Przychodzi Z. do doktora, a doktor ... G.
Pyta Z. doktora G., skad ten ma tyle butelek i dlugopisow. A doktor G. na to, ze dorabia jako Swiety Mikolaj i prowadzi w gabinecie skladzik.
Minister Z. cieszy sie, ze nie musial byc pacjentem doktora G. Ale rutynowo sprawdza jeszcze domowa niszczarke. Znajduje przy niej cudem zachowana recepte z charakterystycznym podpisem, ale lekcewazy ja. Przeciez wie, ze lekarze pisza niezrozumiale i to musi byc tylko zlosliwa sprawka wyobrazni. Minister idzie spac.
Minister Z. budzi sie. Boli go glowa, cos uciska go w okolicy mostka. W powietrzu unosi sie dziwny, szpitalny zapach, a do pomieszczenia wchodzi jakas postac. Postac ubrana jest na bialo, w jej kieszeniach pobrzekuja jakies naczynia. I twarz wydaje sie dziwnie znajoma ... minister sadzi, ze to ... Przez glowe przebiegaja mu koszmarne mysli. Czy wyjdzie z tego calo? Kiedy znowu poprowadzi konferencje prasowa ...?



Komentarze
Pokaż komentarze