Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen
1357
BLOG

Anarchiaaa, część 5

Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen Polityka Obserwuj notkę 7

- Przecież spóźnisz się do szkoły - denerwowała się mama Łukaszka.
- Nie idę do szkoły - wymamrotał Łukaszek.
- Jak to nie! To twój obowiązek! Wszyscy...!
- Wszyscy nie idą... Bo dziś jest ten, no... Dzień wagarowicza...
- Pierwszy dzień wiosny! - mama Łukaszka mocowała się z kołdrą, pod którą był ukryty syn. - Do szkoły!
- Zakazali nam! - wyjaśnił Łukaszek i puścił kołdrę.
Reszta Hiobowsckich najpierw pomogła mamie wyciągnąć nogę spod szafy, pod którą się wbiła, potem zdjęli z niej kołdrę, a na koniec zażądali wyjaśnień.
- Dyrekcja stwierdziła, że i tak uciekniemy z lekcji - oznajmił Łukaszek. - Więc obowiązkowo mamy iść na jakąś manifestację. I przynieść podpis organizatora w dzienniczku. Dostaliśmy listę dzisiejszych manif i...
- Ależ tobie trzeba jakąś wybrać ! - w mamie obudziło się poczucie obowiązku. Siadła na tapczanie i zaczęła masować kostkę.
- Już wybrałem.
- Na pewno wybrałeś źle! Jeszcze pójdziesz na jakieś śpiewy żałobne z pochodniami nawołujące do gloryfikacji przeszłości! Daj no tą listę! Co my tu mamy... - lista zaczęła jej skakać w ręce. - O nie! Znowu jakieś antyrządowe demonstracje, jakieś Smoleński, jakieś Santo Subito... Na szczęście te rzeczy mało kogo obchodzą. Ważne jest to, z czym się człowiek styka na co dzień w swoim otoczeniu, liczy się tu i teraz... Trzeba by ci wybrać jakąś pozytywną manifestację, jakąś optymistyczną... O, co powiesz na coś takiego "Anarchiści w obronie świata"?
- Chyba jest pozytywna - powiedział Łukaszek. - Jak tylko powiedziałaś nazwę to tata zaczął się strasznie śmiać.
Mama zamknęła drzwi od pokoju trafiając nimi tatę Łukaszka boleśnie w duży palec u nogi.
- Teraz płacze - stwierdziła mama słysząc krzyk taty. - Raz się śmieje, raz płacze. Jemu nie można ufać. Wróćmy do tematu. Nie możesz chodzić na jakieś patriotyczne, bogoojczyźniane... Coś okropnego!
- Nie przesadzasz? - odezwał się zbolałym głosem tata Łukaszka, który uchylił drzwi.
- Mój drogi, a kto lubi święta narodowe? - spytała lodowatym tonem mama Łukaszka nadal masując kostkę. - Kto lubi masochistyczne pławienie się w narodowo-katolickim sosie? Kto normalny lubuje się w patetycznym męczeństwie? A my upodobaliśmy sobie świętować klęski. Same klęski!
- Na przykład Grunwald - wtrącił się Łukaszek i dostał zakaz odzywania się.
- Inni są normalni, ale my wstydzimy się sukcesów! - perorowała mama. - Niedługo kwiecień. Papież! Katyń! Smoleńsk! Może wreszcie część naszego społeczeństwa poczuje się usatysfakcjonowana tą martyrologiczną lawiną.
- To na którą mam iść? - spytał Łukaszek.
- Przecież mówiłam - zirytowała się mama. - "Anarchiści w obronie świata"! I pójdziemy razem!
Wstała, syknęła i usiadła z powrotem.
- Nie pójdziemy. Kostka mnie boli. Ty z nim pójdziesz - poleciła tacie. Tata kuśtykając wszedł i usiadł obok niej
- Nigdzie nie idę. Uderzyłaś mnie i boli - powiedział oskarżycielskim tonem. - Niech idzie sam.
