Ferie się skończyły, w szkole ruszył kolejny semestr. Grono pedagogiczne biegało po szkole przeładowane nowymi pomysłami. Pani pedagog oznajmiła, że reaktywuje teatrzyk "Zielony Gej". Pani wicedyrektor opracowała nowy program lekcji wychowania w społeczeństwie. Najciekawiej zapowiadały się o dziwo lekcje religii. Zmiany wyglądały bardzo prosto - ot, otwarły się drzwi i do klasy wszedł nowy ksiądz. Okazało się jednak, że niektórzy już go znają.
- Był u nas na kolędzie - poinformował szeptem Łukaszek.
- To ten, co cię zagiął z tym kamieniem? - spytał okularnik i zaczął się śmiać zadowolony, dopóki dziewczynka, która odzywała się zawsze jako pierwsza, nie szturchnęła go boleśnie linijką.
- Ojciec Eureksjusz Boruta - przedstawił się kapłan. Po standardowym powitaniu i przedstawieniu programu nauczania w semestrze ksiądz zaskoczył wszystkich prosząc do klasy jakiegoś pana. Pan był duży, łysy, barczysty i energicznie się poruszał.
- Witam! - rzekł energicznie. - Czy możecie mi powiedzieć coś o sztukach walki?
W klasie zapanowała konsternacja.
- Ja mogę pokazać... - rzekł po namyśle Gruby Maciek. - Ale ktoś musiałby mi pomóc. On - i pokazał okularnika. - Bo muszę kogoś rzucić.
- Rzucić to ty możesz swojego chłopaka - parsknął wściekle okularnik i się pobili.
- To nie są wschodnie sztuki walki - powiedział pan i energicznie ich rozdzielił. - Będę was trenował. Oczywiście, jesli będziecie chcieli.
- Na religii??? - spytała kompletnie zaskoczona dziewczynka.
- A tak! - oświadczył ojciec Boruta. - Pan jest komandosem z drużyny imienia świętego Michała. I wszystko wam wytłumaczy.
- Rekruci! - rzekł energicznie pan komandos. - W mediach i w społeczeństwie panuje fałszywy obraz katolika. Że to taka ciapa. Ciamajda. Że nic, tylko go lać po pysku, a on ma nadstawiać drugi policzek. Tymczasem wcale tak nie jest! I nie powinno być! Byli katoliccy królowie! Byli katoliccy rycerze! Wielcy wojownicy! Byli święci, którzy walczyli! I wy też możecie walczyć!
- Ciekawe jak? - zapytał Łukaszek. - Chodzi o sztuki samoobrony?
- Właśnie! - zakrzyknął pan celując energicznie palcem w Łukaszka. - Dobrze kombinujesz, synu! Bywało, że przychodzili nasi bracia w wierze i pytali czy mogą uprawiać sztuki samoobrony. Odpowiedzieć było trudno. Bo nie każda sztuka walki jest nastawiona ofensywnie, by pokaleczyć albo nawet zabić. I można byłoby znaleźć coś odpowiedniego dla katolika. Ale na przeszkodzie leżało co innego.
- Filozofia sztuk walki - wyjaśnił ojciec Eureksjusz. - Kult przemocy. Panteizm. Mistycyzm. Siły z kosmosu. Fizjologia chaosu. I tak dalej. Postanowiliśmy więc zaproponować katolikom sztukę walki pełną katolickiego ducha. Zamiast medytacji - modlitwa do świętego Jerzego. I tak dalej. To co, kto chce się zapisać?
- Zanim się zapiszą to najpierw powinni zobaczyć co to jest - stwierdził energicznie pan komandos. - Zapraszam na pokaz. Ktoś ma jakieś pytania?
- Ja mam - spytał Łukaszek. - Pan jest komandosem? A ma pan spluwę?
Pan energicznie się uśmiechnął i rozpiął bez słowa marynarkę. Pod jedną pachą i pod drugą coś mu dyndało. Były to pistolety we włóczkowych pokrowcach.
- Co to jest??? - spytała zaciekawiona piąta a.
- No, że dziewczynki nie wiedzą to rozumiem, ale żeby chłopcy? Nie interesujecie się bronią? To są moherowe beretty.
1409
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (29)