Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen
1400
BLOG

Szkolna pułapka, część 9, ostatnia

Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen Polityka Obserwuj notkę 19

Pani wicedyrektor odczuwała silną frustrację. Wszystkie środki przymusu fizycznego, które zazwyczaj zmieniały Grubego Maćka w kupę przestraszonego mięsa, przestały działać. Gruby Maciek siedział spokojnie za stołem, jadł spokojnie landrynki (gdzież by tam dostał, sam przyniósł, i jeszcze nie poczęstował, ale czego wymagać od dzisiejszej młodzieży!) i w ogóle był jakiś taki spokojny. W ów nastrój wprawiło go wyznanie, że o wszystkim powiedział swoim kolegom.
- Więc teraz naprawdę nie ma sensu, żebym chodził na te zajęcia - podsumował Gruby Maciek.
- Ja ci...! Ja cię zmuszę do mówienia!! - odgrażała się pani wicedyrektor.
- To i dobrze, bo chciałem z panią porozmawiać - rzekł Gruby Maciek i niespodziewanie spytał łagodnym głosem:
- Dlaczego pani nas nie lubi?
Pani wicedyrektor zamurowało.
- A...? Ależ co ci przyszło do głowy? Lubię was przecież!
- Hm - Gruby Maciek spojrzał na swoje opuchnięte od linijki dłonie. - Ciekawe. Ale ja nadal myślę, że pani nas nie lubi. Uczniów. Łukasza, okularnika... No i mnie.
- No i co z tego? - spytała zaczepnie pani wicedyrektor. - Nie muszę was lubić. Ja i tak...
- Ja tak sobie myślę, że nic pani nie powiem, bo mi się nie opłaca - kontynuował Gruby Maciek. - Ja do tej szkoły będę chodził rok, dwa, może trzy. I koniec. A kumpli się ma na zawsze. Ja skończę szkołę, dawno o pani zapomnę, a z nimi nadal będę się spotykał. I będę z nimi chodził na piwo jak mój stary, chociaż moja mama krzyczy potem, że śmierdzi fajkami, jak wraca do domu.
- Co ty mi tu...
- I tak sobie jeszcze myślę, że pani musi się strasznie źle czuć - Gruby Maciek wstał i zaczął chodzić po mieszkaniu pani wicedyrektor. - U pani nie ma żadnych zdjęć. Nikt nigdy do pani nie dzwoni. Nic pani nie mówi o swoich znajomych czy rodzinie. Pewnie jest pani strasznie smutno i zazdrości mi moich kumpli. Tak myślę - Gruby Maciek kiwnął głową.
- Bzdura!!
- Nie ma pani męża, prawda? Ani dzieci prawda? Tak sobie myślę, że może pani nie chciała, a może pani nie spotkała nikogo fajnego. Ale jeszcze nic straconego. Moja ciocia wyszła za mąż jak miała pięćdziesiąt dwa lata. A moja mama mówi, że bycie matką to najfajniejsze co może być, i chociaż często mówi, że doprowadzam ją do szału, to kiedyś powiedziała mi, że w życiu by mnie nie zamieniła na innego syna. Nawet na Hiobowskiego.
Pani wicedyrektor milczała.
- Ja tak sobie myślę... - kontynuował łagodnym tonem Gruby Maciek. - Pani powinna zamiast siedzieć tu ze mną to iść gdzieś, spotykać ludzi. Może pozna pani kogoś fajnego? Może się zakocha? Będzie miała ślub i dzieci? siostra Hiobowskiego mówi, że każda kobieta marzy o tym, żeby raz w życiu założyć welon. To prawda? Może zostanie pani jeszcze mamą? Bo ja na pewno będę tatą. Ale ja dla mojego będę dobrego, a nie taki jak pani. I jak pani będzie jeszcze w tej szkole, to na pewno dam je do innej. Bo nie chcę, żeby czuło się tak jak ja. Ale niech się pani o mnie nie martwi - Gruby Maciek od niechcenia machnął ręką. - Ja sobie dam radę. Przeżyłem na koloniach, przeżyję i to. To co, kiedy mam przyjść znowu? Od razu mówię, że nic o swoich kumplach ni będę mówił. Ale mogę przynieść stare zdjęcia moich starych. Jak brali ślub i jak ja się urodziłem. Chudy byłem, uwierzy pani? Może zamiast bić mnie linijką poczęstuje mnie pani herbatą?
