Wczorajsza zorganizowana przez Instytut Lecha Wałęsy (w Sheratonie!) konferencja o Kubie trochę na siłę próbowała szukać analogii pomiędzy Polską końca komunizmu i współczesnym państwem kubańskim.
To inne rzeczywistości, inne kultury. Inna moc społeczna, w tym – może w pierwszej kolejności – inna moc społecznego oporu. Zatem i scenariusze wychodzenia z komunizmu (lewicowej dyktatury?) - muszą być inne.
System kubański jest nieskończenie bardziej paternalistyczny, opiera się na osobistym autorytecie i (niestety) charyźmie Fidela Castro. Jest też znacznie bardziej represyjny. Tylko skala absurdu w ekonomii zbliża Polskę drugiej połowy lat osiemdziesiątych do tego, co się dziś dzieje na Kubie.I tu nasze języki mogą się mocno zbliżyć, choć mam przykre wrażenie, że tematyka gospodarcza, w moim przekonaniu fundament rychłej klęski systemu, prócz jak zwykle profesjonalnych rozważań Leszka Balcerowicza, w dyskusji niemal się nie pojawiała. Dawni polscy ‘freedom fighters’ – o władzy, jej formacji, kryzysie etc., myślą wciąż w mylnych kategoriach skłonności do demokratycznych reform, bądź naiwnie rozumianego rewizjonizmu.
Wystarczy kilka dni na Kubie, żeby zrozumieć przynajmniej jedno z dwojga: lokalna dyktatura nie czuje żadnej potrzeby oddawania władzy narodowi (stopień jego upodlenia jest wyjątkowy), zaś kryzys ekonomiczny nieuchronnie i szybko doprowadzi do klęski systemu.Mimo oficjalnych, istotnie zawyżonych danych (wzrost PKB 12% rocznie, 1% bezrobocia), ta sama statystyka podaje dane katastrofalne (70% przedsiębiorstw przynosi straty, tylko 2000 000 USD zagranicznych inwestycji na Kubie).
Poza statystyką pewne jest, że przeciętny Kubańczyk zarabia od 8 – 12 USD miesięcznie, żywi się w ‘szarej strefie’, kupuje za pozyskiwane na ‘czarno’ peso convertible (rodzaj bonu dolarowego) Nie ma prawa wstępu do większości hoteli, w obszary turystyczne, w tym na plaże. W rolnictwie – nie ma prawa spożywania przymusowo kontygentowanego mleka, ani uboju zwierząt rzeźnych. Za ich utratę idzie do więzienia. Państwo stosuje również przemyślny system okradania poprzez przymusowe kredyty; pomiędzy mieszkańcami wsi rozwozi się tanie (awaryjne) chińskie lodówki i szybko-wary, w zamian potrącając im z pensji raty kredytów. Opłaty te sięgają aż 60% (sic!) i tak ubożuchnej pensji.Kubańczycy opowiadają o kompletnym załamaniu etyki pracy. Bezrobocie jest olbrzymie, choć oczywiście nie odnotowywane. Praca się po prostu nie opłaca, więc rzesze ludzi fikcyjnie szukają pracy, żyjąc jednocześnie z ‘szarej strefy’.
W 1992 roku dopuszczono istnienie na Kubie przedsiębiorstw mieszanych, z udziałem kapitału zagranicznego. Niestety i tu, zagraniczni inwestorzy godzą się na absolutnie upadlające warunki pracy. Kubańscy pracownicy nie mają szans ustalać swojego wynagrodzenia. Pensja jest negocjowana między instytucjami państwa i partnerem zagranicznym. Zatrudniony w firmie Kubańczyk uzyskuje tylko drobną kwotę w lokalnych peso, zaś resztę wynagrodzenia (niekiedy do 95%) zabiera państwo. Nic dziwnego, że cała niemal populacja Kuby interesuje się głównie tym jak zdobyć peso convertible od turystów, bądź wystaje na poboczach dróg w oczekiwaniu na jakiś transport.
Reżim łudzi się, że gospodarkę mogą uratować inwestycje chińskie, europejskie bądź z terenu zaprzyjaźnionych dyktatur latynoskich (Wenezuela, Bolivia), jednak zarówno erozja etyki pracy, jak i kompletnie niesprzyjający inwestowaniu system administracji każe te nadzieje włożyć między bajki.System kubański rozkłada się więc w szybkim i nieodwracalnym tempie. Kryzys autorytetu związany z prawdopodobną rychłą śmiercią Fidela Castro doprowadzi do osłabienia władzy centralnej. Nie ma większych szans na znalezienie jakiejś efektywnej substytucji.
Państwo, które żyje dziś z rabowania własnych obywateli i turystów musi upaść i jest to kwestia jeśli nie najbliższych 12 miesięcy, to pewnie 2 – 3 lat. Komunizm jest więc w skrajnej defensywie. Co będzie potem? Wypada wątpić w zbyt gwałtowne scenariusze. Najpewniej kryzys państwa przełoży się na stopniowe dopuszczania do władzy koncesjonowanej opozycji, by potem zmyła wszystko z powierzchni ziemi fala emigracyjnych miliardów dolarów, które już grzeją się na emigranckich kontach w Małej Hawanie.
Niestety będzie to tylko początek trudnych i zapewne dramatycznych przemian społecznych, których bezsporną ofiarą będzie lokalna większość, zniszczona przez ponad czterdzieści lat komunizmu ludność Kuby.Ale o tym na sesji w Sheratonie wiele już nie mówiono.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)