Blog
Takie sobie notatki
pink panther
pink panther Jeden z miliardów czyli nikt w
119 obserwujących 148 notek 1148551 odsłon
pink panther, 2 lipca 2018 r.

Jan Grabowski, Emanuel Ringelblum i czarna legenda Granatowej Policji.

3815 105 0 A A A

W Parlamencie i Rządzie RP przewalają się wichry historii i odnosimy kolejne sukcesy wizerunkowe i inne na arenie międzynarodowej a mnie się przypomniało, że właśnie mamy rok 2018 czyli zbliża się wielkimi krokami stulecie „odzyskania niepodległości”. Oczywiście pod warunkiem, że stan obecny uznamy za „niepodległość”.

 

A co jest jednym z najważniejszych narzędzi niepodległego państwa, oczywiście poza Królem, Prezydentem, Parlamentem (niepotrzebne skreślić)? Jednym z najważniejszych narzędzi prawdziwie niepodległego państwa jest oczywiście lojalna i skuteczna – policja.

 

Tak mi się to przypomniało przy okazji czytania biografii pułkownika Policji Państwowej II RP Mariana Kozielewskiego, starszego brata Jana Karskiego i autora pierwszego Raportu Jana Karskiego dla Rządu na Uchodźctwie.

 

Raczej nic nie wskazuje, że będziemy obchodzić w naszej Ojczyźnie stulecie Polskiej Policji Państwowej w roku 2018. Nie spodziewam się żadnych monografii historycznych czy odsłaniania pomników szczególnie zasłużonych Policjantów Polskich.

 

To, że Polskiej Policji Państwowej nienawidziła PRL jest rzeczą oczywistą, bowiem wszyscy prominenci najwyższego szczebla PRL, zwłaszcza wczesnej fazy, byli zaangażowani do 1939 r. w działania agenturalne na rzecz ZSRR i „światowego komunizmu” a Polsce życzyli nagłej i bolesnej śmierci, więc Polska Policja Państwowa uganiała się za nimi skutecznie przez niemal 20 lat.

 

Niektórych nawet niechcący ratując od plutonów egzekucyjnych enkawede, posyłając ich za kratki polskich więzień. Lista takich „uratowanych od wujka Stalina” byłaby długa.

 

Co jednak bardzo ciekawe, mimo, iż jak powiedziała pani Joanna Szczepkowska, w 1989 r. „komunizm się skończył”, nowe władze nowej wolnej Polski nie wpisały sobie do budżetu państwa kasy na napisanie prawdziwej historii Polskiej Policji Państwowej i jej tragicznego końca.

 

Z jednym wyjątkiem. Wolno a nawet trzeba pisać bez ograniczeń o „zbrodniach Granatowej Policji”. I kręcić filmy. Mistrz Wajda dał zielone światło i dzięki niemu zaistniał Stanisław Rembek, uczestnik wojny polsko –bolszewickiej, którego nowelkę „Wyrok na Franciszka Kłosa” Mistrz Wajda raczył był zekranizować.

 

W ślad za dziełami artystycznymi ruszyli ławą naukowcy z najulubieńszych naukowych instytucji władzy naszej kochanej czyli Muzeum Polin, Żydowski Instytut Historyczny PAN i ostatnio Centrum Badań nad Zagładą Żydów Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.

 

Na czoło peletonu wysunął się w tym konkursie na zohydzanie polskich policjantów pan prof. Jan Grabowski z Uniwersytetu w Ottawie Kanada, który to Uniwersytet został w 1848 r. założony przez katolicki zakon Ojców Oblatów.

 

Najsłynniejsze, jak dotychczas jego dzieło jest bardzo krótkie, bo liczy zaledwie 31 stron ale zostało docenione przez stosowne czynniki i jest „chronione” autorytetem United States Holocaust Memorial Museum. Dzieło nosi tytuł „The Polish Police: collaboration in the Holocaust” (Policja Polska: kolaboracja w Holokauście/Zagładzie Żydów) i zostało wydane 17 listopada 2016 r. w języku angielskim.

