Dziwi mnie naiwność dyskusji o rzekomej „nieistotności” uchybienia p. Hanny Gronkiewicz – Waltz, która ma pozwolić jej zachować fotel prezydenta Warszawy. Tylko ludzie kompletnie zagubieni w meandrach polskiej polityki mogą przypuszczać, że kwestia, czy uchybienie jest istotne, czy nie, może mieć jakiekolwiek znaczenie. Ano nie ma żadnego.
Żadnego, bo przecież Pan Premier zdążył już ogłosić urbi et orbi, że mandat Pani HGW wygasł 27 grudnia, a więc w dniu, kiedy spóźniła się ze złożeniem oświadczenia o działalności gospodarczej męża. A Pan Premier wie co mówi, i jeśli nie musi, rzadko zmienia zdanie. A co jest przez Pana Premiera wyraźnie powiedziane, ma wymiar kanonicznej prawdy dla członków jego partii. Partii – dodajmy – która znowu wybiła się na czoło poparcia społecznego.
Zastanawiam się, cóż innego miałby oznajmić Pan Premier? Miałby powiedzieć: „cóż, szanujemy wynik wyborów i na przekroczenie prawa przymkniemy oko”? A jak się nazywa jego partia, lider w sondażach poparcia?
Cóż miałby powiedzieć Pan Premier, który doskonale pamięta, jak bojowa atmosfera towarzyszyła warszawskiej kampanii prezydenckiej, ile było zajadłości przed wyborami i ile triumfalizmu po. „Wygrana bitwa o Warszawę!”, „PiS upokorzony!” Czy takie słowa nie padały? Więc dziś, kiedy Pani HGW, jak bezbronna sarenka wystawia się znudzonemu bezczynnością myśliwemu na strzał, miałby nie nacisnąć spustu? Panie, Panowie – czego wy oczekujecie od Pana Premiera?
Pan Premier jest nie tylko bezwzględnym myśliwym, ale i doskonałym analitykiem. A nawet gdyby nie był, ileż trzeba wnikliwości, by zauważyć, że ów „drobny błąd” popełnił nikt inny, tylko Pani Profesor prawa, wiecznie zadowolona z siebie, uśmiechnięta bywalczyni salonów, którą dotychczasowa kariera musiała upewnić, że świat leży u jej stóp, że należy go z przyjemnością kosztować łyżeczką jak bitą śmietanę z pucharka, ot tak, bez większego wysiłku i zaangażowania. Pan Premier doskonale wie, że argumenty są przeciwko Pani HGW.
Zasady słuszności? Jakież to zasady? Ich niezdefiniowanie oznacza tylko tyle, że silniejszy ma prawo forsować swoją interpretację.
Koszty nowych wyborów? Jakie koszty? Drobne półtora miliona? Czymże jest półtora miliona, gdy kontroluje się NBP i kilka innych banków.
Na dodatek można jeszcze rozważyć jakiś bolesny dla opozycji pomysł, jak choćby ten, by kosztami nowych wyborów obciążyć komitet kandydata, którego niezgulstwo doprowadziło do konieczności nowych wyborów. Zły pomysł? Myślę, że znakomity. A jak celnie trafia w jedną z elementarnych reguł prawa cywilnego, że jeśli skutkiem czyjegoś błędu jest materialna szkoda, to koszty jej naprawy powinny obciążyć sprawcę…
I tylko jedno w tej układance nie całkiem się składa. O jedno może Pana Premiera boleć głowa. Czy ludzie pójdą do wyborów? I czy nie wybiorą ponownie Pani HGW? Bo moim zdaniem, to perspektywacałkiem realna .
* - gronkowiec – bakteria, układa się w charakterystyczne grona, wywołuje choroby, niebezpieczna



Komentarze
Pokaż komentarze (6)