" Dziennik" podał dziś za islandzkim "Frattebladid" i informację o coraz wyzszym odsetku zwolenników przystąpienia do UE w Islandii. Za przystąpieniem opowwiada się tam już ponad dwie trzecie mieszkańców a jescze całkiem niedawno ew. referendum akcesyjne nie miało na wyspie gejzerów szans. Dzieje sie tak oczywiście z powodu huraganowego kryzysu jaki przetoczył sie przez Islandię w wyjątkowo spektakularny sposób. Po raz kolejny okazuje się że w czasach globalizacji państwa mniejsze niż uznane "mocarstwa" powinny się dla bezpieczeństwa trzymać razem.
Mniej więcej w tym samym czasie upada gospodarka Węgier w których populiści ( w odróżnieniu od Polski na sczęście) spełnili większość swoich gruszkowierzbowych obietnic. Forint leci na pysk ciągnąc niestety za sobą złotówkę. A mogłoby być inaczej gdyby nasze kraje były już w strefie euro. Te spośród nowoprzyjętych które już sie tam znalazły nie mają tego kłopotu ponieważ w jakimś sensie zdjęły z siebie odium rynków wschodzących.
Mam nadzieję że te proste prawdy dotrą w najbliższym czasie do pisoprezydenckiej wierchuszki ponieważ ich poparcie jest niestety niezbedne do przeprowadzenia procedury przyjęcia euro. Na razie mamy do czynienia z mantrą pt. wzrost cen, zatrzymanie wzrostu, nie rzucim własnej waluty. I to są zresztą obawy jak najbardziej realne ale w porónaniu z perspektywą stabilności o wiele dłuższą niż perspektywa zawirowań i kłopotów związanych z samy przejściem na euro skórka jak najbardziej warta jest wyprawki co widać dziś szczególnie wyraźnie.
I jeszcz jedno. Czas jakiś temu opisywałem mój sposób pojmowania UE jako swego rodzaju tworu parapaństwopwego, kóry wymyka się zarówno dziewiętnastowiczenej koncepcji państwa jak i nie mieści sie w lansowanej przez zwolenników ograniczonej integracji koncepcji Europy ojczyzn. Za to wg. mnie potrzebuje jak wiele analogicznych tworów przed nim "kryzysu założycielskiego" np. wojny którą by przetrwał, wielkiego kryzysu ekonomicznego który by przeżył czy (akurat nie w tym przypadku) powstania niepodległościowego. Kto wie, może mamy do czynienia z takim załozycielskim kryzysem dzięki któremu UE w większym stopniu bedzie budowana dzieki świadomości swoich obywateli a w mniejszym dzięki determinacji elit.

Inne tematy w dziale Polityka