Bezcenna wiedza profesora Grabowskiego upchnięta na zaledwie 31 stronach w języku angielskim, została rozwinięta i uzupełniona o inne wątki „polskich zbrodni” w twórczym zespole naukowców w języku polskim na 1600 stronach w roku 2018 w dziele pod tytułem „Dalej jest noc.

 

Cel tej „pracy naukowej” jest jasny już od pierwszego akapitu. Pan profesor Grabowski informuje anglosaskiego czytelnika, iż”: „…w roku 2016, siedemdziesiąt jeden lat od zakończenia II WW polski Minister Spraw Zagranicznych rozpowszechnił długą listę „błędnych kodów pamięci” lub „określeń, które zakłamują rolę Polski w II Wojnie Światowej(…) Smutnie- i nieprzypadkowo- lista opracowana przez humanistów (to pewnie ironiczne miało być) w Ministerstwie Spraw Zagranicznych zawiera głównie wyrażenia/zwroty związane z Holocaustem. Na długiej liście „błędnych kodów pamięci”, które oni mają ambicję wymazać z historycznej narracji znajdują się między innymi takie jak: „polskie ludobójstwo”, „polskie zbrodnie wojenne”, „polskie zbrodnie masowe”, „polskie obozy internowania”, „polskie obozy pracy” i najważniejszy dla celów tego tekstu – „polskie uczestnictwo w Holocauście/Zagładzie Żydów”.

 

A następnie pan profesor Grabowski żołnierskim krokiem przechodzi do „the Polnische Polizei des Generalgouvernements” i do „pochodzenia Granatowej Policji”. Oraz do wszystkich jej zbrodni.

 

Ktoś pomyślałby, że na 31 stronach raczej nie da się przedstawić pełnego obrazu organizacji i działania Policji Granatowej w czasie okupacji i kontekstu historycznego czy politycznego. Nie ma obawy. Panu profesorowi Grabowskiemu udało się to znakomicie a nawet bardziej, bo dał radę wstawić jeszcze w paru miejscach mrożące krew w żyłach dialogi a to w czasie masowych egzekucji a to nad dołami śmierci.

 

Wystarczyło ciąć „zbędne wątki i treści” a do takich pan profesor Grabowski zaliczył np. działalność WSZYSTKICH rodzajów policji na terenach okupowanych Polski tj. w Generalnym Guberanatorstwie, w Bezirk Bialystok, w District Galizien i w części Reichkomisariat Ostland (Białoruś, Litwa z Wilnem, Łotwa) oraz do liczb. I mieć luźny stosunek do źródeł. A w tej konkurencji pan profesor Grabowski nie ma sobie równych. Poza Jankiem Grossem oczywiście.

Taka metodologia zostawiła na placu tragedii dziejowej jedynie Ofiary czyli Żydów i Sprawców czyli Granatową Policję. Ze sceny zniknęli Niemcy, „naziści” a nawet Żydowska Policja Porządkowa.

Co jest o tyle ciekawe, że pan profesor Grabowski dla wzmocnienia efektu dramatycznego przywołał w eseju autorytet samego profesora Emanuela Ringenbluma (którego aresztowanie „z udziałem Polskiej Policji Kripo” w bunkrze „Krysia” zostało w dziele „Polska Policja: kolaboracja w Holocauście” opisane na stronach 27-31) i na stronie 23 zacytował zdanie z eseju Ringelbluma „Stosunki polsko-żydowskie” następującej treści: „… Referring to the Blue Police, he wrote: „…The blood of hundreds of thousands of Polish Jews, caught and driven do the “death vans” will be on their hands…”. ( W odniesieniu do Granatowej Policji on pisał:”… Krew setek tysięcy Żydów polskich, łapanych i pędzonych do „ samochodów śmierci” będzie na ich rękach).

