Podczas środowej debaty „Dziennikarze i lustracja” w Fundacji Batorego prof. Marek Safjan stawiał tezę, że nowa ustawa lustracyjna stoi w zasadniczym konflikcie z ideą państwa prawa, a Sławomir Nowotny pytał słusznie, czy państwo ma prawo sprawdzać wiarygodność obywateli? Bo w istocie problemem ustawy nie jest jej aspekt czysto lustracyjny, a więc stworzenie procedur mających ujawnić listę osób współtworzących, czy współpracujących z bezpieką.
Co nie jest przez wszystkich dostatecznie zrozumiane, krzywą osią ustawy jest (wadliwy) mechanizm wprowadzający karalność kłamstwa, w tym przypadku lustracyjnego. Oto w jej świetle bezkarnie można być współpracownikiem, czy funkcjonariuszem SB, natomiast kłamstwo na ten temat jest karane dziesięcioletnim pozbawieniem biernego prawa wyborczego, oraz tej samej długości zakazem pełnienia funkcji publicznych, w tym pracy w charakterze dziennikarza.
Czemu mechanizm jest wadliwy? Profesor Safjan twierdzi, że to skutek nieprecyzyjnego zdefiniowania większości kategorii, które opisują w ustawie współpracę ze służbami. Niejasność przepisów nie daje szans (nawet przy najlepszych intencjach) na w pełni zracjonalizowaną odpowiedź na pytania z ankiety. Jeśli by się więc odnosić do litery przepisów, trzeba by oświadczeniu lustracyjnym napisać: nie wiem. Oczywiście większość odpowiedzi wynikać będzie bądź z intuicyjnego pojmowanie tematu, bądź będzie nosiła znamiona deklaracji czysto politycznej.
Ustawę przeczytałem. Nie chcę tu wyliczać wszystkich jej błędów, jest ich zbyt wiele. Skupię się na elementach konstytutywnych. Po pierwsze dyskwalifikuje ją fakt, że nie chodzi w niej o jawność, tylko o możliwość ukarania. „Duch” tej regulacji jest w najwyższym stopniu duchem odpłaty. Po wtóre, krąg jej podmiotów jest zbyt szeroki. Na tyle szeroki, że czyni lustrację niewykonalną, a zarazem skazuje IPN na wybiórczość. Wybiórczość, czyli uznaniowe weryfikowanie oświadczeń. A jeśli, to kto ustali zasady tej uznaniowości? Szczegółów dopowiadać nie trzeba.
Mnie osobiście wyjątkowo irytuje, że jednym z głównych zamysłów wprowadzenia do ustawy najszerszego kręgu dziennikarzy jest potrzeba skompletowania przez instytucje państwa bazy danych ludzi uprawiających dziennikarstwo (gdyby się uprzeć, można by uznać, że to jej główny cel, przecież takim spisem nie dysponuje ani ZUS, ani urzędy skarbowe). Na co komu ten spis? Przecież iluzją jest możliwość sprawdzenia całego środowiska.
I sprawa ostatnia: kompletna atechnologiczność ustawy. Mówił o tym Igor Janke. Jeśli Salon 24 jest publikatorem ( a jest), to Igor, bądź miła p. Bogna, zgodnie z ustawą, są zobowiązani do rozesłania wszystkim publikującym oświadczeń lustracyjnych. Pal sześć nas z obrazkami. Jak wyegzekwować poprawne oświadczenia od „nickowców”. Co napisze np. Mad Dog? Nazwisko, imię, PESEL, rodzice? I jak sprawdzić, czy to co napisze jest zgodne z prawdą? A jeśli nie napisze, to co, usuwać blog? Ciekawe co na to nasz gospodarz. Czy podporządkuje się ustawie? A może pomóżmy mu i wyślijmy mu sami oświadczenia. Wybawimy go przez to z kłopotu.



Komentarze
Pokaż komentarze (33)