Politolog Migalski dla "Faktu":
"(...)partia byłego premiera, wywołując kolejne awantury, nie chce pozwolić na to, by wyborcy myśleli, iż spełniły się obietnice Donalda Tuska, że dojście do władzy jego formacji zakończy okres kłótni i waśni. Gdyby od miesiąca parlament był miejscem jedynie merytorycznych sporów i grzecznych dyskusji, oznaczałoby to w istocie wielkie zwycięstwo Platformy i porażkę PiS-u; społeczeństwo odebrałoby jasny sygnał - odsunięcie od władzy Kaczyńskiego przyniosło tak bardzo oczekiwany przez część wyborców spokój.(...)"
Wydaje mi sie, ze pan Migalski lekko oderwal sie od rzeczywostosci. Bo z jego teorii wynika, ze odsuniecie od wladzy agresywnego PiS spowodowac powinno albo zmiane w zachowaniu PiS, albo niedopuszczenie agresywnego PiS do opinii publicznej. Istnienie agresywnego PiS ma byc dowodem na niewiarygodnosc nowej wladzy, a nie kolejnym etapem utraty przez PiS poparcia.
A wydawc by sie moglo, ze prawda jest taka, ze spoleczenstwo odbiera efekty odsuniecia od wladzy PiS przez pryzmat tego, jak sie zachowuje rzad i wiekszosc parlamentarna, a nie opozycja. Ze im wiekszy pozytywny dysonans miedzy wladza odsunieta i wladza nowa na korzysc tej ostatniej, tym gorzej dla tej pierwszej.
Ale moze ja sie nie znam ...
http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=68052



Komentarze
Pokaż komentarze (2)