 

Zacznijmy od początku.

 

Pan profesor Jan Grabowski zaczyna od informacji, iż 30 października 1939 r. kiedy okazało się, że 5000 niemieckich funkcjonariuszy ORPO czyli niemieckiej Ordnungpolizei rzuconej na tereny okupowanej Polski to za mało, aby zmniejszyć przestępstwa kryminalne na podbitych terytoriach – ówczesny Wyższy Dowódca SS i Policji Generalnego Gubernatorstwa (Hoherer SS- und Polizeiführer SS- Obergruppenführer Friedrich Wilhelm Krüger wydał Aufruf czyli Odezwę, w której wzywał wszystkich: „…urzędników Policji Polskiej jak również oficerów Policji Polskiej, którzy w dniu 1 września 1939 r. pełnili służbę, bez względu na ich poprzednie miejsce służbowe w najbliższym urzędzie Policji Niemieckiej lub w Starostwie Niemieckim. Urzędników nie stosujących się do niniejszego wezwania spotkają najsurowsze kary..”.

 

Między „najsurowszą karą” a „karą” w rzeczywistości Generalnego Gubernatorstwa była olbrzymia różnica, bowiem „najsurowsza kara” oznaczało „kara śmierci”. Tymczasem na stronie 7 swojego eseju pan profesor Grabowski informując o odezwie Krügera do Policji Polskiej podaje, iż Krüger „wezwał do powrotu do pracy pod groźbą kary”. Czyli nie żadna tam „najsurowsza kara” tylko może jakiś mandat albo potrącenie z pensji.

 

Na stronie 8 pan profesor Grabowski podaje co następuje:”… During the first months of occupation the ranks of the PP grew quickly, reaching 10.000 officers and men in the beginning of 1940, and, at its peak in late 1943 more than 20.000…”. ( W czasie pierwszych miesięcy okupacji szeregi Polskiej Policji rosły szybko, osiągając 10.000 oficerów i policjantów na początku 1940 r. i swój szczyt pod koniec 1943 r. osiągając więcej niż 20.000).

 

Pan profesor Grabowski nie podaje źródeł tych informacji, tymczasem w filmie pt. „Granatowi” pan profesor Paweł Wieczorkiewicz podaje, iż w Granatowej Policji służyło ok. 13.000 ludzi a niezawodny docent wiki informuje, iż w na początku 1940 r. na stanie Policji Granatowej było 8.805 oficerów i funkcjonariuszy, w grudniu 1940 r. – odpowiednio 10.490, w styczniu 1943 r. – ok. 12.000 tysięcy a w maju 1944 r. – 12.500 policjantów i oficerów.

 

Co jest zrozumiałe, albowiem Polska Policja Państwowa na początku wojny otrzymała rozkaz ewakuowania się na wschód i w czeluściach sowieckiej zony okupacyjnej zniknęło ok. 12.000 polskich policjantów z ogólnego stanu na koniec sierpnia 1939 r. – ok. 33.000.


Z liczby 12.000 ewakuowanych Policjantów pewna część przeszła granicę rumuńską i została internowana ale na pozostałych jaczejki komunistyczne oraz „patrioci ukraińscy” wraz z Armią Czerwoną urządzili prawdziwe „polowanie” W ramach „polowań” m.in. Armia Czerwona z karabinów maszynowych wystrzelała nieuzbrojonych kadetów Centralnej Szkoły Policji Państwowej w Mostach Wielkich jak również Policjantów Polskich po kapitulacji polskiego miasta Lwowa.
Pojedyncze „sztuki” i całe posterunki Polskiej Policji Państwowej były linczowane przez patriotów ukraińskich i , nie bójmy się tego słowa, Żydów jeszcze przed wejściem Armii Czerwonej.