- Jestem duży, dam radę! - zapewnił Łukaszek.
- No nie wiem... - wahała się mama.
- To co, mam nie iść? Dostanę naganę... - rzekł powoli Łukaszek.
- Musisz iść! Tylko bądź rozsądny i nie narób głupstw!
Dwie godziny później Łukaszek dotarł na miejsce manifestacji. Tłum ludzi z transparentami oblegał jakiś wielki biurowiec. Przepchał się do organizatorów i uzyskał wpis do dzienniczka. potem spróbował przebić się do przodu. Na pierwszej linii walczył jakiś młody, dobrze ubrany człowiek. Markowe ciuchy, markowy plecak. Miotał kamienie i woreczki z farbą rycząc:
- Precz z kapitalizmem! Precz z wyzyskiwaczami!
Spojrzał na Łukaszka, zamilkł wystraszony i próbował się odsunąć, co w tłumie było niewykonalne. Łukaszek z kolei bardzo się ucieszył, bo poznał kuzyna kontestatora, z którym przeżył wiele fajnych przygód. Dla kuzyna niefajnych.
- Nieźle wyglądasz - rzekł Łukaszek. Kuzyn dzielnie się wyprężył.
- A co!
- Co robisz?
- A... Studiuję. Społeczeństwoznawstwo. Zaocznie. Ale głównie jeżdżę na manifestacje. Po całej  Europie - rzekł z dumą kuzyn.
- Łaaaa... - odparł z podziwem Łukaszek. - To musisz zarabiać kupę siana. Gdzie pracujesz?
- Przecież mówię, że studiuję! - obraził się kuzyn. - poza tym wyjazdy zabierają mi dużo czasu. Ja nie mógłbym tak od siódmej do piętnastej. Dusiłbym się. To dobre dla jakichś mentalnych niewolników. A ja jestem człowiek wolny!
- To skąd masz kasę?
- Od taty... - rzekł z rozpędu kuzyn i szybko zamilkł. Za to z podwójną furią zaczął rzucać różnymi przedmiotami w fasadę biurowca.
- Jak kiedyś zbiliśmy z chłopakami szybę w szkole to była straszna draka - przypomniał sobie Łukaszek patrząc na front wieżowca.
- To jest poważna sprawa, to jest protest, my walczymy o szczęście ludzi, tylko tak możemy dotrzeć do tych pijawek siedzących tam na tych pieniądzach - tłumaczył mu kuzyn. Po długich namowach Łukaszek zgodził się przyjąć z rąk kuzyna kontestatora jeden z woreczków z farbą.
- Niech ktoś wyjdzie do nas negocjować!!! - ryczał tłum trzymany przez kordon policji. otwarły się drzwi wieżowca i wyszedł jakiś facet. Zrobił trzy kroki i przyjął na fryzurę woreczek z farbą ciśnięty przez Łukaszka.
- No co, mówiłeś, żeby rzucać - tłumaczył się Łukaszek opierdzielany ostro przez kuzyna. Ufarbowany pan podszedł do nich i powiedział:
- Wyszedłem tu do was na rozmowy, ale widzę, że z taką dziczą nie da się rozmawiać. Który to rzucił?
Podszedł w ich stronę. Zauważył Łukaszka, a potem spojrzał na stojącego obok kuzyna kontestatora z rękami pełnymi woreczków z farbą.
- Cze... Cze... - wyjąkał kuzyn. - Cześć... Tato...

Nie biorę żadnej odpowiedzialności za to co robi Łukaszek, a tym bardziej za to, co mówi Gruby Maciek. A tak poza tym, to fikcja, czysta fikcja. UWAGA! Podczas czytania nie należy jeść i pić! Nie zaleca się czytania pokątnie w obecności szefa! Opluty monitor czyścimy specjalną chusteczką, a klawiaturę szczoteczką do zębów (by Redpill)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka