We wczorajszym wpisie Bartosza Węglarczyka (chwała Bogu, że ktoś tu wykracza intelektualnie poza tematykę lustracji) pojawiła się dość delikatnie wyrażona sugestia, że skoro reżim syryjski wspiera rewoltujących obozy palestyńskie w libańskim Trypolisie terrorystów z Fatah al – Islam (na co nie ma dowodów), i skoro wykryto powiązania Fatahu z al – Kaidą (jakieś fora internetowe), to niewykluczone, że mogły istnieć powiązania bratniego (niegdyś) z syryjskim reżimu Saddama Husajna z organizacją Osamy ibn-Ladena.
Konstrukcja iście karkołomna. Nie tylko dlatego, że opiera się na domniemaniach. Przede wszystkim dlatego, że tylko grubo odnosi się do specyficznych realiów Libanu i regionu. Przede wszystkim red. Węglarczyk buduje swoje domniemanie na założeniu, że iracki reżim Husajna i syryjski Assadów, mieszczą się w tym samym świeckim nurcie socjalistycznej partii Baas. Otóż mieszczą się, ale tylko historycznie. O ile w obu krajach do dziś istnieją struktury Baas (formalnie zawiadywali nimi w Iraku – Saddam, a w Syrii – Hafez Assad), to pod koniec zeszłego wieku ideologii baasistowskiej pozostało w nich niewiele, a obie struktury stały się de facto partiami władzy o mocno islamizującym profilu.
Partie poszły za przywódcami. Po upadku ZSRR obaj dyktatorzy obrócili się w stronę wyznawców swoich odłamów islamu i oparli na własnych klanach. Charakterystyczne jest, że Husajn oparł się na sunnitach i prześladował szyitów, zaś Hafez al -Assad, wywodzący się z szyickiej sekty allawitów, niemal wyłączył z rządzenia Syrią przedstawicieli większości sunnickiej. Wypada tu również przypomnieć brutalne akcje obu dyktatorów przeciwko przeciwnikom religijnym; powszechnie wiadomo o prowadzonej przez Saddama eksterminacji szyitów, ale mało kto pamięta zarówno o serii sunnickich zamachów na Assada, jak i o dokonanej przez jego reżim w 1982 roku pacyfikacji sunnickiego buntu w mieście Hama. Radykalizujące się religijnie miasto zostało otoczone przez reżimową armię i brutalnie zbombardowane. Mówi się o 38 tysiącach ofiar.
Wróćmy do Libanu. Związki Hezbollahu z Syrią są udowodnione. Ale członkami Hezbollahu są libańscy szyici, ludność lokalna. Fatah al – Islam to grupa wywodząca się kręgów przebywających w obozach dla uchodźców palestyńskich sunnitów. Oczywiście nie można wykluczać ani ich związków z al – Kaidą, ani manipulowania przez syryjskie (i każde inne) służby specjalne. Nie mniej są to grupy, którym chodzi o coś zupełnie innego. Hezbollah współtworzył rząd libański. Po zeszło-rocznym konflikcie z Izraelem opuścił koalicję rządową i tym samym sparaliżował kraj. Hezbollah gra o władzę, o dominację, o przejęcie kontroli nad państwem libańskim.
Fatah al – Islam ma inne cele. W jakiś marginalny sposób reprezentuje sprawę palestyńską w Libanie, ale przede wszystkim wpisuje się w ogólną filozofię walki z porządkiem politycznym i społecznym Bliskiego Wschodu w imię mniej, lub bardziej sprecyzowanych ideałów islamskiego dżihadu. Znawcy tematu mówią, że to grupa „asymetryczna”, podobna do kolumbijskich „guerillas”, lub ugrupowań zbrojnych z brazylijskich faveli. „Asymetryczna”, a więc nie odnosząca się w prosty sposób do „mainstream” politycznych konfliktów współczesnego świata.
Podsumowując; nie mam złudzeń, że może istnieć jakiś rodzaj korespondencji, bądź kontaktu pomiędzy Fatah al – Islam, a al – Kaidą. Ale też wiadomo, że od kilku lat, od kiedy al – Kaida stała się międzynarodówką terrorystyczną, buduje i utrzymuje związki z większością ugrupowań terrorystycznych świata arabskiego.
Co do współpracy Fatah al– Islam z Syrią, sprawa jest wątpliwa. Powoływanie się tu na źródła libańskie jest błędem. Od czasu „rewolucji cedrów” i wygnania armii syryjskiej z Libanu, libańskie czynniki oficjalne (poza szyitami) obwiniają Syrię o wszystko co najgorsze.
Syria zaś nie chce „destabilizacji” Libanu, tylko przejęcia władzy przez sojuszniczy Hezbollah. Jeśli to się wydarzy i dominującą siłą w państwie libańskim staną się szyici z Hezbollahu, sytuacja palestyńskich sunnitów w Libanie nie będzie godna pozazdroszczenia.
I to tyle w tej glossie, której celem było nie tylko uzupełnienie tekstu red. Węglarczyka, ale też podważenie jego zbyt pochopnej tezy, że dzisiejsza logika wydarzeń w Libanie, może jakkolwiek, przez analogię, przemawiać na rzecz kontaktów Saddama z al – Kaidą.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)