 

Liczba zlinczowanych Polskich Policjantów w sowieckiej zonie nie jest znana, natomiast ci, których wyaresztowało enkawede, zostali zgrupowani w obozie w Ostaszkowie i w liczbie ok.6.000 wymordowani wiosną 1940 r. w Twerze. Rodziny tych policjantów czyli jakieś 30-50 tysięcy kobiet, starców i dzieci zostały wysłane w bydlęcych wagonach do Kazachstanu i na Syberię. Nie jest znana liczna uratowanych.

 

W walkach na terenie kraju we wrześniu 1939 r. POLEGŁO wg szacunków 2.500 – 3.000 funkcjonariuszy Polskiej Policji Państwowej. Na terenach przyłączonych do Rzeszy Niemieckich czyli w województwach: poznańskim, śląskim, pomorskim, części łódzkiego, warszawskiego i krakowskiego oraz Suwalszczyzna – nie były tworzone formacje Policji Granatowej. Przeciwnie, polscy obywatele byli deportowani do Generalnego Gubernatorstwa a wcześniej tzw. elity polskie, do których zaliczono również funkcjonariuszy Polskiej Policji Państwowej byli mordowani od jesieni 1939 r. w masowych egzekucjach (Piaśnica) a również w obozach w Stutthofie, Skalmierzycach, Potulicach, Poznaniu, Łodzi, Działdowie, Toruniu i Inowrocławiu.

Z liczby polskich policjantów , która pozostała w Generalnym Gubernatorstwie i rozpoczęła służbę w Granatowej Policji , jak podaje w filmie „Granatowi” pan profesor Andrzej Kunert ok. 10-20% policjantów – „zostało zamordowanych przez władze niemieckie”. 10-20% z liczby 12.500 oznacza liczbę ofiar wśród granatowych policjantów - 1.250 -2.500.

 

Tak więc mamy ogólny kontekst i maksymalną liczbę funkcjonariuszy Policji Granatowej w roku 1944 w wysokości 12.500 a pan profesor Grabowski lekką ręką i bez podawania źródeł zawyżył tę liczbę o ponad 60% czyli do „ponad 20.000”.

 

Hojną rękę dodał Policji Granatowej 8.000 polskich funkcjonariuszy ale pominął dyskretnym milczeniem inne formacje policyjne złożone z obywateli polskich na terenie Generalnego Gubernatorstwa.

Oto zarządzeniem Hansa Franka z 17 grudnia 1939 r. została w GG powołana Ukraińska Policja Pomocnicza złożona z obywateli polskich narodowości ukraińskiej. Okupacyjne władze niemieckie obsadziły posterunkami Ukraińskiej Policji Pomocniczej głównie wschodnią i południową część dawnego Województwa Lubelskiego z przewagą ludności ukraińskiej w liczbie 40 posterunków oraz 20 posterunków w dawnym Województwie Krakowskim.

 

A konkretnie:

- Landkreis Hrubieszów: Busno, Czerniczyn, Dołhobyczów, Dubienka, Grabowiec, Hołubie, Hostynne, Hrubieszów, Kryłów, Lubycza Królewska, Łuszczów,. Mieniany, Mircze, Modryń, Moniatyczne, Poturzyn, Sahryń, Szczepiatyń, Szychowice, Uchanie, Telatyn, Tuczapy, Werbkowice,

-Landkreis Chełm Lubelski: Chełm, Rakołupy, Wyryki,

- Landkreis Zamość: Jacznia, Łaszczów,

- Landkreis Biłgoraj: Aleksandrów, Biłgoraj, Biszcza, Bukowina, Cieplice, Dzików, Frampol, Księżopol, Kuryłówka, Łuków, Obżanka, Potok Górny, Tarnogród.

Większe posterunki ukraińskie miały obsadę w wysokości ponad 20 funkcjonariuszy a mniejsze 5-7.

