54 obserwujących
97 notek
257k odsłon
  7138   0

Eliza Michalik zrozumiała, czyli o byciu matką ciąg dalszy

Mój porzedni tekst wywołał bardzo dużo emocji, bo opisywał temat chyba najbardzie emocjonujący ze wwszystkich, przy którym Radek Sikorski to nic nie znacząca reklamówka porwana ze smietniska przez wiatr. Mianowice temat: Matka. I dziecko.

Dziękuję wszystkim za komentarze, niestety nie dałam rady na bieżąco odpisywać. W końcu kariera i macierzyństwo równocześnie jest czasochłonne i nie zostawia wiele miejsca na takie przyjemności jak salon.

Chciałam jednak doprecyzować kilka spraw.

Pod poprzednim postem pojawił się komentarz Mistrza Pługa, który fantastycznie poradził sobie z rozterkami osób, które z jakichś powodów strasznie się ograniczają w życiu, pielęgnując własne fobie, powstałe pod wpływem reklam, medialnych przekazów o człowiekach sukcesów i tym podobnych bzdurach. Napisał Mistrz Pługa tak:

"Prawda jest taka, że nie ma dobrego momentu na dziecko. Gdyby decyzję o macierzyństwie podejmować racjonalnie, to w Polsce dzieci powinni mieć jedynie programiści i kadra menedżerska. Najlepiej tuż przed przejściem na emeryturę. No i do tego idealnego modelu zdążamy. A braki wypełnimy sobie imigrantami z Afryki. Oznacza to w skrócie, że skoro nie stać nas na nasze dzieci, to zapłacimy za dzieci cudze. To oczywiście będzie racjonalne"

Polecam ten komentarz specjalnej uwadze. W skrócie chodzi o to, że ten, kto boi się, że go nie stać na dziecko, i tak będzie musiał na dziecko płacić, tyle, że nie swoje. I z pewnością na więcej niż kilka.

Jednak kampania Fundacji Mamy i Taty nie była skierowana do osób, które nie pojmują oczywistych ekonomicznych skutków swoich decyzji, tylko do grup kobiet, które reprezentuje m.in znama dosyć szeroko Eliza Michalik, aktualnie publicystka portalu natemat.pl

Michalik nie bawi się w pierdoły dotyczące finansów, nie puszcza oka do prowincjonalnej młodzieży pracującej w biedronkach na kasie. Odpowiada wprost, wyjaśniając niedowierzającym intencje twórców głosnego spotu.

Pisze pani Eliza tak:

"my, bezdzietne kobiety (pomijając, że sporo z nas nie ma dzieci, bo nie chce) mamy żałować, że nie zdążyłyśmy zostać potraktowane na porodówce jak ścierki do podłogi, że nie zdążyłyśmy zwijać się z bólu pod okiem lekarza „wiedzącego lepiej”, że nie potrzeba nam znieczulenia? Mamy żałować, że nie zdążyłyśmy przejść gehenny stania w kilometrowych kolejkach z bobasem w przychodniach?"

I co wy na to?

Wątek ekonomiczny pojawia się w postaci wyrafinowanej:

"Strachu, że choć pracujemy tak samo dobrze jak przed ciążą, a nawet lepiej, pracodawca nie przyjmie nas z powrotem?"

Jeśli pracodawca nie przyjmie nas z powrotem po urodzeniu dziecka, to skąd wiadomo, że pracujemy lepiej niż przed ciążą? No, ale to taki drobny szczegół. Prawo chroni kobietę, pani Elizo, a poza tym ciąża trwa 9 miesięcy i można przez ten czas dokładnie opracować strategię powrotu do pracy, omówić ją z pracodawcą, a przynajmniej spróbować zaplanować sobie jakoś warianty rozwiązań na różne okoliczności. Osobiście nie znam żadnej kobiety, którą wyrzucono z pracy za to, że urodziła dziecko. Choć wiem, że jest to temat trudny i znajdą się przypadki nadużyć ze strony pracodawców. Czy jednak naprawdę nie ma zadnych sposób, by je przewidzieć, jakoś sobie z nimi próbować poradzić?

 

"Lęku jak sobie damy radę, gdy tatuś dziecka odfrunie i zechce mu się nie płacić alimentów?"No tu można powiedzieć tylko jedno: pani Elizo, współczuję partnera. Niech go pani szybko zmienia, jak się pani zestarzeje, zbrzydnie i będzie potrzebowała pampersa, on tym bardziej ucieknie.

Na koniec pouczenie:

"Jedyny spot jaki powinniście w tej waszej fundacji nakręcić, to spot o polskich posłach, ludziach ustalających tak bezdennie nieludzkie, nielogiczne i niesprawiedliwe prawo, tak nielogiczne i zniechęcający ramy codziennego życia, że żeby urodzić, trzeba zgłupieć jeszcze bardziej, niż Wy, publikując swoje filmowe arcydzieło"

Pomiędzy jest jeszcze krytyka polskich mężczyzn, niewybredna i generalizująca. Ktoś nawet z komentatorów pani Elizy zagroził, że zgłosi ten tekst do rzecznika ds równości, jako tekst krzywdzący i szkalujący mężczyzn. Gdybym była mężczyzną, tak bym zrobiła.

Generalnie pani Elizie chodzi o to, co zawsze, czyli możliwość bzykania się bez zobowiązań i odpowiedzialności, czyli powszechny dostęp do aborcji i  refundowanie jej z budżetu państwa. No, a jak już poczuje ten strach samotności po 40-tce i nikt już z nią bzykać się nie bedzie spieszył, to prawo powinno gwarantować refundację kosztów in vitro. Ot, cała filozofia, prosta jak budowa ruskiego cepa.

 

 

 

 

Lubię to! Skomentuj55 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale