Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen
215
BLOG

Grunwald Pride

Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen Polityka Obserwuj notkę 9

Rocznica bitwy pod Grunwaldem była zapowiadana od dawna. Wywiady, plakaty. materiały w gazetach, dodatki do wydawnictw prasowych. Zapowiedzi w wiadomościach telewizyjnych. I im bliżej było piętnastego lipca, tym bardziej ten medialny potok przybierał na sile. Po jakimś czasie Hiobowscy zauważyli jednak, że ten potok przybiera dość dziwny kierunek. Zaczęło się od wywiadu z aktualnym komturem zakonu Krzyżaków.
- To oni jeszcze istnieją? - zdenerwował się dziadek Łukaszka.
Komtur ubrany w elegancki garnitur zasiadł w fotelu i podzielił się z telewidzami swoim smutkiem.
- Smuci mnie bezinteresowna nienawiść Polaków do Krzyżaków - westchnął komtur. - I za co to wszystko? Byliśmy lepszym, nowocześniejszym państwem. Polacy mogli się wiele od nas nauczyć.
- Więc skąd ta nienawiść? - pytał z troską redaktor w telewizji.
- Przyczyną była zazdrość. Zakon lepiej gospodarował, miał lepsze wierzchowce, polskie ziemie masowo przechodziły na naszą stronę. Dobrowolnie! Jagiełło postanowił położyć temu kres. I wcale nie było jakiejś wielkiej bitwy. To był drobny lokalny konflikt. Przecież oba państwa istniały obok siebie jeszcze kilkaset lat. Cały ten konflikt to wymysł dwóch ludzi: Sienkiewicza i Forda! Smuci mnie, że ludzie nadal oglądają tą propagandową agitkę!
- Bo nie nakręcono nic innego - sumitował się redaktor. - W tym roku też puścimy ten film. Ale z odpowiednim komentarzem.
I rzeczywiście. Zapowiedziano emisję najpopularniejszego filmu w dziejach polskiej kinematografii, a przed projekcją na ekranie pojawiło się grono ekspertów.
- Antykrzyżackość w niespotykanej skale... Wtedy to było trendy... Nienawiść pozbawiona racjonalnych podstaw... Jaskiniowy antykrzyżacyzm... Należy się wstydzić, przeprosić i zapłacić...
W wiadomościach podjęto wątek rokrocznej inscenizacji bitwy.
- W tym roku bitwy ma nie być - opowiadał reporter przechadzający się po nasłonecznionym polu pomiędzy setkami rozeźlonych wojów. - Co prawda siły polsko-litewskie stawiły się licznie. Ale delegacja Krzyżaków odmówiła udziału w bitwie. Mają się jednak zjawić na polu bitwy. Chyba już ich widać...
Kamera skierowała się w stronę horyzontu. W kłębach dymu pojawiła się sylwetka piętrowego autobusu z odciętym dachem. Na górnym poziomie w rytmie ogłuszającej muzyki techno pląsała grupa półnagich mężczyzn. Autobus dojechał pod stanowisko wojsk polsko-litewskich. Wtedy wszyscy mogli zobaczyć, że na boku ma namalowany wielki napis "Gruenewald PRIDE". Pasażerowie autobusu wysypali się na zewnątrz. Przystrojeni byli jedynie w różowe pierzaste węże boa i miniaturowe pancerzyki okrywające męskość. Rozdawali jakieś ulotki. Jedną dostał do ręki reporter telewizyjny.
- Klub dla gejów "Dwa nagie miecze" - przeczytał i się zarumienił na widok tego, co było jeszcze na ulotce.
Tego wojskom polsko-litewskim było już za wiele. Któryś z wojów z bojowym okrzykiem zatopił miecz w oponie autobusu. I tak wybuchła kolejna inscenizacja bitwy pod Grunwaldem.
- I tak oto jednak rocznica bitwy została uczczona bitwą - rzekł prezenter dziennika z uśmiechem. - Ale szykuje się jeszcze jedna bitwa. Tym razem sądowa.
Na ekranie znów pojawił się aktualny komtur Krzyżaków.
- Tak, to prawda. Złożyliśmy pozew o oddanie zamku w Malborku. I wielu innych. Polacy nas z nich wypędzili!

Nie biorę żadnej odpowiedzialności za to co robi Łukaszek, a tym bardziej za to, co mówi Gruby Maciek. A tak poza tym, to fikcja, czysta fikcja. UWAGA! Podczas czytania nie należy jeść i pić! Nie zaleca się czytania pokątnie w obecności szefa! Opluty monitor czyścimy specjalną chusteczką, a klawiaturę szczoteczką do zębów (by Redpill)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka