Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen
1729
BLOG

Stadion Morskie Oko

Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen Polityka Obserwuj notkę 55

Tata Łukaszka wraz ze swoim kolegą z pracy, Kubiakiem, wracali z jakiegoś ważnego spotkania. Nieśli jakieś ważne dokumenty.
- Może je od razu skserujemy? - zaproponował tata. - Tu obok jest taki punkt...
Punkt był słynny, ze względu na osobę, która go prowadziła. A prowadziła go od niepamiętnych czasów. Chociaż akurat dziadek Łukaszka twierdził, że on bardzo dobrze pamięta ów czas i podawał jakąś datę w stanie wojennym.
...osobę tą nazywano "babcia Xero", ponieważ była wiekowa, a za podawanie jej nazwiska w rozmowach towarzyskich groziła pozywaniem do sądu.
- Coś kojarzę - przypomniał sobie Kubiak. - Podobno wywodzi się ze szlachty i w herbie ma kabel i nożyczki...
Weszli do środka. Nie było nikogo, poza właścicielką. Tata Łukaszka podszedł do kontuaru, a Kubiak zaczął kręcić się po pomieszczeniu oglądając ściany. Były one w trzech czwartych pokryte malutkimi napisami.
- Chciałbym to skserować - tata Łukaszka podał babci Xero plik kartek.
- Pana nazwisko? - spytała babcia Xero.
- Po co pani moje nazwisko?
- Nie kseruję anonimom.
Zdumiony tata Łukaszka podał jak się nazywa, a babcia Xero wzięła od niego kartki i podeszła do maszyny.
- Ty widziałeś to? - spytał tatę Kubiak studiujący napisy na ścianach. - Tu są same nazwiska!
- To osobnicy, których już nie obsłużę. Nigdy! - stwierdziła z mocą babcia Xero. - Z powodu ich głupoty, bądź nienawiści, którą sobą reprezentują, a która nie przystoi istocie ludzkiej.
- O! - Kubiak tym razem studiował kalendarz. - Ty wiesz, że wczoraj minęło pięć lat od tego meczu z Anglią, który się nie odbył? Deszcz zalał stadion, bo ktoś zapomniał zasunąć dach...
- Pamiętam - pokiwał głową tata Łukaszka. - Żona tak się śmiała, że nigdy jeszcze tak pilnie nie oglądałem prognozy pogody w telewizji...
- Co to się działo! - pokiwał głową Kubiak. - Wtedy zmienili nazwę stadionu z Narodowego, na Morskie Oko! Poznań drżał, czy nie straci toru regatowego Malta...
- Co to była za kompromitacja - wtórował mu tata Łukaszka. - Cały świat się z nas śmiał, wstyd było się przyznać, że jest się Polakiem, byliśmy najbardziej niefajnym narodem w Europie...
- Nie róbmy polityki, budujmy stadiony... A tu się okazało, że nawet stadionu nie potrafią zbudować...
- Zgodnie z hasłem "Polska w budowie" on formalnie nadal był w budowie. Nie było protokołu odbioru końcowego...
- Miał być najfajniejszą tapetą na komórkę i w zasadzie do takiej roli jedynie się nadaje...
- Nieprawda!! - babcia Xero odeszła od maszyny i wsparta o ladę waliła pięścią w blat. - To wszystko kłamstwo, podłe kłamstwo!! Państwo polskie zdało egzamin!!!
- Ale mecz się nie odbył - zauważył tata Łukaszka.
- Bo przecież padało! Co, chce pan deszcz powstrzymać?
- Do tego służą dachy, a ten stadion go ma...
- Proszę pana, błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi! Tylko siedzi w opozycji i mówi: "o, to źle, to źle...". Tak najłatwiej, wytykać i nie ponosić za to pełnej odpowiedzialności!
- A propos odpowiedzialności - wtrącił się Kubiak. - Tak to się kończy jak się na ważnych, odpowiedzialnych stanowiskach za grube pieniądze zatrudnia fryzjera...
