Chcąc udowodnić jaki los czekał Warszawę, gdyby ci straszni sowieci ją szturmowali, napisał Pan:
Ale mamy inny przykład: Mińsk na Białorusi. W 1944 r. w Mińsku nie było gen. Bora i polskiej Armii Krajowej. Nie było też żadnego powstania. Mieszkańcy Mińska nie podjęli żadnej walki, chowali się w piwnicach czekając na nadejście Armii Czerwonej. Sowieci działaniami armii pancernych okrążyli Mińsk od północnego zachodu i zdobywali miasto od wschodu walcząc z okrążoną w tym rejonie 4 Armią niemiecką. Zanim doszło do walk o Mińsk był on kilkakrotnie bombardowany przez sowieckie lotnictwo (na przełomie czerwca i lipca 1944 r.). Bombardowania były bardzo niecelne i ucierpiało przede wszystkim samo miasto. W rezultacie działań wojennych zagładzie uległo 83 proc. zabudowy miasta.
Tyle, ze nie doczytał Pan u swoich źródeł, że Mińsk został zniszczony nie przez sowietów, ale przez Niemców, nie w 1944 roku, ale w dniach 22 do 28 czerwca 1941 roku. Jedyne co się zgadza w Pana opowieści to fakt, że była to zasługa bombardowań lotniczych.
Rosyjska wiki pisze, że w czerwcu 1941 roku zostało zniszczone 80% zabudowy miasta, całkowicie zniszczony rejon centralny i węzeł kolejowy, a z 330 zakładów przemysłowych, zniszczono 313.
Chyba, że przyjmiemy ryzykowną tezę, że Niemcy w ciągu 3 lat odbudowali Mińsk , czyli te 80% budynków i potem sowieci znowu te same 80% zniszczyli. Wtedy Pana opowieść nabiera sensu..... ale tylko wtedy......





Komentarze
Pokaż komentarze (14)