Wczytuję się w słowo „Biskupów Polskich do wszystkich wiernych Kościoła w Polsce”, które podano dziś w całym kraju i wcale nie mam wrażenia, iżby – w świetle tego, co się w nim komunikuje - Benedykt XVI przed tygodniem istotnie przeciął węzeł gordyjski, i jak chcieliby niektórzy publicyści, wraz ze sprawą a-bpa Wielgusa, raz na zawsze zatrzasnął drzwi za skrzywioną moralnie III RP.
W tekście „Słowa…” nie widać, a nawet więcej, nie czuje się ż a d n e j linii demarkacyjnej między ‘haniebną’ przeszłością, a lepszą i czystszą współczesnością, która staje się naszym udziałem nie tylko po odwołanym ingresie, ale przede wszystkim w przeddzień spodziewanej lustracji w kościele instytucjonalnym.
Prócz nieco zaskakującej (choć z gruntu naturalnej) solidarności korporacyjnej („Nie nam sądzić człowieka, współbrata, który przez lata wiernie i gorliwie służył Kościołowi. (…) Chcemy wspierać Arcybiskupa w pełnym wyjaśnieniu prawdy), na plan pierwszy wybija się pewne reservatio mentalis wobec zarówno przypadku a-bpa Wielgusa, jak i samej lustracji w oparciu o materiały z IPN.
„Słowo…” po raz kolejny odwołuje się do „Memoriału Episkopatu w sprawie współpracy niektórych duchownych z organami bezpieczeństwa…” z jego tezami, że dane IPN nie są ani jedyną, ani pełną dokumentacją o przeszłości, i powinny być konfrontowane z innymi źródłami. Ich jednostronne odczytanie może okazać się „pogrobowym zwycięstwem nieludzkiego systemu”.
W kontraście wobec tak rozumianej lustracji Episkopat wskazuje na Kościół od dwóch tysięcy lat przeciwstawiający się „…złu w sposób ewangeliczny, który nie niszczy godności drugiego człowieka”.Każdy, także i biskup „spełniając warunki chrześcijańskiego nawrócenia, ma prawo do przebaczenia i miłosierdzia”, zwłaszcza, gdy „odpokutowali już swoją słabość latami wiernej służby”.
Zwłaszcza ten ostatni pasus wydaje się odnosić bezpośrednio do a-bpa Wielgusa. Charakterystyczne jest, że w tekście nigdzie nie mówi się wyraźnie o konieczności przejścia duchownego przez świecką ścieżkę lustracyjną. Wyjątkowo czytelny – mam wrażenie – jest komunikat o tym, że dla hierarchów i wiernych wystarczająca może być droga duchowa!
Jednocześnie „Słowo…” wybija na plan pierwszy kwestię pojednania. To ono jest najważniejsze, zwłaszcza wobec braku możności zmiany przeszłości, „zarówno chlubnej, jak i tej, której się wstydzimy”. I to pojednaniu właśnie mają służyć zarówno: „indywidualny rachunek sumienia” (acz z wyraźną deklaracją: „nie chcemy wkraczać w sanktuarium sumienia żadnego człowieka”), jak i „prace nad pełnym sprawdzeniem zawartości akt zgromadzonych w IPN, zarówno dotyczących nas samych (biskupów), ja i duchownych.”
Charakterystyczne jest, że nie pada słowo „ujawnienie”. Mówi się wyłącznie o „sprawdzeniu”.
Wobec dziennikarzy i mediów wyraźnie brzmi memento z Ewangelii Mateusza „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni”.
Jak czytać ten list? Z pewnością rozczarowuje tych, którzy czekali na to, że biskupi uderzą w dzwony. Można mieć wrażenie, że zdaniem biskupów nie doszło do jakiegoś punktu zwrotnego. Kościół przeżył chwilowy spazm, nie zaś poważny kryzys. Blizn wielkich z tego nie będzie. I nie będzie chyba radykalnych działań.
Zapewne dojdzie do lustracji w kościele instytucjonalnym, ale nie należy chyba oczekiwać jej jawności. Wyciągam z tekstu wniosek, że lustracja księży i hierarchów odbywać się będzie za spuszczonymi zasłonami.
W tekście trudno jest wyczuć atmosferę przełomu. Czy to dowód przewagi w Episkopacie frakcji antylustracyjnej? Czy tylko próba uspakajania rozchybotanych nastojów wiernych? A może odpowiedź jest prostsza niż może się wydawać: Kościół sięga po instrument najpewniejszy, odwołanie się do solidnych ewangelicznych fundamentów, a więc jedynej sprawdzonej recepty na normalność.
Czy właśnie tego potrzebują dziś wierni? Nie wiem. Ale dla tych, którzy oczekiwali jakiś epokowych zmian, komunikat zdaje się być jasny: transatlantyk płynie po niezmąconym odmęcie stabilnie jak zawsze, zaś drobną awarię mechanicy już zdążyli usunąć.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)