Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen
1322
BLOG

Prawdziwi Patrioci kontra Zbawcy Ojczyzny

Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen Polityka Obserwuj notkę 13

Wszyscy mieszkańcy osiedla, na którym mieszkali Hiobowscy, wiedzieli jaki jest problem z myciem samochodu.
Nie można było myć samemu na parkingu. Specjalnie powołana w tym celu formacja o nazwie Straż Myjna (nie mylić z niechlubnej sławy Strażą Miejską) czatowała w krzakach, a jeśli krzaków nie było to w innych miejscach, i nakładała kary. Kary były różne, od pouczeń ustnych (dla wycierających suchą szmatką) poprzez mandaty (dla przemywających mokrą szmatką) aż do odbierania prawa jazdy (dla myjących z użyciem detergentów). A ponowne zdawanie na prawo jazdy nie było takie proste, bo po ostatniej nowelizacji doszły takie testy, jak: bieg z mapą na orientację, rozpoznawanie zapachem wśród próbek paliwa tej o odpowiedniej liczbie oktanów czy rozpoznawanie gatunków drzew na podstawie plików audio z nagranym ich szumem.
Tak więc mieszkańcy osiedla nie mieli wyboru i musieli korzystać z myjni samochodowej wybudowanej przy osiedlowym markecie.
- Przecież nikt cię nie zmusza, możesz jechać do dowolnej myjni w mieście - powiedziała tacie Łukaszka mama Łukaszka.
- No tak, a koszty dojazdu? - spytał tata Łukaszka. - A czas?
Dziadek Łukaszka tylko sarkał, że nie ma prawdziwie polskiej myjni w okolicy, chociaż babcia Łukaszka z kolei upierała się, że kapitał narodowości nie ma. Jednak okazało się, że grupa mieszkańców osiedla uważała podobnie jak dziadek, bo podjęła własną inicjatywę. Jeden z nich wydzierżawił od miasta kawałek placyka z dostępem do kanalizacji. Inny przyniósł wiaderka. Jeszcze ktoś przyniósł ścierki i szczotki i tak założyli nową myjnię dla samochodów.
Nazwali ją po prostu "Nowa Myjnia". A sami siebie określili jako Prawdziwych Patriotów. W skrzynkach na listy pojawiły się ulotki z informacją, że Nowa Myjnia jest inwestycją wyłącznie mieszkańców osiedla, ale jest skierowana do każdego. Każdy może przyjechać i umyć samochód. Jest to przedsięwzięcie całkowicie polskie, polskie w stu procentach i uczciwe.
Myjnia zaczęła działać, ale nie oferowała zbyt wiele, zwłaszcza w porównaniu z myjnią przy markecie. Niektórzy wychodzili z założenia, że świadomość tego, że się myją polską wodą z polskim detergentem za pomocą polskiej szczotki i polskiego wiaderka pod pięknym polskim niebem powinna wystarczyć nawet w najbardziej niesprzyjających warunkach pogodowych. I naprawdę nie ma powodu by przy paru stopniach Celsjusza w plusie jeździć do automatycznej, ogrzewanej myjni pod dachem przy markecie, gdzie wszystko samo się myje, i szybko na dodatek, a kierowca może sobie postać w cieple zamiast marznącymi rękami myć auto. Jednak Prawdziwi Patrioci pomyśleli i o tym. Któregoś dnia gruchnęła po osiedlu sensacyjna wieść. Nowa Myjnia pozyskała inwestora strategicznego!!!
Owym inwestorem był biznesmen z dalekiego kraju pochodzenia polskiego, co oczywiście Prawdziwi Patrioci nie omieszkali podkreślić. Był to Polak, pieniądze miał polskie, chciał inwestować w Polsce, koniecznie w coś w stu procentach polskiego, kryształowy był, uczciwy i wszyscy dawali za niego głowę albo inne części ciała. Słowem - dotychczasowi klienci Nowej Myjni nie powinni mieć zastrzeżeń. Część klientów jednak zastrzeżenia miała. Że oni chcą myć auta w czystej wodzie, a jak ona przepłynie przez ręce biznesmena to już czysta nie jest, bo on te ręce ma brudne. W związku z tym odchodzą więc.
