Na osiedlu miała powstać nowa ulica. Odbyło się głosowanie Rady Osiedla. Wybuchł skandal. Okazało się, że przy okazji część radnych zgłosiła pomysł, aby bezimienny plac w środku osiedla nazwać nazwiskiem pewnego Bohatera.
- Pierwszy raz słyszę, że mamy takiego Bohatera - zdumiała się mama Łukaszka.
- No tak, nie piszą, tu ludzie nie znają - obruszył się dziadek. - On tu mieszkał! On był stąd!
I rzeczywiście, dzień później w "Wiodącym Tytule Prasowym" ukazał się artykuł pod tytułem "Wszyscy znają naszego bohatera" i mama Łukaszka była już na bieżąco.
Opisano też samo głosowanie. Radni nadali nową nazwę nowej ulicy, za to placu nie nazwali nazwiskiem Bohatera.
- Ja tego nie rozumiem - tłumaczyła radna zgłaszająca wniosek. - Przecież wszyscy się zgadzają, że to był Bohater!
Dziadek Łukaszka sprawdził kiedy będzie następne posiedzenie Rady i kiedy nadszedł dzień następnego posiedzenia dziadek w bojowym nastroju chciał tam iść.
- Mowy nie ma! Nie puścimy dziadka samego - oświadczyła całkiem rozsądnie rodzina Hiobowskich po czym popełniła błąd miesiąca przydając dziadkowi jako opiekuna Łukaszka.
- Nie wiem kto kogo będzie pilnować - zreflektowała się poniewczasie babcia ale było już za późno.
Za późno też dotarli na miejsce Łukaszek z dziadkiem. Pod drzwiami sali głosowań kłębił się mały tłum. Kiedy wreszcie weszli do środka zobaczyli Radnych osiedlowych.
- Juź po sesji. Co wy tu robicie? - pytali zaskoczeni Radni.
- Jak to co? - powiedział ktoś z tłumu. - Nigdy się nie interesowałem co wy tu odwalacie, a wy głosujecie przeciwko Bohaterowi?
- To nie tak - powiedział jeden z Radnych. - Nasza część głosowała na tym, żeby plac nazwać nazwiskiem Bohatera.
Mieszkańcy osiedla poprosili drugą część Radnych o wyjaśnienia.
- My w zasadzie jesteśmy za - powiedział jeden z Radnych, którzy byli przeciw. - Ja akurat jestem bardzo za. Ja nawet organizowałem wystawy o Bohaterze.
- To dlaczego zagłosował pan przeciw?
- Bo... Tego... Jak głosowaliśmy to miałem przed oczami tylko numerek a nie treść... Co jest oczywiście winą zgłaszającej, bo nie zatroszczyła się, żebyśmy odpowiednio wcześnie znali tekst!
- I pan głosował? - zapytał spod łokcia dziadka Łukaszek.
- No tak!
- Nie znając tekstu?
-No tak! To znaczy... E...
- To skąd pan wiedział czy być za czy przeciw jak pan nie znał tekstu?
- Milcz gówniarzu i zaprzestań personalnych ataków! - zakrzyknęła jedna pani dwojga nazwisk, która słynęła ze zgłaszania swoich sąsiadów na policję. Łukaszek wystraszony zamilkł.
- No dobra, nie znaliśmy tekstu - powiedziała dramatycznym głosem kolejna Radna. - Ale to wina zgłaszającej. Wyskoczyła z tym w ostatniej chwili z oczywistą intencją, aby to nie przeszło w głosowaniu!
- Ale przecież wasz przewodniczący udzielił wywiadu miesiąc temu - zauważył dziadek Łukaszka. - W telewizji osiedlowej. Mówił, że to cenna inicjatywa i że zapozna z nią swoich radnych...
- Niestety, przewodniczącego nie ma - odparli Radni, którzy byli przeciw i wymieniali dalej:
- Obrazilibyśmy innych bohaterów.
- Umawialiśmy się, że nie będziemy nadawać żadnych nazwisk.
- Guziki mi się poje... popełniłem błąd! Techniczny!
- To był zły moment!
- Ale w związku z tym, że w większości społeczeństwa postał niepokój skorygowaliśmy wyniki naszego głosowania! - powiedzieli Radni, którzy byli przeciw a ich oczy zrobiły się jakieś takie chytre. - I nie wiemy o co ta cała awantura!
- To teraz jest dobry moment? - wstrzelił się z pytaniem Łukaszek i zepsuł cały, misternie budowany efekt.
- Ostrzegam cię! Mam sposoby aby zamknąć ci buzię! - wykrzyknęła jedna pani dwojga nazwisk i zakryła dłonią łukaszkowe usta. Łukaszek, niewiele myśląc, zamknął je.
- Aua!!! - darła się jedna pani dwojga nazwisk. - Ugryzł mnie! Krew! Na policję go podam! Co za niedobre dziecko! Jego charakter kipi żółcią a jego koledzy to na pewno członkowie tamtej niedobrej partii!
I tak krzycząc wyszła z sali.
- My już też pójdziemy - powiedział dziadek. - Ale będziemy tu często zaglądać.
- Co? Czemu? Dlaczego? - pytali zaniepojeni Radni.
- Bo może dzięki temu zaczniecie wreszcie głosować tak, jak chce tego większość społeczeństwa...
Na twarz dziadka padł promień słońca. Zrobiło się podniośle i uroczyście.
Na krótko.
- Ale to wszystko to jest nic! - zakrzyknął krewny jednego z Radnych, którzy byli przeciw. - A Przewodniczący Rady Osiedla pije alkohol po krzakach!!!
- Niemożliwe! - zawołali wszyscy.
- Sam widziałem, tam za pocztą! Pił wódkę z tych małych buteleczek!
- Jakie tam krzaki, parę badyli... Jaki alkohol, te małe buteleczki... - zaczęli mruczeć mieszkańcy, ale gromadnie otoczyli krewnego Radnego, który zachłystując się ze szczęścia opowiadał nowe szczegóły.
- To są jakieś bzdury... - próbowali protestować niektórzy Radni, ale nikt ich nie słuchał. Większość mieszkańców krzyczała, że to są obrzydliwe plotki i starali się nie uronić ani słowa z tego, co mówił krewny Radnego.
- I co ty na to? - zapytał Łukaszek stojącego samotnie dziadka.
Dziadek zacytował Cambronne'a i poszli.
148
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (9)