Zdaje się mija ze dwa lata jak to Hryhorij Surkis wychodził w UEFA EURO dla Ukrainy i Polski. Przyjaźń polsko-ukraińska kwitła. Przed obydwoma krajami perspektywy stały mniej lub bardziej świetlane. Po co nam było EURO? Po to żeby wypromować kraj, żeby zarobić i wydaje mi się, że przede wszystkim po to żeby wciagnąć Ukrainę w sferę wpływów i zachodu i Polski. Polska w przyjaźni z Ukrainą waży więcej, co w stosunkach szczególnie ze wspólnym wschodnim sąsiadem jest nie bez znaczenia a i w Europie coś znaczy.
Dziś sytuacja jest nieco inna. W obliczu kryzysu każdy 4 razy obraca grosz zanim go wyda.Polska znosi trudną sytuację nieco lepiej niż Ukraina Każdy widzi przede wszystkim własny interes. Jednak jezeli chcemy wzbudzac czyjes zaufanie to sytuacje trudniejsze niz standardowe sa do tego znakomita okazja.
A co robia nasze cwaniaczki? Lobbują po cichutku w celu uzyskania przez Polskę większej części futbolowego tortu w wyniku czego w Polsce EURO miałoby być organizowane w większej ilości miast niż na Ukrainie. A dziennikarze "Dziennika" przyklaskują takiej taktyce.
Zapewne i tak będzie tak jak było ustalone. Wpływy ukraińskiej federacji są zbyt duże żeby nawet w obliczu kryzysu dała sobie jakiś kawałek EURO odebrać. A poza tym czy warto sobie z gęby szmatę robić a z przyjaciela wroga?
p.s. W weekend mam szantowy festiwal wiec niewykluczone ze rysunek sie spozni. Z gory przepraszam:)

Inne tematy w dziale Polityka