- Trudno - powiedzieli Prawdziwi Patrioci, zakasali rękawy i wzięli się do dzieła. Za pieniądze biznesmena wybudowali piękną, nowoczesną myjnię, zdolną konkurować wydajnością z myjnią przy markecie, a poziomem usług nawet stała wyżej. I wszystko było dobrze: biznesmen płacił, Nowa Myjnia działała, przybywali nowi klienci, myli auta i wszyscy byli zadowoleni. Aż do momentu, kiedy to biznesmen zwołał wielką konferencję prasową na terenie Nowej Myjni.
Oświadczył wtedy, że on nie dał pieniędzy na Nową Myjnię ot tak, z dobrego serca. Jemu się marzy coś więcej. Jemu się marzy odzyskanie innych myjni!
- Ta myjnia zarabia i pokazuje, że Polacy z polskim kapitałem używając tylko tego co polskie, potrafią! - przekonywał biznesmen. - Snujmy więc plany! Rynek biznesowy jest w Polsce zabetonowany! My go rozwalimy, będziemy nową siłą z nowym kapitałem! Polskim kapitałem! Czemu mamy się ograniczać do tylko jednej myjni? Dzisiaj myjnia, jutro cały świat! Planuję w krótkim czasie odkupić myjnię przy markecie. Podwoimy zyski, a potem... Odkupimy market! Będzie tam tylko Polska, polskie jedzenie, polscy pracownicy, zyski będą zostawać w Polsce, dla Polaków! Całą Polskę odzyskamy!!! Zbawimy Ojczyznę!!!
- Hurra! - zawołała część klientów, ale inna część powiedziała, że im to nie pasuje. Że oni wcale nie chcą odzyskiwać Polski, tylko umyć auto i już. I w związku z tym oni odchodzą, bo uważają, że myjnia nie może być narzędziem podboju świata.
Biznesmen się tym nie przejął, powołał stowarzyszenie Zbawcy Ojczyzny i rozpoczął przygotowania do podboju myjni przy markecie, marketu i Polski. Wszyscy byli ciekawi jak to się zakończy.
Zakończyło się pewnego zimowego poranka, kiedy to tata Łukaszka wraz z synem podjechali autem pod Nową Myjnię. Od razu ich uwagę zwróciła kolejka aut przed wjazdem i grupa ludzi wykrzykujących coś pod bramą. Wysiedli więc i poszli zobaczyć co się stało.
Otóż Nowej Myjni już nie było. Zniknął cały budynek wraz z wyposażeniem. Pozostał tylko pusty plac, ogrodzony siatką z transparentem "Do wynajęcia". Na furtce wisiała wielka kłódka ze znaczkiem Zbawców Ojczyzny. Pod płotem pikietowała grupa Prawdziwych Patriotów.
- ...okradli nas! Ukradli nam Nową Myjnię! - krzyczał jeden z nich.
- To jeden z tych Zbawców Ojczyzny! - wtórował mu drugi. - Włamał się i zmienił zamki! Co za banda! A przecież plac dzierżawiłem ja sam, osobiście! Akt jest na mnie! Ja wydzierżawiłem ten plac jeszcze zanim tu powstałą myjnia, jeszcze zanim pojawił się ten szemrany biznesmen ze swoją lewą forsą!
- Bo, proszę państwa, ten biznesmen to był jednak agent! - wołał trzeci Prawdziwy Patriota. - Od dawna o tym wiemy! A niedawno widziano go na imieninach właściciela marketu!
Tata Łukaszka wraz z synem wrócili do auta.
- I co robimy? - spytał Łukaszek. - Zostawiamy auto brudne? Myjemy na dziko na parkingu ryzykując karę? Czy jedziemy do myjni przy markecie?
- Jak się chce mieć auto trzeba być przygotowanym na wydatki - westchnął tata Łukaszka. - Jedziemy do myjni gdzieś do miasta. Tylko blisko.

Nie biorę żadnej odpowiedzialności za to co robi Łukaszek, a tym bardziej za to, co mówi Gruby Maciek. A tak poza tym, to fikcja, czysta fikcja. UWAGA! Podczas czytania nie należy jeść i pić! Nie zaleca się czytania pokątnie w obecności szefa! Opluty monitor czyścimy specjalną chusteczką, a klawiaturę szczoteczką do zębów (by Redpill)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka