Bogusław Chrabota Bogusław Chrabota
52
BLOG

Dymisje Sikorskiego i Dorna. Strzał w Polskę resortową

Bogusław Chrabota Bogusław Chrabota Polityka Obserwuj notkę 9

Mogę się mylić, ale w jeśli by szukać wspólnego wątku w serii niespodziewanych dymisji ostatnich dni (a spodziewanych nominacji), charakterystyczne jest, że i Radek Sikorski, i Ludwik Dorn, to ludzie którzy nie tylko dość sprawnie budowali swój układ personalny w resortach, ale na dodatek silnie się z nimi identyfikowali.

O Dornie powtarza się, że stanowisko MSWiA było jego marzeniem. Radek Sikorski – podczas nic nie wnoszącej konferencji prasowej – wyznał, że wręcz „kocha” wojsko i resort. Obaj prowadzili intensywną i konsekwentną politykę personalną; jej odpryski, w postaci np. sprawy Surmacza, bądź kontrowersji w sprawie wskazań generalskich przebijały się do opinii publicznej.

Oczywiście nie znamy i nie poznamy wszystkich motywów, ale obie dymisje na kluczowych i wcześniej niemal niekwestionowanych pozycjach ministerialnych odsuwają od resortów ludzi mocnych i tendencjami do niezależności. Na ich miejsce przychodzą politycy mniejszego formatu (bardziej zresztą urzędnicy, niż politycy), choć nie koniecznie mniejszej kompetencji.

W prasie i w naszym Salonie 24 często się pojawiają głosy o kryzysie państwa i układu rządzącego. Gdyby patrzeć na zdarzenia ostatnich dni z przedstawionej powyżej perspektywy, to można się posilić na diagnozę wręcz przeciwną. Oto premier dokonuje roszady na rzecz centrum. Uderza w Polskę resortową (a zatem Polskę sterowaną przez indywidualistów typu Dorn, czy Sikorski), by ciężar dyspozycji strategicznej przenieść w okolice swojej kancelarii. Gdzie zatem powinien znaleźć się Ludwik Dorn (ciągle prawa ręka Jarosława Kaczyńskiego)? W kancelarii. Gdzie powinien się znaleźć Radek Sikorski (zapewne człowiek nigdy zbyt bliski premierowi)? Na bocznym torze, czyli w senacie. Czy to się układa w całość?

Nie mam wątpliwości, że Jarosław Kaczyński jest zwolennikiem silnego centrum. Wszystkie jego poczynania, cała nawigacja polityczna do tego się sprowadza. W tym świetle ostatnia roszada nie jest symptomem kryzysu rządowego, a krokiem w  kierunku wzmocnienia gabinetu. Jak każde działanie, także i to ma jednak odwrotny skutek. Do resortów trafiają ludzie albo bardziej dyspozycyjni, albo niedoświadczeni. Czy aby nie zapłacimy za to osłabieniem sprawności działania resortów? To już kwestia, którą rozstrzygnąć może tylko nieodległa przyszłość.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka