Lech Kaczynski od dluzszego czasu siedzial wygodnie w lozy honorowej. Na szczescie fotele dobrze trzymaly, wiec sie nie osuwal, gdy dopadlo go znuzenie. W panujacym polmroku wszystko wygladalo dosc dobrze, a naglosnienie skutecznie tlumilo odglosy chrapania ...
Nagle do lozy wpadl oficer z prezydenckiej ochrony z telefonem w dloni twierdzac, ze ma goraca wiadomosc. To byl Tusk, ktory robil wszystko by pokazac, ze nikt, nawet Sikorski, nie ubiegnie go w szacunku do Glowy Panstwa. Telefon odebrala zona, po czym postanowila przekazac wiadomosc mezowi.
Szturchajac lekko Lecha w ramie powiedziala: "- Dzwonil Donald, ze za chwile zacznie sie drugi akt. Czytal w programie, ze akcja sie rozkreca, szkoda by bylo przegapic ...".
Lech nie dal po sobie poznac, ze uslyszal, poprawil sie w fotelu i burknal tylko od niechcenia pod nosem: "... spieprzac dziady ...". Pech chcial, ze w lozy obok znajdowal sie zakamuflowany znawca teatru. Zachowanie szanownego goscia zinterpretowal jako tworcze nawiazanie do przedstawienia, nowatorski sposob przezywania sztuki.
I w ten sposob Lech Kaczynski zdobyl dla brata poparcie inteligencji ...



Komentarze
Pokaż komentarze (5)