Polskę ogarnęła mania referendów.
Zdaje się, że nie uchronimy się przed referendum w sprawie Rozpudy, które zapewne podzieli biedny naród na dwoje: popierających zniszczenie torfowiska durnych mieszkańców Podlasia i resztę jaśnie oświeconego narodu, dla której zachowanie lokalnego ekosystemu pod Augustowem, to sprawa bezdyskusyjna.
Mniejsza, że większość jaśnie oświeconych zapewne nie potrafi wskazać Augustowa na mapie, a ekosystem mętnie kojarzy z ekologią; ważne jest, że można się wypowiedzieć, poprawić sobie samopoczucie trafnością przekonań; bo przecież w telewizji pokazali Wajraka i tę szlachetną młodzież… No i Duży Kaczor popiera projekt, to jak można być za?
Referendum. Po co referendum, pytają ludzie trochę myślący. Przecież jego wynik jest do przewidzenia. Czyż nie? Ale będzie za to legitymacja, władza będzie miała w ręku argument, że nie podejmuje działań bez poparcia ludu.
Co popiera lud? Różne rzeczy.
Kilkaset lat przed Chrystusem poparł przeciwników niejakiego Sokratesa, wskutek czego uznano go osobnika demoralizującego ateńską młodzież i skazano na śmierć. W 307 roku przed Chrystusem jeden z diadochów - Demetriusz Poliorketes zdobył miasto u stóp Akropolu i wdzięczny lud uchwalił służalcze wprowadzenie państwowego kultu „bogów- zbawców” wobec Poliorketesa i jego ojca Antygona. Trzy lata później, ten sam Demetriusz, po słynnej rejteradzie z wyspy Rodos (bezskutecznie oblegał ją przez dwa lata) trafił znów do Aten, a zgromadzenie wolnych Ateńczyków nie mając lepszego pomysłu (znając za to znakomicie humory i porywczy charakter Macedończyka) uchwaliło, że „wszystko co król zarządzi, jest zawsze dla ludzi słuszne, a zbożne wobec bogów…” Taki sobie oportunizm…
Po co te przykłady? Ano po to, by wyjaśnić, że demokracja bezpośrednia (jej forma instytucjonalna wywodzi się z Aten) była częściej niż w służbie praw ludu, cudownym instrumentem manipulowania ludem przez różnych cwaniaków, na rzecz jeszcze większych cwaniaków. Lektura Tukidydesa, czy Plutarcha dostarcza nieskończonej ilości przykładów, że zgromadzenie Ateńczyków szło za argumentem silniejszego, albo sprawniejszego retorycznie, a najczęściej tego, co najsprawniej zawiadywał sakiewką.
Myślicie, że dziś jest inaczej? Za czym opowie się lud w głosowaniu bezpośrednim? Za tym, do czego namówią w telewizji ładni (upudrowani) i mądrzy ludzie (vide B.Wołoszański), czy za tym, co zohydzone poparciem ludzi niefajnych? Pytanie niby głupawe, ale przecież tak właśnie weszliśmy do Uni.
Za czym się opowiedzą mieszkańcy Podlasia? Ano za tym, co powie ksiądz z ambony, a na wiecu lokalny polityk, co po mszy powtórzy pani Halinka swojej sąsiadce Krysi. I Białystok zagłosuje przeciw dolinie Rozpudy nie wchodząc w szczegóły. A, że całe Podlasie będzie odtąd w Polsce nosiło miano ciemniaków i autochtonów, to nie ważne.
Bez sensu z tym referendum. I z każdym kolejnym.
Lepper chce referendum w sprawie „tarczy antyrakietowej”. Czy komuś przychodzi do głowy, że Lepper ma pojęcie o czym mówi? Nikomu. Lepper rzuca hasło. Ktoś w telewizji powie, ze Ruskie wymierzą w nas rakiety i naród zagłosuje tak jak chce Lepper. A, że temat wielowarstwowy, skomplikowany, to nie ważne. Przecież nie będziemy narodowi tłumaczyć szczegółów.
Nie cierpię demokracji bezpośredniej. Nie cierpię referendów. Ani tego w sprawie tarczy, ani w sprawie Rozpudy. Od tego wymyślono demokrację przedstawicielską, by ludowi nie mieszać we łbach. Niech dyskutują o ważnych sprawach w sejmie. I senacie. Niech tam ważą szczegóły i podejmują decyzje.
Chociaż, czy rzeczywiście w sejmie siedzą ludzie, którzy to potrafią? No właśnie. I tu tylko wypada w geście beznadziei rozłożyć tylko ręce….



Komentarze
Pokaż komentarze (9)