Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen
1192
BLOG

Babcia w szpitalu

Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen Polityka Obserwuj notkę 10

To była szybka akcja. Babcia nagle poczuła się źle. Tata Łukaszka zadzwonił po pogotowie. Dyspozytorka na szczęście nie robiła mu złudnych nadziei. Po prostu oświadczyła, że karetka i tak nie przyjedzie, bo już wyczerpała limit kilometrów na ten rok.
- Jak to: limit kilometrów na ten rok? - zdumiał się tata Łukaszka. - Jest luty!
- To nie ja ustalam limity, tylko opozycja parlamentarna - obraziła się dyspozytorka.
- Przecież rządzi rząd - usiłował jej wytłumaczyć tata Łukaszka.
- Niech pan tu nie sieje jadu nienawiści dzielącego Polaków! Co pan, nie czyta pan "Wiodącego Tytułu Prasowego"? A zresztą: blokuje pan linię! Przecież ktoś może dzwonić po karetkę!
- Przecież karetka i tak nie pojedzie - zauważył tata Łukaszka.
- A skąd pan to wie?!
- Sama pani mówiła. Że wyjechany limit kilometrów...
- A... A... - zawiesiła się pani dyspozytorka. - A pan jesteś elektorat partii takiej i owakiej! O!
I trzasnęła słuchawką.
- Karetki nie będzie - rzekł ponuro tata Łukaszka.
- Umieram... - wystękała babcia Łukaszka trzymając się za brzuch. - Boli... Bardzo...
Zapakowali więc babcię do samochodu i zawieźli ją do szpitala. Tam babcia trafiła na izbę przyjęć.
- Kiedy ją będziecie badać? - denerwował się dziadek.
- Proszę pana - rzekł z profesjonalnym uśmiechem lekarz. - Nie ma takiej potrzeby. Pacjentka zostanie na izbie przyjęć i już. Jej stan nie wymaga żadnych zabiegów!
Hiobowscy spojrzeli na babcię wijącą się na łóżku w paroksyzmach bólu.
- Skąd pan wie, że nie wymaga zabiegów, skoro nie robił pan badań? - spytał się Łukaszek.
- Nie będę odpowiadał na pytania dzieci - obruszył się lekarz. Łukaszka odesłano na korytarz i pytanie powtórzył dziadek.
- Już odpowiedziałem temu dzieciakowi - powiedział lekarz. - A teraz proszę aby wszyscy państwo opuścili pokój. Zaraz tu wejdą specjalistki.
Hiobowscy wyszli i minęli się z dwoma paniami. Kiedy upłynęło pół godziny lekarz zawołał ich z powrotem do pokoju.
- Chryste Panie! - zawołał dziadek Łukaszka. - Coście jej zrobili?
Babcia nadal leżała skręcona, jak leżała, ale wyglądała jakoś inaczej.
- Zrobili jej rzęsy - wyliczała siostra Łukaszka. - I tipsy... I usta...
- To są pielęgniarki? - spytał osłupiały tata Łukaszka.
- To są specjaliści w dziedzinie mejkapu, wizażu i tak dalej - wyjaśnił lekarz.
- A zrobiliście jej badania? - gorączkował się dziadek. - EKG? USG?
- Nie.
- Przecież ona usta zaciska z bólu!
- Ale gdzie tam! Proszę spojrzeć! Usta są!
- Boście jej domalowali nowe, dranie! - dziadek dygotał z gniewu. - Czy wy jesteście normalni?
I Hiobowscy złorzecząc zabrali babcię do innego szpitala. Okazało się, że babci nie jest nic poważnego.
- Nic nie rozumiem - poskarżył się pan doktor paniom specjalistkom. - Zawsze to działało na rodziny pacjentów! Zawsze! A tu takie coś! Co się stało?
- To pana wina - oświadczyła jedna ze specjalistek. - Trzymał pan nadgarstek lewej ręki poniżej krocza. Gdyby trzymał pan powyżej to łyknęliby wszystko. Nawet informację o zgonie pacjenta. Ile razy mamy panu tłumaczyć, że piar w pracy lekarza jest bardzo ważny? Może nawet najważniejszy.

Nie biorę żadnej odpowiedzialności za to co robi Łukaszek, a tym bardziej za to, co mówi Gruby Maciek. A tak poza tym, to fikcja, czysta fikcja. UWAGA! Podczas czytania nie należy jeść i pić! Nie zaleca się czytania pokątnie w obecności szefa! Opluty monitor czyścimy specjalną chusteczką, a klawiaturę szczoteczką do zębów (by Redpill)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka