A więc wydarzyło się to, co nieuniknione, co jednak zarazem nie chciało się zmieścić w granicach naszego politycznego realizmu. 30 grudnia nad ranem w Bagdadzie dokonano egzekucji na „Rzeźniku z Bagdadu” – Saddamie Husajnie.Egzekucja miała się odbyć bez świadków, w obecności sędziego, który utrzymał w mocy wyrok skazujący. Miano ją filmować tylko dla potrzeb dokumentacyjnych. Nie mniej już w kilka godzin po egzekucji arabskie stacje telewizyjne dysponowały nie tylko fragmentem wideo, na którym Saddam odmawia nałożenia opaski na oczy, ale również zapisem z telefonu komórkowego, na którym widać Husajna na szafocie z pętlą na szyi, a wokół niego zamaskowanych ludzi, wykrzykujących: „Muktada, Muktada…” Zapewne chodziło o Muktadę as Sadra, przywódcę szyitów, którego ojciec Ajatollach Mohammed Sadek as - Sadr został zamordowany w 1999 roku prawdopodobnie na polecenie dyktatora.Czy ujawnienie tych obrazków może mieć jakieś znaczenie?
Myślę, że tak. Zarówno rząd w Bagdadzie, jak i ci przedstawiciele międzynarodowej opinii publicznej, którzy opowiedzieli się za suwerennym prawem Irakijczyków do osądzenia i skazania Saddama przykładali wiele starań, by egzekucja Husajna była odczytana jako świadectwo sprawiedliwości dziejowej, która „za dobro wynagradza, a za zło karze.” Tak rozumiana sprawiedliwość, pewnie nie na potrzeby rządzącego się wciąż kategorią „wróżdy” Wschodu, ale reszty świata, musi być wolna od partykularyzmów, indywidualnego poczucia krzywdy i indywidualnej zemsty. Dopuszczenie więc do egzekucji szyitów, którzy mszczą się na Husajnie za śmierć ojca ich przywódcy, całą tę konstrukcję obala. Ginie Saddam na oczach całego sunnickiego (90 % muzułmanów) świata jako ofiara szyickiej zemsty. To czytelny znak, że doszło do „wróżdy”. A ta, jak wiadomo musi pociągać za sobą dalszą odpłatę, kolejną „wróżdę”, a ta następną, i tak dalej…
Czytam całkiem rozbieżne komentarze na temat potencjalnej eskalacji konfliktu w Iraku po egzekucji Saddama i nie widzę, żeby ktoś brał te szczegóły pod uwagę. Może dlatego, że wspomniane na początku obrazki nie od razu były dostępne, może nie doszukano się w nich drugiego dna?
A jednak to drugie dno istnieje. Podobnie jak sytuacja polityczna, która zdaniem wielu ekspertów nie daje większych szans na koegzystencję walczących dziś wspólnot szyickich i sunnickich w obrębie jednego państwa. Po wycofaniu się Amerykanów musi dojść do eksplozji, rozpadu, chyba, że miłosierny Bóg ześle Irakowi kolejnego dyktatora, który wejdzie w buty Saddama i uspokoi kraj brutalną siłą. Ale ten temat zostawmy na przyszłość.Należę do osobistych wrogów Saddama. Zaczęło się to dość dawno temu, kiedy zaprzyjaźniony Kurd pokazał mi taśmy z zagazowanymi wieśniakami z Halabdży. Był początek lat dziewięćdziesiątych. Oszołomieni świeżo odzyskaną wolnością cierpieliśmy wtedy istne męki, że zbrodnia tego formatu, co operacja „Anfal”, podczas której zginęło do stu tysięcy Kurdów – nie może doczekać się sprawiedliwej odpłaty. Byliśmy naiwni. Nie wiele wiedzieliśmy o świecie. Przed nami była i Ruanda i Kosowo. Wyobraźnia pracowała inaczej.
Dziś oglądam taśmy z zapisem ostatnich chwil Saddama i jakoś nie mam satysfakcji. Zbrodnie niby ukarane. Człowieka spotkał los tradycyjnie przeznaczony dla jemu podobnych w jego cywilizacji. Ale – może po raz pierwszy od bardzo dawna – wykonanie kary śmierci budzi obrzydzenie i jakiś moralny niepokój. Widzę twarz Saddama i nie myślę o zbrodniach, tylko o indywidualnej godności i prawie do życia. Myślę, że nawet on – zbrodniarz - tej godności nie zatracił. Ani dumy. Ani odwagi.Czy świat będzie lepszy bez Saddama? Czy stał się lepszy bez Pinocheta, Pol Pota, Miloszewicza?Czy byłby lepszy bez Jaruzelskiego. Losy dyktatorów i tyranów kręcą się po innej trajektorii. Definicje zbrodni są zmienne. Swoją drogą zastanawiam się, czy ktoś przytomny w Polsce domagałby się kary śmierci dla Jaruzelskiego? Jego reżim też stał za śmiercią przynajmniej setki ofiar stanu wojennego… Czy ktoś się znajdzie?A może wypada i za nich – z prostego faktu, że byli ludźmi – zmówić „wieczne odpoczywanie”?
Zmówiłem za Saddama. Nie wiem, czy poczułem się lepiej.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)