Ileż to w historii partii i przywódców dochodziło do władzy wykorzystując hasło "rewolucji moralnej". I jakoś tak dziwnie najczęściej okazywali się fałszywymi świętoszkami. Nie twierdzę że ten kraj nie potrzebuje oczyszczenia i naprawy ale nic w polityce mi tak nie śmierdzi jak gęba pełna frazesów o moralności i wartościach chrześcijańskich które mają dotyczyć wszystkich za wyjątkiem najgłośniej o nich wrzeszczącego.
I tak dziś kiedy oglądamy gorszącą dyskusję pomiędzy dawnymi przyjaciółmi, towarzyszami politycznego zesłania Jarosławem Kaczyńskim i Ludwikiem Dornem w której to dyskusji ten pierwszy używa argumentu moralności, kiedy na drugiej szalce wagi mamy posłów PiS którzy dopiero co marsowymi minami na schodach Sejmu dawali do zrozumienia że tworzą historię a dziś fałszują usprawiedliwienia dla marnych 300zł. Kiedy Przemysław Edgar w świetle reflektorów z równie marsową miną poucza Ludwika Dorna o wartościach i chrześcijańskich imponderabiliach sam będąc rozwodnikiem procesującym się z byłą żoną o alimenty ogarnia mnie pusty śmiech.
Mówię Wam ludzie, w polityce jest niewiele rzeczy gorszych od fałszywych świętoszków.
Inne tematy w dziale Polityka