy na przykład tak zwaną listę Sendlerowej z mityczną liczbą dwóch i pół tysiąca uratowanych dzieci. Tej listy po prostu nie ma, choć z kilku świadectw wiemy, że miała być przekazana do archiwum Kibucu Bohaterów Getta”.

Pani Bikont po wtręcie o swoich przygodach z zeznaniem „ Szmula Wassersztajna głównego świadka zbrodni” ( w Jedwabnem) postawiła kropkę nad i :”… Trudno więc powiedzieć na pewno, że czegoś nie ma, ale po latach pracy nad książką chyba mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że nie ma czegoś takiego jak lista Sendlerowej”.

Czy te słowa mogą dziwić?? Nie. Nie mogą. Anna Bikont jest, jak widać, nieodrodną córką czołowej propagandystki czołowej komunistycznej gadzinówki PRL w latach stalinizmu „dziennikarki śledczej” piszącej pod pseudonimem Wilhelmina Skulska w czasach, gdy Trybuną Ludu zarządzał sam towarzysz Leon Kasman  w latach 1948-1956.

Czerwona Wilhelmina Skulska była znana za Stalina w całym PRL bowiem nakład Trybuny Ludu wynosił grubo ponad 1 mln sztuk nakładu dziennie a jednym z jej ważniejszych zadań miało być tropienie „niedociągnięć” różnych dyrekcji i załóg zakładów przemysłowych w realizacji Planu Sześcioletniego, co niejednokrotnie skutkowało natychmiastowym wyrzuceniem dyrekcji a może i wiktem więziennym dla tejże dyrekcji.  Sterował tym „podgrzewaniem entuzjazmu” oczywiście towarzysz Leon Kasman, poza Romanem Zambrowskim najbardziej prominentny lider frakcji „Puławian” w PZPR. Człowiek ten od najmłodszych lat był w różnych „komunistycznych egzekutywach” a w latach 1934-1936 wykładał w Moskwie na kursach Kominternu dla sekcji polskiej (m.in. dla towarzysza Gomułki). W 1936 r. Sowieci zrobili go członkiem Komitetu Centralnego KPP. Dostałby w czapę już  w 1937 r. w Moskwie ale  w 1936 r. poszedł odsiadywać zaległą karę w więzieniu w Nowym Sączu, Tarnowie, więc go ominęło.

Tyle szczęścia w 1937 r. nie miała nieznanego imienia i nazwiska siostra Wilhelminy Skulskiej, o czym pisze siostrzenica Anna Bikont na 11 stronie swego dzieła pt. „The Crime and the Silence. Confronting the Massacre of Jews in Wartime Jedwabne”.   

Można jedynie domyślać się, że zmarła pod nazwiskiem Wołyńska albowiem, jak informuje amerykańskiego czytelnika pani Bikont :”… Kiedy zdałam maturę (ukończyłam studia?),  spotkałam mężczyznę w wieku lat pięćdziesięciu kilku na naszej daczy pod Warszawą, którego moja matka przedstawiła jako syna jej ukochanej siostry zamordowanej w 1937 r. w czasie Wielkiej Czystki (..) Powiedziałam mu, że jest jedynym krewnym , jakiego znam ze strony mojej matki  (..) Nasz dziadek Hirsch Horowicz, zaczął mój kuzyn Ołeś Wołyński…”. „Ołeś” czyli Aleksander, inaczej Sasza.

W latach 70-tych ojciec Anny Bikont pan Zdzisław Andrzej Kruczkowski, przed wojną współzałożyciel wraz z Karolem Kurylukiem bardzo lewicowego miesięcznika “Sygnały” – pełnił jakieś tajemnicze funkcje w różnych ambasadach PRL, w tym w ambasadzie PRL w Bernie, Szwajcaria.  A towarzyszyła mu małżonka Wilhelmina Skulska –Kruczkowska de domo Lea Horowicz/Horowitz. Na pamiątkę czego państwo Kruczkowscy popełnili w Wydawnictwie Iskry w 1978 r. dzieło „Berneńskie ABC” a wcześniej bo w 1976 r. w Krajowej Agencji Wydawniczej „Szwajcaria. Mały Przewodnik Turystyczny”.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ciekawski, prowincjonalny wielbiciel starych kryminałów.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Dziękuję, że zadała Pani sobie trud przeczytania tej książki. Zawarte w książce wyniki...
  • @Ignacy Baczewski Pyszne:)))
  • @Siukum Balala A gdzie tam. Nie dopchłam sie przez te tłumy "w marinie":)))0

Tematy w dziale Polityka