- Proszę pana - babcia Xero spojrzała na niego z nieopisaną ironią. - Po pierwsze nic takiego nie miało miejsca, a po drugie, gdyby akurat byłby to fryzjer, to nawet byłoby to lepiej. Przecież fryzjer bardzo dobrze się orientuje w niszczących skutkach deszczu i nigdy nie wypuści klientki z zakładu jak pada!
- Proszę pani - tata Łukaszka zaczął się gotować. - Chyba mi pani nie powie, że po wywaleniu dwóch miliardów na ten stadion...
- Najnowszy w Europie! Najpiękniejszy! Otwieramy nim oczy niedowiarkom!
- ...okazało się, że nie potrafimy zadbać, aby funkcjonował on jak należy...
- Proszę pana, ja chyba pana dopiszę tam na ścianie! - oświadczyła babcia Xero. - Za głupotę! Pan mi chce powiedzieć, że pan nie wie kto jest za to wszystko odpowiedzialny?
- Premier? - spróbował ostrożnie tata Łukaszka.
- Ależ skąd! To Karosław-Jaczyński!
Zapadła chwila milczenia.
- Jakim to cudem? - spytał Kubiak.
- Niech pan tylko pomyśli. Należy postawić sobie pytanie: czy Karosław-Jaczyński zasunął wtedy dach nad stadionem?
- No, nie...
- A zatem Karosław-Jaczyński nie zasunął dachu kiedy padało!! To on!!! To jego wina!!! - triumfowała babcia Xero.
- Równie dobrze mógłbym powiedzieć, że to pani wina, bo pani też nie zasunęła tego dachu - odbił piłeczkę tata Łukaszka.
- No nie, teraz to pan przekroczył próg mojej tolerancji na głupotę. Pana argumentację jest w stanie pobić nawet przedszkolak. Jak to: ja? Przecież ja nie mieszkam w Warszawie! Rozczarował mnie pan. Zabieraj pan te swoje kartki z powrotem i wynocha! Już więcej nic panu nie skseruję!
I babcia Xero wzięła ołówek, podeszła do czystego kawałka ściany i napisała "Hiobowski".
- To niech mi pani da chociaż to, co już pani skserowała - zaproponował tata Łukaszka. Babcia Xero wróciła do maszyny, oddała mu oryginały, po czym wzięła do ręki kserokopie.
- No? - rzekł zachęcająco Kubiak.
- Błagaj - powiedziała babcia Xero z szaleńczym błyskiem w oku.
Tata Łukaszka westchnął głęboko i rzekł:
- Błagam.
- Tylko szmata błaga! - oczy babci Xero miotały błyskawice. - A ja szmatom nie kseruję!
Po czym wolnym ruchem podarła kartki.
- Nie zapłacę - odciął się tata Łukaszka.
- A nie płać sobie! Wynocha!! Wyjdź stąd i umrzyj na chodniku, naładowany nienawiścią funkcjonariuszu opozycji!!!
Wyszli na zewnątrz. Tata Łukaszka sprawdzał jeszcze czy nie brakuje jakiejś kartki. Wręcz przeciwnie, okazało się, że jest o jedną więcej.
- Modlitwa do świętego Donalda z Forfar o sprowadzeni więcej klientów do mojego ksero - przeczytał nagłówek Kubiak. Uchyliły się drzwi i wyjrzała przez nie babcia Xero.
- Dałam wam jedną moją kartkę. Oddawajcie! - wychrypiała.
- Błagaj - zaproponował Kubiak.
- Nigdy!!!
- To opublikujemy ją w internecie - odparł beztrosko Kubiak.
- Przecież to tylko kserokopia! - zaśmiała się nerwowo babcia Xero. - Nikt w to nie uwierzy! Zaprzeczę wszystkiemu i powiem, że to fałszywka!! Nazwisko!!!
- Donald z Forfar - rzekł Kubiak.
Babcia Xero wróciła do lokalu i trzęsącymi się ze złością rękami dopisała na ścianie obok nazwiska Hiobowski: "i ten drugi".

Nie biorę żadnej odpowiedzialności za to co robi Łukaszek, a tym bardziej za to, co mówi Gruby Maciek. A tak poza tym, to fikcja, czysta fikcja. UWAGA! Podczas czytania nie należy jeść i pić! Nie zaleca się czytania pokątnie w obecności szefa! Opluty monitor czyścimy specjalną chusteczką, a klawiaturę szczoteczką do zębów (by Redpill)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (55)

Inne tematy w dziale Polityka