Cezary Krysztopa Cezary Krysztopa
77
BLOG

My family is my castle

Cezary Krysztopa Cezary Krysztopa Polityka Obserwuj notkę 27

    Zacznę od tego, że nie mam zamiaru nikogo epatować własnymi historiami. Ta akurat nadaje się na dobry przykład tego o czym chcę powiedzieć a poza tym znam ją niejako z pierwszej ręki.

   Moja mama umarła kiedy miałem lat 15 (moja siostra 12), zostaliśmy sami z ojcem, który mówiąc bardzo oględnie średnio dawał sobie radę z zaistniałą sytuacją. W związku z tym kręciło sie wokół nas mnóstwo przyszywanych "ciotek", które chciały nas uszczęśliwić poprzez odebranie ojcu praw rodzielskich i w konsekwencji umieszczenie nas w domu dziecka. Tłumaczyłem im milion razy, że sobie tego nie życzymy, że nie chcemy iść do domu dziecka, chcemy być razem i razem dawać sobie radę z sytuacją w której się znaleźliśmy. Nie rozumiały. Od ich natarczywości uwolniło nas dopiero wejście w dorosłość.

   Dziś ich postawa znajduje w coraz większym stopniu przełożenie na ramy jakie stara się stwarzać współczesne państwo rodzinie. Antypedofilska histeria  podkręcana przez tabloidy (nie neguję istnienia problemu a jedynie zwracam uwagę na jego wykorzystanie do podniesienie sprzedaży szmatławców) wykorzystywana jest do zwiększenia ingerencji państwa i tzw. opinii społecznej w życie rodzin poddanych infamii choćby poprzez pokazanie w TVN, ze mają brzydki kaloryfer co jak wiadomo jest dziś podstawowym kryterium określenia patologii społecznej. Parahippisowskie pięknoduchowstwo, które lobbując na rzecz bezstresowego wychowania doprowadziło do sytuacji, w której nakładanie kosza na śmieci nauczycielowi na głowę jest powszechnie akceptowaną wśród młodzieży praktyką, nagrywanie i umieszczanie w internecie scen poniżania koleżanek i kolegów ulubioną rozrywką a agresja wśród młodych dziewcząt przewyższa tą pośród młodych chłopców. I nadal twierdzi że jedyną metodą wychowawczą jest rozmowa z dzieckiem i chce doprowadzić do prawnego zakazu kar cielesnych.

   I tu uwaga. Rozumiem problem dzieci molestowanych (ukatrupiłbym takie molestujące bydlę gołymi rękoma), rozumiem problem dzieci katowanych (jak wyżej) jednak do walki z tego typu patologiami prawo już jest i po prostu trzeba je zacząć surowo egzekwować. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem zawartym w którymś z ostatnich "Dzienników", że warto dla jednego uratowanego dziecka doprowadzić do sytuacji, która ma już miejsce (wg. tego samego Dziennika ) coraz częściej, w której dzieci oskarżają rodziców o różne rzeczy dlatego, ze Ci nie chcą działać zgodnie z ich zachciankami.To destruuje rodzinę. I w końcu ją zniszczy. A państwo, ta instancja do której lubią się odwoływać socjaliści najróżniejszego pokroju jak zwykle nie okaże się ostatecznym lekiem na zło tego świata podobnie jak nie okazało się ostatecznym lekiem np. na biedę.

   Oczywiście jakiś system kontroli rodziny przez państwo warto żeby istniał. Opieka społeczna choć dziś w Polsce skostniała i istniejąca w dużej mierze przede wszytskim dla siebie i dla znajomych również ma sens jednak przesuwaniem granicy uprawnień państwa i rodziny nie mozemy zachwiać sensu istnienia tej drugiej a takimi bzdurami jak zakaz klapsa mam wrażenie że próbujemy.

   Na koniec scena z wczoraj. Na przystanku autobusowym siedzi kobieta z małym chłopcem na kolanach. Mały chłopiec płacze ponieważ chciał jechać autobusem dalej a musieli wysiąść na tym właśnie przystanku (wiem bo z nimi jechałem). Kobieta próbuje chłopca uspokoić. Podchodzi do nich "ciotka" jak żywa i patrząc z niechęcią na kobietę zwraca się do chłopca: "czy ONA cie bije?". W oczach chłopca widziałem wałsny strach sprzed lat. Szkoda że nie wystarczyło mi odwagi żeby się odezwać. Jednak zapewniam, że wystarczy kiedy będzie chodziło o moją rodzinę i "ciotki" ostrzegam. Nie podchodźcie do mojego synka bo będziecie leciały na kopach dalej niż widzicie. To samo dotyczy urzędników.

 

 

1

>>> Wypromuj również swoją stronę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (27)

Inne tematy w dziale Polityka