Tata Łukaszka jechał samochodem mijając miasta i wioski. W wielu miejscach stały powystawiane napisy: "Sprzedam miód", "sprzedam jaja", "sprzedam ziemniaki", "sprzedam jabłka". W końcu nie wytrzymał i zatrzymał się na szosie, koło jakiegoś gospodarstwa. Stały tam przy szosie kosze pełne warzyw. W jednym marchew, w drugim kalafior, w trzecim...
Tata Łukaszka podumał chwilę, że przecież u producenta płodu rolnego cena powinna być niższa w sklepie (pośrednik) i postanowił coś zakupić. Gospodarz zaznaczył, że owszem, może sprzedać. Ale poza oficjalnym obiegiem finansowym. Bo po pierwsze będzie to korzystne dla portfeli sprzedawcy, jak i kupca. A po drugie on w zasadzie nie sprzedaje nabywcom indywidualnym.
- Przecież... - zdumiał się tata Łukaszka.
- A widział pan tabliczkę "sprzedam"? - zapytał gospodarz.
- To co te warzywa w kubłach robią przy drodze?!
- Jak to co, czekają na odbiorcę. Proszę pana, ja wszystkiego nie zjem, a wyrzucić mi nie wolno. więc podpisałem umowę z taką firmą... Sałatki robią, surówki, przetwory jakieś. No. I oni ode mnie odbierają te warzywa.
- Niezły interes.
- A co pan myśli? Wie pan jakim autem jeździ właściciel tej firmy?!
- Nie, chodziło mi o pana - sprostował tata Łukaszka. - Przecież pan sprzedaje...
- Jakie sprzedaje? Panie, ja płacę, i to ciężkie pieniądze płacę za to, żeby mi to zabrali sprzed domu! Na szczęście je segreguję, gdybym oddawał to tamtej firmie pomieszane to płaciłbym dwa razy więcej!
967
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (5)