Fakt, nie jestem absolwentem socjologii, metod badania opinii publicznej prawie całkowicie nie znam. Ale czytać potrafię i wyszukiwać informacje także. W ostatnich latach, a zwłaszcza podczas wyborów parlamentarnych i prezydenckich w 2005 roku, mogliśmy przekonać się jak bardzo nietrafione były prognozy przedwyborcze. Wszyscy pamiętamy szczególnie "sondażowe" zwycięstwo D.Tuska w II rundzie wyborów przezydenckich. Wiele tekstów dotyczących sposobów badania opinii publicznej po owych wyborach powstało. Czy jednak wyciągnięto z tamtej lekcji jakieś wnioski ?
W 2006 r. Naszemu Dziennikowi udzielił wywiadu Marcin Palade, współtwórca Polskiej Grupy Badawczej, która w 2004 i 2005 zwyciężyła w stworzonym przez Centrum A.Smitha rankingu zgodności wyników sondaży z wynikami wyborów opracowanym przez Centrum Smitha, i jako jedyna przewidziała zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego w drugiej turze wyborów prezydenckich w 2005. Oto co mogliśmy w tymże wywiadzie przeczytać:
"To prawda, że w ostatniej kampanii wyborczej doszło do poważnych wpadek wielu firm badawczych. Prezentowane prognozy miały się często do rzeczywistych wyników głosowania jak pięść do nosa. Popełniono wiele błędów warsztatowych i systemowych. Już od drugiej połowy lat 90., wraz z kolegami z Klubu Socjometrycznego, zwracałem na nie uwagę. Dotyczyło to między innymi sposobu doboru próby, jak i prezentacji wyników sondaży w mediach. Te wyborcze pewniaki, o których Pani wspomina, i z tym związana - nie bójmy się tego określenia - kompromitacja badaczy w Polsce, to był głównie efekt zastosowania metodologii CATI, czyli ankietowania za pośrednictwem aparatu telefonicznego. Zastosowania, które nie powinno mieć miejsca..."
"...pod względem posiadanych telefonów nie spełniamy kryteriów europejskich w zakresie badań preferencji wyborczych i wszystkie firmy świetnie o tym wiedzą. Oznacza to, że trudno uznać wyniki pomiarów telefonicznych za reprezentatywne. Zwyczajowo w takiej próbie, niezależnie od gimnastykowania się, przeważać będą osoby młodsze, lepiej wykształcone, mieszkające w mieście, kosztem starszych, gorzej uposażonych, mieszkańców małych miast i wsi." (tutaj pełny tekst: http://www.pis.org.pl/article.php?id=4020&st=1 )
M.Palade wyraźnie wskazuje, że ulubiona metoda badawcza wiodących polskich sondazowni, jest to prostu błędna, a wyniki uzyskiwane za jej pomocą nijak odzwierciedlają rzeczywistość.
Lata jednak upłynęły, wszyscy wiedzą gdzie jest błąd, a jednak wszystko pozostaje bez zmian. Większość publikowanych sondaży dalej przeprowadzona jest metodą telefoniczną. I tak np. SMG/KRC przeprowadził dla TVN sondaż prezydencki. Jego wyniki to: B.Komorowski - 45%, J.Kaczyński - 30%; w II turze Komorowski wygrywa z Kaczyńskim 55 do 34. Na stronach SMG/KRC możemy dokładnie poznać metodę badawczą:
"Sondaż telefoniczny "CATI EXPRESS" z dnia 04/05/2010 zrealizowany przez MillwardBrown SMG/KRC, próba ogólnopolska, reprezentatywna 18+, mix telefonów stacjonarnych i komórkowych, wielkość próby N=1002."
Jak wspomniałem nie znam się na badaniach statystycznych i metodologii takich badań. Ale jestem też mieszkańcem Polski i wiem jaki jest stan telefonizacji Polski, a zwłaszcza obszarów wiejskich i mniejszych miast. Po drugie wiem też jaka grupa wiekowa korzysta głownie z telefonii komórkowej, a w jakiej ten odsetek jest znacząco mniejszy. Doskonale zdaję sobie również sprawę, że wybór pomiędzy telefonem komórkowym na abonament a telefonem na kartę jest często uzależniony od zasobności kieszeni. (a jak sądzę głównie dzwoni się do użytkowników posiadających telefon z abonamentem). Dodatkowo bardzo często osoba figurującą jako abonent tak naprawdę nie korzysta z danego telefonu.
Mając na uwadze powyższe kwestie, zadaję sobie pytanie, na ile wiarygodne są publikowane sondaże. Wspominając wyczyny firm badawczych z 2005 roku, można przypuszczać, że skala błędu i zawyżania wyniku na korzyść jednej partii/kandydata jest być może nawet kilkuprocentowa. A być może nawet kilkunastu (na kilka dni przed drugą turą głosowania GFK Polonia prognozowała, że Donald Tusk miał wygrać z Lechem Kaczyńskim stosunkiem 62 proc. do 38 procent). Jeżeli tak jest naprawdę, dlaczego Polaków z premedytacją się oszukuje ?
Ale to już chyba temat na osobną notkę.
PS. Link do strony M.Palade http://marcinpalade.salon24.pl/ na salonie gdzie prezentuje on wyniki koordynowanych przez siebie badań sondażowych prowadzonych metodą "on street".


Komentarze
Pokaż komentarze (29)