Ukraińska Policja Pomocnicza w przeciwieństwie do Policji Granatowej brała udział w organizowaniu i uczestniczeniu w egzekucjach ludności żydowskiej. Tę funkcję pełniła nie tylko na ziemiach ukraińskich po czerwcu 1941 r. ale także na terenie Generalnego Gubernatorstwa jak też na ziemiach białoruskich i litewskich.

 

Funkcjonariusze Ukraińskiej Policji Pomocniczej wg oceny profesora Stefana Possony’ego dokonanej na podstawie tylko archiwów zgromadzonych w Yad Vashem – w liczbie 11 tysięcy funkcjonariuszy wymordowali ok. 450 tysięcy Żydów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

W sierpniu 1944 r. większość funkcjonariuszy Ukraińskiej Policji Pomocniczej zdezerterowała i przeszła do Ukraińskiej Powstańczej Armii.

Piszę o tym dlatego, iż w eseju pana profesora Grabowskiego wśród kilku dramatycznych opowieści o zbrodniach popełnionych na Żydach przez kilku funkcjonariuszy Granatowej Policji w kilku miejscowościach jest i historia, którą miał opowiedzieć (strona 16 eseju) „Jan Mikulski polski leśnik” o tym, jak to 2 listopada 1942 r. kiedy wędrował przez Biłgoraj po kasę na wypłatę dla swoich robotników leśnych, miał widzieć w getcie w Biłgoraju „wiele ciał kobiet i dzieci leżących na ulicach, w ogrodach i na placach”. A „Wiesołowski commander of the Polish Police” miał „przeszukiwać strychy, piwnice i szopy” aby przy pomocy cukierków zwabiać żydowskie ukrywające się dzieci. Oraz „chwytał je za karki i strzelał do nich z małokalibrowego pistoletu”. Trudno ocenić, jak długo musiał stać inżynier leśnik Jan Mikulski na terenie opuszczonego getta w Biłgoraju aby obserwować bieganie „komendanta Polskiej Policji Wiesiołowskiego” po strychach, piwnicach i szopach oraz wabienie ukrywających się żydowskich dzieci z ich kryjówek. Chyba trochę musiało to trwać.

Pan profesor Grabowski odsyła nas w tej sprawie do źródła, jakim ma być manuskryptu pt.
Myśli, wspomnienia, uwagi, refleksje” Jana Mikulskiego, który to manuskrypt miał pan Jan Mikulski złożyć w 1970 r. w bibliotece (miejskiej? Powiatowej?) w Biłgoraju a tam znalazła je cudownym przypadkiem pani Alina Skibińska.
 

Jest jeden mały problem. Na stronie internetowej miasta Biłgoraj zamieszczono wspomnienie Córki pana Jana Mikulskiego, która opisuje, jak to po likwidacji getta w Biłgoraju Niemcy pędzili Żydów z Biłgoraja do Zwierzyńca drogą koło leśniczówki Mikulskich. I jak ojciec stał wraz z dziećmi w oknie i kazał im się przyglądać tej tragedii. Niemcy strzelali do najsłabszych, dzieci jechały na furmankach a po przejściu Żydów przy drodze chłopi znaleźli ok. 50 trupów.

 

Nie wiem, jak „leśnik Jan Mikulski” mógł jednocześnie stać w oknie w swojej leśniczówce w Woli Dużej (5 km od Biłgoraja) i oglądać przemarsz Żydów do Zwierzyńca a jednocześnie podglądać w Biłgoraju zbrodnicze działania „Komendanta Polskiej Policji Wiesiołowskiego”.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ciekawski, prowincjonalny wielbiciel starych kryminałów.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Nareszcie. Bufetowa planowała parking  a ktoś inny przypilnował, żeby zmniejszyć Plac...
  • @Lesnodorski Prokuratura swoją drogą i a ta cała Krajowa Rada od koncesji telewizyjnych winna...
  • @Sarmata Popieram wniosek.

Tematy w dziale Społeczeństwo