Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen
1209
BLOG

Orzeł. Może.

Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen Polityka Obserwuj notkę 29

Pan dyrektor szkoły, do której chodził Łukaszek, spędzał właśnie zasłużony wolny czas, gdy nagle zadzwonił telefon.
- To ja, woźny - odezwał się głos w słuchawce. - Muszę pana poinformować... To niesamowite, ale do naszej szkoły przyjechał pan Prezydent!
- Jaki prezydent? - spytał machinalnie pan dyrektor.
- Prezydent Polski!
- Świetny dowcip - ziewnął pan dyrektor. - Jest drugi maja, szkoła zamknięta, a jak spotkamy się po długim weekendzie, to osobiście panu...
- Daję panią wicedyrektor do telefonu... Halo!
- To pani? - zdumiał się pan dyrektor. - Co pani tam robi?
- Pan woźny mnie też zaalarmował... Przed chwilką dotarłam... To wszystko prawda! W naszej szkole jest Prezydent!
- Przecież jest zamknięta, do cholery! - zdenerwował się pan dyrektor.
- Zapomniał pan, że pierwsza a z gimnazjum siedzi dziś w szkole za karę...
Pan dyrektor jak stał tak skoczył do auta i pognał w kierunku swojego miejsca pracy. Już z daleka widział kolumnę aut z błyskającymi światłami na dachach stojącą przed budynkiem. Dojechał, zaparkował z fantazją, wysiadł  i został błyskawicznie obezwładniony przez grupę z ochrony. Dopiero wtedy się zorientował. że nadal trzyma w ręce widelec do przewracania mięsa na grillu. Na szczęście nieporozumienie zostało szybko zażegnane, tym łatwiej, że jak się okazało, jeden z ochrony był kiedyś podopiecznym pana dyrektora.
Pięć minut później pan dyrektor masując naciągnięty bark wchodził do auli szkolnej. A tam faktycznie, na scenie, pod tablicą stał pan Prezydent w otoczeniu swoich towarzyszy. Na widowni siedziała część grona pedagogicznego oraz pierwsza a. Uczniowie bawili się świetnie. Pan dyrektor spojrzał na tablicę i już wiedział dlaczego. Widniały tam takie napisy jak "SOKUŁ", "PÓSTÓŁKA"  czy "MYSZOŁUF". Kreda trzymana w palcach pana Prezydenta jednoznacznie wskazywała autora.
- Co tu się dzieje? - wyjąkał pan dyrektor. - Jak to się stało, że pan do nas zawitał, panie Prezydencie?
- Przejeżdżałem obok i zainteresowało mnie, że wszystkie szkoły zamknięte, a ta otwarta.
- Uczyliśmy się - przyznała skromnie dziewczynka, która zawsze odzywała się jako pierwsza.
- Mów za siebie - odcięła się znaczna część klasy.
- Co tu się dzieje? - powtórzył pan dyrektor.
- Otóż ja byłem wczoraj na majówce i widziałem wielkiego ptaka... - zaczął okularnik z trzeciej ławki.
- ...jak twój stary siurał zza krzaka - dokończył Gruby Maciek i się pobili.
- I teraz razem z panem Prezydentem próbujemy zgadnąć co to był za ptak - wyjaśnił Łukaszek. - My proponujemy, a pan Prezydent zapisuje. O ! Może to był jastrząb!
- Jastrząb... Drapieżny... Może... - pan Prezydent pokiwał głową i zaczął pisać: "JASZCZ..."
- Natychmiast przestańcie znęcać się nad Prezydentem! - krzyknął pan dyrektor. - Może zmienimy temat? Panie Prezydencie, kiedy ostatnio strzelił pan byka?!
- Wczoraj - odparł z lekkim smuteczkiem pan Prezydent. - Pisałem odezwę do związkowców i napisałem "która" przez ó kreskowane.
Pani od polskiego zaczęła się krztusić.
- Chodziło mi o polowanie - wyjaśnił zrozpaczony pan dyrektor.
- A! To! Byka nie, ale strzeliłem niezłego kozła!
- A ja mam zdjęcie tego ptaka! W komórce! - przypomniał sobie okularnik kiedy oderwali go od Grubego Maćka.
- Ptaków nie wolno trzymać w komórce - pouczył go pan Prezydent. - Są specjalne klatki, nazywają się woliery...
- Znaczy się w telefonie - i okularnik podał swój telefon panu ochroniarzowi. - Ten sprawdził, czy to aby nie bomba i podał panu Prezydentowi.
- Duży - ocenił pan Prezydent. - To może być nawet orzeł. Tak... Orzeł. Może.
I znów podszedł do tablicy z kredą w palcach.
- Ale panie Prezydencie! - nie wytrzymał pan dyrektor. - Pan pisze z błędami! A ci gówniarze się z tego śmieją!
- Wcale, że nie! - zaprotestowała pierwsza a.
- Panie dyrektorze - pan Prezydent - uśmiechnął się jowialnie. - Tylko ten nie robi błędów, kto nic nie robi. A zatem aby nie robić błędów należałoby nic nie robić. Nie stać nas na nicnierobienie. A poza tym na błędach człowiek się uczy. A zatem uczmy się jak najwięcej robiąc jak najwięcej błędów!
I napisał na tablicy "O"
- Spokojnie - rzucił przez ramię. - Wiem, że "orzeł" pisze się przez "er-zet".
I napisał "ORZEU".
Gwałtownie otwarły się drzwi i do środka energicznym krokiem weszło paru nierzucających się w oczy facetów ubranych w garnitury.
- Co pan tu robi? - spytał sucho pierwszy z nich. - Miał pan podpisywać ustawy!
- Podpisałem wszystkie wczoraj - tłumaczył się pobladły nagle pan Prezydent. - Teraz jadę na zaległe świętowanie rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego...
- Przecież ono wybuchło pierwszego sierpnia - przypomniała dziewczynka.
- Nie chodzi mi o to polskie, tylko o powstanie żydowskie. W getcie - uściślił pan Prezydent. - Pomyślałem sobie, że dosyć tego zaduszkowego świętowania i trzeba pokazać Żydom, że należy świętować radośnie. Dlatego wiozę ze sobą gwiazdę Dawida z marcepanu...
Drugi z nierzucających się w oczy facetów podszedł do pana Prezydenta i coś mu tłumaczył na ucho.
- Przepraszam - oświadczył jeszcze bardziej pobladły pan Prezydent, - Oczywiście, pomyłka! Chodzi naturalnie o to, żeby nauczyć Polaków!

Nie biorę żadnej odpowiedzialności za to co robi Łukaszek, a tym bardziej za to, co mówi Gruby Maciek. A tak poza tym, to fikcja, czysta fikcja. UWAGA! Podczas czytania nie należy jeść i pić! Nie zaleca się czytania pokątnie w obecności szefa! Opluty monitor czyścimy specjalną chusteczką, a klawiaturę szczoteczką do zębów (by Redpill)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (29)

Inne tematy w dziale Polityka