Brun
Brun brun brun
14 obserwujących
120 notek
92k odsłony
  205   1

Po co nam Marynarka Wojenna?

Bałtyk foto:J.Czyszek
Bałtyk foto:J.Czyszek
Prorok jakiś, czy co?

Tekst napisany kilka lat temu, w momencie gdy jeszcze minister Macierewicz obiecywał szybkie zamówienie nowych okrętów podwodnych. Nic z tego nie wyszło, niestety, a historia nas dogoniła z ręką w nocniku.

Tekst, moim zdaniem, niezwykle aktualny.

Po co nam Marynarka Wojenna?

image

Pytanie, wojna u granic a o kontrakcie na okręty podwodne ani dychu, ani słychu. Woda w ciup, czyli morda w kubeł i jedna z bardziej sensownych decyzji strategicznych, o zakupie podwodnych środków odstraszania, rozpływa się we mgle i w zimowym Bałtyku na czas nieokreślony.

W jakimś sensie historia zatoczyła koło i tak jak w dwudziestoleciu międzywojennym strategiczny sens istnienia polskiej wojennej floty sprowadza się do blokowania Zatoki Fińskiej, tej, na której końcu leży Kronsztad, główna baza rosyjskiej floty, i St.Petersburg, cywilizacyjna stolica Rosji. Jeżeli Rosjanie zbudowali jakąś cywilizację, różną od GUŁAGów, kołchozów i codziennego chlania wódki, to jej źródła leżą nad Newą, nigdzie indziej. Tam też leży jej, Rosji, czuły punkt. W każdym razie jedyny dla nas dostępny, gdy już będziemy mieli okręty podwodne z pociskami manewrującymi.

Równowaga strachu, na agresję, reagujemy agresją. Jeżeli Rosjanie, dla żartu, na raucie, pomiędzy jednym kieliszkiem a drugim, mówią, że mogą w dwadzieścia cztery godziny czołgami zająć Warszawę, to my w piętnaście minut po pierwszym strzale pierwszego czołgu puszczamy z dymem Ermitraż i dalej, dywanowo, po równo tak jak to komputer prowadzenia ognia wyliczy.

Jeżeli oczywiście będziemy mieli taki komputer zainstalowany na naszym okręcie podwodnym leżącym na dnie Zatoki Fińskiej, w odpowiednim momencie plującym pociskami manewrującymi ze wszystkich wyrzutni na raz.

Miejmy nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie.

image

Dlaczego jednak, – jak w dwudziestoleciu, przecież nasza flota w ’39 z honorem legła na dnie Zatoki Gdańskiej, w portach Gdyni, Helu i Jastarnii. Ta jej część, która nie zatonęła uległa rozproszeniu i internowaniu w Sztokholmie, część opuściła Bałtyk jeszcze przed wojną, dwom okrętom podwodnym udało się przedrzeć przez cieśniny i dołączyć do sojuszników na zachodzie.

Wojna na morzu z Niemcami była nie do wygrania. Ani wtedy ani teraz. Niemcy trzymają Sundy, nie wspominając o Kanale Kilońskim, i mogą zamykać i otwierać ruch na Bałtyku tak jak chcą.

W czasie całej II wojny światowej, od początków września ’39 do pierwszych miesięcy roku 1945 Niemcy uczynili z Bałtyku swoje morze wewnętrzne, na którym z trudem tolerowali Szwedów zaś Rosjan, podobnie zresztą jak i w czasie poprzedniego światowego konfliktu, skutecznie zamknęli w worku Zatoki Fińskiej. I nie puszczali prawie do końca. Jeszcze w 1945 roku ewakuowali do Niemiec i do Danii prawie dwa miliony wojska i ludności cywilnej z Kurlandii i, w ogóle, z dawnych Prus Wschodnich.

Z tym skrawkiem wybrzeża jaki mieliśmy we Wrześniu wojna z Niemcami była przez nas, na morzu i na Pomorzu, nie do wygrania. Aby wiedzieć dlaczego wystarczy popatrzeć na mapę. Generał Bortnowski, zgodnie z założeniami, wycofał się z „korytarza” pozostawiając jedynie odosobnione punkty oporu, na Oksywiu i w Helu. Z tego tylko Hel miał się bronić do przyjścia odsieczy, czyli w założeniach do przesilenia politycznego po tym gdy sojusznicza Armia Francuska zajmie Nadrenię.

Plany Worek i Rurka miały na celu ochronę Helu poprzez uniemożliwienie ostrzału artyleryjskiego z morza. Rurka się nie powiodła wskutek stoczonej kilka godzin wcześniej bitwy powietrzno-morskiej, w której lotnictwo niemieckie wyeliminowało z działań Gryfa i ptaszki, zaś Worek nie mógł się powieść bowiem przy bezwzględnym panowaniu Niemców w powietrzu okręty podwodne nie były w stanie się utrzymać na niewielkim i płytkim akwenie, do którego nie były przystosowane. Niemniej jednak Hel skapitulował dopiero drugiego października ze względów strategicznych a nie taktycznych.

image

Zupełnie inaczej wojna z ZSRR miała być z naszej strony prowadzona szybko i agresywnie, dokładnie poprzez blokadę minową Zatoki Fińskiej. Do tego nie trzeba żadnych tysięcy min. Wystarczy prowadzić dozór z powietrza, Dywizjon Lotnictwa Morskiego w Pucku, i mieć jeden alarmowy podwodny stawiacz min operujący w oparciu o sojuszniczy port w Tallinie. Żadna flota nie będzie forsować na oślep nierozpoznanego pola minowego. Wysyła do tego trałowce, zwalczane przez przeciwnika przy pomocy niszczycieli. ORP Grom mógł przepłynąć z Gdyni do Tallina, przy prędkości maksymalnej, w ciągu dziesięciu godzin. „Powolny” Gryf w ciągu piętnastu. Wszystkie nasze przedwojenne okręty nawodne były okrętami artyleryjskimi przewożącymi miny. Jedne więcej, inne mniej. Gryf z sześciu dział 120 mm miał bronić przed wytrałowaniem postawionego przez siebie pola minowego.

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale