Przede wszystkim chciałbym Szanownych Kolegów przeprosić za dwie rzeczy. Za to, że nie było w poniedziałek rysunku (miałem wyjazd - będzie w tygodniu) i za to, ze wbrew zasadom tego bloga nie odpowiadam na wszystkie komentarze. Naprawdę się staram ale po trzydziestym ósmym błędzie systemu o jakimś ciekawym num,erku się poddaję. Mam nadzieję, ze sytuacja w końcu wróci do normy, bo szkoda by było, żeby sie tak ciekawy projekt jak salon zawalił.
A wracając do kwestii tytułowej. Pisłaem juz o tym. Mo ja poprzednia notka w tej sprawie była wywołana emocjonalnym artykułem w "Dzienniku", który wyrażał podłą moim zdaniem radość z powodu możliwości przejęcia części ukraińskich meczów Euro. Dzisiejsza notatka równiez wywołana jest równie emocjonalnym artykułem w "dzienniku" wyrażającym dezaprobatę dla polskiego lobbingu w tej sprawie. Z tym akurat się zgadzam choć usiłowanie siedzenia okrakiem na wszelkich możliwych barykadach przez dziennikarzy "Dziennika" strasznie mnie ostatnio męczy.
Wygrywając wyścig o Euro zagraliśmy z Ukrainą w jednej drużynie. Uważałem i nadal uważam że to wspaniałe pokłosie nauk Giedroycia. Od tej pory jednak im dłużej mieliśmy z Ukraina biec w tej sztafecie tym cześciej podstawialiśmy jej nogę, nie chcieliśmy oddać pałeczki i pzrekonaywaliśmy sędziego, ze powinniśmy sami biec do mety. A tak się sztafety nie wygrywa.
Poza tym warto pamiętać, że chytry dwa razy traci. W tym przypadku sami możemy wymięknąć na Euro a przy okazji stracic sojusznika. Naprawdę warto?

Inne tematy w dziale Polityka