Pani wicedyrektor odchrząknęła kilka razy, a potem powiedziała, że w najbliższym możliwym terminie poinformuje pana dyrektora, że Gruby Maciek zaliczył już u niej zajęcia i nie musi przychodzić więcej. I że ma natychmiast wyjść.
- Super! - ucieszył się Gruby Maciek. - Ale ja i tak mogę przyjść. Przyniosę te zdjęcia, dobrze?
- Czy ty niczego nie rozumiesz?!!! - krzyknęła pani wicedyrektor strasznym głosem. - Nie chcę, żebyś przychodził, nie chcę żebyś mi przynosił jakieś zasrane zdjęcia!!! Nie musisz tu już przychodzić!!!
I wyrzuciła Grubego Maćka z mieszkania na klatkę schodową. A potem uchyliła drzwi i wyrzuciła za nim jego plecak, buty i kurtkę.
Gruby Maciek ubrał się spokojnie, podrapał się po głowie i poszedł przydeptując sobie szal.
Pani wicedyrektor wyszła na balkon i patrzyła za oddalającym się w radosnych podskokach Grubym Maćkiem. "Takiemu to dobrze" pomyślała z rozżaleniem. "Wróci do domu, tam czeka na niego rodzina, zadzwoni do kolegów...". I pani wicedyrektor pomyślała smętnie, że jej zycie jest smutne, jest puste i równie dobrze mogłoby go wcale nie być. Raczej nikt by za nia nie zatęsknił, a wręcz przeciwnie. Niektórzy by cię ucieszyli. Pani pedagog czy Gruby Maciek na ten przykład...
- Skooooooocz - z dołu coś zaszumiało.
Pani wicedyrektor spojrzała w dół i ujrzała postać z kosą i w habicie. Postać ta podniosłą głowę i pani wicedyrektor e zgrozą ujrzała trupią czaszkę pod kapturem.
- No skooooooooocz - zaszumiała Śmierć.
- Jeszcze czego - szepnęła pani wicedyrektor i nie zastanawiając się wiele pokazała wyprostowany środkowy palec po czym wycofała się wgłąb mieszkania zamykając drzwi na balkon.
Dosłownie sekundę później zadzwonił dzwonek u drzwi wejściowych. "Pewno znowu ta natrętna babcia z naprzeciwka" pomyślała z niechęcią pani wicedyrektor i poszła otworzyć.
Pomyliła się. Na progu stała bowiem Śmierć.
- Jak to możliwe...? - szepnęła osłupiałą pani wicedyrektor. - Przecież jeszcze przed chwilą... Pod blokiem...
- Możliwe, niemożliwe, nic ci do tego!! - krzyknęła wzburzona Śmierć. - słuchaj no, panna, nie życzę sobie takiego wymachiwania palcem, zrozumiano?!! Bo jak nic następnym razem ci go obetnę!! A poza tym powiem ci...
Pani wicedyrektor słuchała pilnie, ale jej oczy przyciągnęło coś, co działo się po drugiej stronie korytarz. Drzwi prowadzące do mieszkania naprzeciwko zaczęły się powolutku uchylać, a w szparze pokazały się płonące podnieceniem oczy mieszkającej tam staruszki.
śmierć zauważyła w końcu, że pani wicedyrektor patrzy gdzieś za jej plecy, więc się obróciła. Ujrzała pobladłą nagle staruszkę i wypaliła jej prosto w twarz:
- No i czego się patrzysz, młoda?!!

Nie biorę żadnej odpowiedzialności za to co robi Łukaszek, a tym bardziej za to, co mówi Gruby Maciek. A tak poza tym, to fikcja, czysta fikcja. UWAGA! Podczas czytania nie należy jeść i pić! Nie zaleca się czytania pokątnie w obecności szefa! Opluty monitor czyścimy specjalną chusteczką, a klawiaturę szczoteczką do zębów (by Redpill)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (19)

Inne tematy w dziale Polityka