Cezary Krysztopa Cezary Krysztopa
32
BLOG

Symbioza prawie doskonała. Koniec pewnej epoki czy gra w dobrego

Cezary Krysztopa Cezary Krysztopa Polityka Obserwuj notkę 39
 

   Bracia Kaczyńscy są czy ich lubić czy nie swego rodzaju fenomenem naszych czasów. Ich polityczny sojusz nie ma chyba swego odpowiednika w historii nie tylko polskiej zresztą. Spoiwem tego sojuszu są nie tylko wspólne interesy, przyjaźń, braterstwo ale nawet można by rzec jednojajowość.

   Ten układ mógłby być układem idealnym. Szczególnie jak na polskie warunki. Obydwaj są tu rozpoznawalni. Ich rozpoznawalność ma swoje źródło najpierw w obśmianym trochę niesprawiedliwie bo fajnym filmie w którym zagrali łobuziaków którymi w jakiś sensie są chyba do dzisiaj. Obydwaj karierę zaczynali w 1968 roku, w tym samym w którym swój światopogląd krystalizowali Michnik, Lityński, Modzelewski. Obydwaj współpracowali z KOR i dziś gdyby nie polityczne sojusze pewnie mogliby być przez dzisiejszych politycznych przyjaciół nazywani „różowymi świniami z KOR”. Podobny „problem” ma zresztą Antoni Macierewicz, również przecież z ich stajni.

A z drugiej strony stanowią elementy odrębnych układanek polskiej sceny. Lech, bardziej opanowany z braci uczestniczył wszak w otoczonych w pewnych kręgach czarną legendą rozmowach w Magdalence gdzie różowe elity kładły opozycyjne dziewictwo na ołtarzu przywilejów komuszej elity. Jarosław się podobnym czynem nie zbrukał choć uczestnictwa w obradach następstwa magdalenkowej zdrady narodowej czyli Okrągłego Stołu nie odmówił. Lech jako państwowiec był świetnym prezesem NIK a teczkę Ministra Sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka przyjmował z rąk Aleksandra Kwaśniewskiego. I Buzek i Kwaśniewski uważani są dziś przez niektórych za architektów znienawidzonej IIIRP. Jarosław w latach dziewięćdziesiątych po niesławnym upadku Porozumienia Centrum otoczonego podejrzeniami o dziwne finansowe machinacje kręcił się raczej na mainstreamowych obrzeżach kontestujących ówczesne elity. Dopóki to Lech kierował PiSem był on postrzegany jako partia centroprawicowa i sympatyczna z wesołym logo i ludźmi z rozwianymi krawatami na ulotkach. Z chwilą kiedy schedę po nim przejął Jarosław partia nabrała „ropowskiego” sznytu, stała się ponura i agresywna czego drugorzędnym ale widocznym znakiem była min. zmiana logo na „poważniejsze” a po 2005 roku zaskutkowało również totalną wymianą elektoratu z centroprawicowego na roszczeniowo -„patriotyczno” - lewicowy.

   Jako nierozerwalna całość braterski układ mógł objąć większą część polskiej sceny politycznej. Lech mógł zagospodarować jego bardziej rozsądne inteligenckie skrzydło a Jarosław „patriotyczno” - rydzykowsko – roszczeniowe.

   Nawet przez chwilę w 2005 roku wydawało się że tak się stało. Niestety Lech pozostał pod zbyt wielkim wpływem brata i jako jego wierne naburmuszone odbicie stracił wiarygodność dla inteligencji. I został sam, Nawet w imię tego układu żony nie bronił przed chamem Rydzykiem. Kwintesencją tej sytuacji było sławne orędzie prezydenckie zmontowane przez Kurskiego które w oczach elektoratu w miarę rozsądnego ostatecznie Prezydenta pogrążyło.

   Od tego czasu mam wrażenie że Prezydent zaczął wybijać się na niepodległość. Poczucie siły i wiatr w żagle dały mu wydarzenia w Gruzji. Poczuł się znów politykiem samodzielnym. Wbrew linii wypracowanej przez brata bo we współpracy (tak!) ze znienawidzonym peowskim rządem ruszyli europejską bryłę z posad.

   Jarosław Kaczyński w tym samym czasie wraz z partią którą prowadzi pogrąża się w coraz bardziej żałosnych hecach.

   Zresztą interesy obydwu Panów stają się również coraz bardziej rozbieżne. Lech jeżeli chce mieć szansę na reelekcję musi przedstawić się jako rozsądny i wyważony mąż stanu, Jarosław jeśli chce utrzymać przynajmniej swój twardy elektorat musi się radykalizować. Dziś Jarosław bojkotuje TV a Lech chwali "Fakty" za obiektywizm. Dziś Panom nie jest po drodze.

   Tak jak napisałem w tytule nie jestem pewien czy ten „rozjazd” jest zdeterminowany sytuacją czy jest może elementem jakiegoś nowego planu Kaczyńskich. Osobiście obstawiam to pierwsze ale pewności nie mam.

   Wiem natomiast co innego. Jeżeli Lech Kaczyński urwie się realnie z braterskiej pępowiny i będzie takim Prezydentem jak w Gruzji czy na forum Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych to i tak nie będę na niego głosował (mimo wszystko) ale uznam go, po ew. wygranych przez niego wyborach, za swojego Prezydenta. Pod warunkiem wszakże że jego brat nie wygra wyborów parlamentarnych.

1

>>> Wypromuj również swoją stronę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (39)

Inne tematy w dziale Polityka